Osoba nieczytająca

Raport Biblioteki Narodowej na temat czytelnictwa przyniósł garść faktów udowodnionych badawczo, że oto znaczna część naszych współobywateli to analfabeci.
Czyta się kilka minut

14 proc. ludności bezwstydnie deklaruje, że skończyło edukację, nie przeczytawszy ani jednej książki, co jest – przyznajmy – zagadką niesamowitą. Słowa „nieczytanie” i „edukacja” położone obok siebie tworzą parę tak zdumiewającą, że aż w istocie nieczytelną. Ponad 30 proc. dorosłych rodaków nie ma w domu ani jednej książki, jakkolwiek połowa z nich napomyka, że owszem — w domu są jakieś podręczniki i książki, ale raczej na użytek dzieci. Słowem – nie są to książki dla dorosłych, a zatem nie są to treści, z których dojrzały człowiek mógłby wywieść cokolwiek na kształt refleksji. Blisko 20 proc. Polaków nie miało w ostatnim roku z książką do czynienia w ogóle.

Poczucie słusznej wyższości, jaką normalnie odczuwa człowiek piśmienny i oczytany wobec analfabety, zastępuje z wolna uczucie dojmującego lęku, że oto lada moment analfabeci zdobędą nad czytającymi władzę. Władzę w znaczeniu dosłownym, to znaczy, że być może analfabetą będzie kiedyś premier, ministrowie i prezydent. Że to jest możliwe, widać gołym okiem. Są już przecież w grze politycy, którzy swą wiedzę ogólną zaczerpnęli tylko z tego, co gdzieś usłyszeli, ba! – są politycy, którzy mają tytuły naukowe, nauk humanistycznych, dodajmy, a którzy są analfabetami albo na analfabetyzmu granicy. Przynajmniej takie sprawiają wrażenie. Zauważmy, że od lat żaden ważny polityk polski nie był w stanie odpowiedzieć na skądinąd wdzięczne pytanie, co ostatnio czytał. Nie był, bo nikt mu, nawiasem mówiąc, takiego pytania nie zadał. Pytanie osób publicznych o ich lektury staje się z wolna próbą brutalnego wejścia w ich życie intymne, na podobieństwo pytania o liczbę kochanek.

Niewątpliwie najnowsza książka Michela Houellebecqa, w której pisarz wieszczy gruntowną islamizację Republiki Francuskiej, jest pomysłem nośnym, wydaje się jednak znacznie lepszym, z polskiego punktu widzenia, że atrakcyjniejsza i bliższa ciału byłaby polska odmiana tej powieści. Oto za lat 20, a może i 15, Polską rządzić będą nie tyle fundamentaliści religijni (co nie jest wykluczone), a ludzie, którzy nie mieli w ręku zadrukowanego papieru. Polska byłaby w takiej powieści państwem, w którym wszelkie regulacje prawne byłyby przekazywane obywatelom oralnie, np. za pomocą herolda na rynku, co zresztą już kiedyś miało miejsce.

Wszelkie konsekwencje analfabetyzmu totalnego są bardzo atrakcyjne dramatycznie, snuć fantazje na ten temat można by w nieskończoność. Jedna konsekwencja wydaje się jednak absolutnie pewna. Otóż nie ulega żadnej kwestii, że analfabetyzm zostanie niebawem uznany za schorzenie i wobec nań cierpiących trzeba się będzie odnosić z empatią. To najpewniej ostatnia chwila, gdy wobec analfabety można użyć tego określenia zupełnie bezkarnie. Wielkimi krokami nadchodzi moment, w którym to zostanie zakazane. By nie krzywdzić, by nie mobbować, nie wykluczać, trzeba będzie używać określenia „osoba nieczytająca”.

©℗

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 08/2015