Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Okruchy mozaiki

Okruchy mozaiki

04.07.2017
Czyta się kilka minut
„Bądź zdrów i wesoły przez cały 1970 rok! Nobla Ci nie życzę, jesteś przewidziany dopiero na 1974” – pisała Wisława Szymborska do Kornela Filipowicza jesienią 1969.
Kornel Filipowicz (1913–1990) PIOTR JASKOW / East News
T

To oczywiście żart, któremu późniejsze wydarzenia nadały nowy sens, ale żart nie bez głębszego znaczenia. Filipowicz był już wtedy bowiem jednym z najwybitniejszych polskich prozaików doby powojennej, a przyszła noblistka świetnie o tym wiedziała – niezależnie od łączącego ich gorącego uczucia.

Paradoks sprawił, że to właśnie sukces wydawniczy korespondencji obojga pisarzy – być może najpiękniejszych listów miłosnych w naszej literaturze – zadecydował o kolejnej próbie przypomnienia pisarstwa Filipowicza. Czas po temu wydaje się właściwy: obserwujemy u nas ostatnio renesans opowiadania jako formy literackiej, formy traktowanej dotąd raczej po macoszemu, inaczej niż choćby w literaturze amerykańskiej. Natomiast Kornel Filipowicz był właśnie mistrzem krótkich form prozatorskich. „Nowela, krótkie opowiadanie, może jeszcze mikropowieść – to rodzaje prozy, w których czuję się najlepiej” – tłumaczył w rozmowie z Bogdanem Rogatką, opublikowanej na łamach paryskiej „Kultury”. „Zwłaszcza krótkie opowiadanie... Pisząc, czuje się bliską radość spełnienia tego, co się zamierzyło. A wreszcie satysfakcję podobną trochę do tej, jaką się przeżywa po rozwiązaniu zadania matematycznego”.

Jego prozy zbudowane są rzeczywiście z iście matematyczną precyzją i oparte na niezwykle wnikliwej obserwacji, która każe pamiętać o przyrodniczym wykształceniu autora. Filipowicz nie lubił terminu „proza psychologiczna” i nie dowierzał introspekcji; tłumaczył, że stara się docierać do wnętrza człowieka za pomocą relacjonowania „związków między ludźmi a ludźmi, ludźmi a zwierzętami i rzeczami, a nawet rzeczami a rzeczami”.

Urodzony w 1913 r. w Tarnopolu, dzieciństwo i młodość spędził w Cieszynie, który stał się scenerią wielu jego opowiadań. Studiował biologię w Krakowie, tu związał się z kręgiem lewicowej inteligencji i poznał swoją przyszłą żonę, malarkę Marię Jaremę (zmarła w 1958 r.). Podczas wojny działał w konspiracji, wydał w podziemiu debiutancki tom wierszy, był więziony w obozach Gross-Rosen i Oranienburg. W 1945 r. wrócił do Krakowa, dwa lata później opublikował pierwszy tom opowiadań, „Krajobraz niewzruszony”, potem cykl autobiograficznych powieści, a następnie kilkanaście kolejnych znakomitych zbiorów krótkich próz i równie znakomitych mikropowieści. Pisał też scenariusze filmowe dla Stanisława Różewicza, a w latach stanu wojennego powrócił do poezji – surowej i „niepoetyckiej”. Pozostał socjalistą, nigdy jednak nie wstąpił do PZPR, a pod koniec życia zaangażował się w działalność opozycyjną. Zmarł w 1990 r., u progu odzyskanej wolności.

Autobiograficzne wątki przewijają się przez całe jego dzieło. W cytowanej już rozmowie tłumaczył: „W istocie dążyłem zawsze do pewnej całości, czyli do jednej, wielkiej opowieści. Opowieść ta ma jakby kształt kopuły okrywającej całe moje życie świadome, od dzieciństwa po czas ostatni, i podobna jest trochę do mozaiki”. Wydany teraz tom „Moja kochana dumna prowincja” zawiera 17 utworów, a więc tylko niewielki fragment owej mozaiki. Daje pojęcie o mistrzostwie narracyjnym Filipowicza oraz o przenikającym jego pisarstwo duchu wrażliwości moralnej i empatii, w mniejszym stopniu – o różnorodności tematycznej i formalnej tego pisarstwa. Marzą mi się „Dzieła zebrane”, bo w przypadku autora tej rangi powinna to być sprawa oczywista! A na razie przynajmniej – wznowienie w jednym tomie pięciu mikropowieści. ©℗

Kornel Filipowicz, „Moja kochana dumna prowincja”, posłowie Justyna Sobolewska, Znak, Kraków 2017

Kornel Filipowicz będzie patronował 3. edycji Festiwalu Języka Polskiego w Szczebrzeszynie.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]