Ojciec Ludwik

Radykalna szczerość tekstu o. Wiśniewskiego pomoże nam wszystkim. Nawet jeśli sam artykuł podzieli los niedawnego listu prof. Stanisława Lufta do polskich biskupów – i pozostanie bez odpowiedzi.
Czyta się kilka minut
 /
/

Ojciec Wiśniewski przyszedł na świat w październiku 1936 r. w Skierbieszowie, wiosce na Zamojszczyźnie. W 1942 r. przeżył brutalne wysiedlenie przez Niemców. Jego rodzinę (rodziców wraz z córką i młodszym o cztery lata synem Marianem, przyszłym o. Ludwikiem) skierowano jako siłę roboczą do niedalekiej wsi Zawody. Po wojnie ośmioletni Marian poszedł do niższego seminarium dominikanów. No i w zakonie został.

Dziś utrzymuje, że w jego formacji zasadniczą rolę odegrały trzy cechy zakonu dominikanów. Po pierwsze jego dewiza: Veritas, czyli prawda. Nie tylko głosić prawdę, ale też jej służyć („co to znaczy służyć prawdzie, uczyłem się z autobiografii Gandhiego, choć można się tego uczyć z życiorysów naszych dominikańskich świętych”). Druga cecha wynikała z historii dominikanów – od początku zakon był posyłany do ludzi z pogranicza wiary i niewiary, chrześcijaństwa i pogaństwa. I trzecia cecha: odwaga. „Nie lakiernictwo, nie chowanie się za plecami, ale odwaga. Zakon nie tylko ma wychowywać ludzi do odważnego wypowiadania się i działania, ale także powinien bronić braci odważnych”.

Chciał być księdzem, nie opozycjonistą, ale wydarzenia popchnęły go ku problematyce społecznej, a z czasem sprawiły, że wszedł w krąg gdańskiej opozycji. On sam za przełomowy w swojej historii uważa­ Grudzień 1970 r i... pojawienie się grupki maturzystów z Aleksandrem Hallem, nastawionych na walkę z komunizmem. Zażądali dla siebie osobnych lekcji religii, a on potraktował ich serio. Byli radykalni. Napisy pod portretami Lenina, przygotowania do wysadzenia pomnika żołnierzy radzieckich itp. Ludwik ich słuchał, dyskutował, wykłócał się z nimi... I szybko wyrósł na duchowego lidera. Wszystko to wiem ze znakomitej książki Bożeny Szaynok, poświęconej o. Ludwikowi.


Dwa lata temu o ojcu Ludwiku było – ku jego utrapieniu – głośno z powodu listu do nuncjusza apostolskiego o sytuacji Kościoła w Polsce. W książce Szaynok mówi: „Gdybym dzisiaj pisał podobny list, to wyakcentowałbym dwa momenty. Po pierwsze, ciąży na nas widzenie ludzkiego świata w kategoriach pan–sługa. Ma to miejsce w polskim życiu społecznym i politycznym, ale także w polskim Kościele. Jedni wiedzą, a drudzy nie wiedzą i mają tylko słuchać. Trochę przesadzam, ale tylko trochę. I otóż, kiedy tak się sortuje ludzi, to nie ma już miejsca na partnerstwo i na autentyczny dia­log. I choćbyśmy sto razy powtarzali,­ że Duch Święty działa i przema­wia także przez maluczkich, to i tak biskup – ba, proboszcz – nie będzie się liczył z głosem świeckich katolików. Dlatego trzeba powtarzać: dialog, dialog, autentyczny dialog. Po wtóre, wyakcentowałbym różnice w rozumieniu misji Kościoła w społeczeństwie. Wielu duchownych i teologów twierdzi, nawiązując do słów starca Symeona, że Kościół w świecie ma być »znakiem sprzeciwu«. Jest tu głębokie i mające olbrzymie konsekwencje nieporozumienie. Symeon nie mówi: »Oto Ten przeznaczony jest na znak sprzeciwu«, ale mówi: »Oto Ten przeznaczony jest na znak, któremu sprzeciwiać się będą«. Chrystus, a w konsekwencji Kościół, nie ma być znakiem sprzeciwu, ale znakiem, któremu będą się sprzeciwiać. Naszym zadaniem nie jest ła­jać ludzi i ludzkie instytucje, ale głosić Ewangelię, mając świadomość, że Ewangelia spotykała się i będzie się spotykać ze sprzeciwem. Ten imperatyw, że Kościół ma być znakiem sprzeciwu, tak bardzo wbił się w nasze głowy, że kaznodzieje, zwłaszcza biskupi, uważają za swój obo­wiązek upominać, łajać, sprzeciwiać się. A ponieważ dość często nie są kompetentni w wielu sprawach, albo nie potrafią wznieść się ponad spory, to rezultat takich interwencji bywa dość opłakany. Nie można się temu biernie przyglądać”.

Dziś ojciec Ludwik jest duszpasterzem Akademii Złota 9 w Lublinie. Powstała z myślą o ludziach młodych, którzy chcą się uczyć odpowiedzialności za Ojczyznę i świat. Jej charakter opisał ojciec Ludwik w czteropunktowym dokumencie programowym: kontakt z Mistrzami, wyzwalanie siły twórczej każdego z uczestników, wartości – duszą odpowiedzialności, a nie tylko techniką działania i, po czwarte, zaufanie jest warunkiem sukcesu.


My – „Tygodnik Powszechny” – podzielamy te wartości. Dlatego w 2011 r. o. Ludwik Wiśniewski został laureatem Medalu św. Jerzego. To jeden z naszych Mistrzów, wytrwały pracownik winnicy Pańskiej.

Podziwiam odwagę o. Ludwika – wyrażoną nie tylko w publikowanym obok tekście. Wiem, że dopóki są tacy księża, na przyszłość Kościoła w Polsce można patrzeć ze spokojem. Non praevalebunt...

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 09/2013