Reklama

Ogólnopolski Dzień Troski o Banki

Ogólnopolski Dzień Troski o Banki

03.10.2019
Czyta się kilka minut
W oczekiwaniu na wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE w sprawie tzw. kredytów frankowych polskie media wiele uwagi poświęciły argumentom banków. Głosu kredytobiorców czekających na to orzeczenie nie chciał wysłuchać nikt.
Konferencja Stowarzyszenia Stop Bankowemu Bezprawiu po ogłoszeniu wyroku TSUE, Warszawa, 3 października 2019 r. / Fot. Tomasz Jastrzębowski / Reporter / East News
J

Jeśli nie czytaliście ostatnio polskich mediów ekonomicznych, służę szybką prasówką. „Nadchodzi bankowe tsunami”. „Gotowa recepta na wewnętrzny kryzys finansowy”. „Zapłacimy za to wszyscy”. To tylko próbka bogatego repertuaru tytułów z ostatnich godzin przed orzeczeniem TSUE w sprawie kredytów indeksowanych kursem obcych walut. 3 października Trybunał wydał bowiem wyrok w sprawie kredytu frankowego, który swego czasu odesłał mu do zbadania polski sąd. Orzeczenie stwierdza, że tego typu umowy zawierają klauzule niedozwolone, zatem można je unieważnić – ale tylko za zgodą kredytobiorcy. Ile może to kosztować banki? One same przekonują, że od 25 do nawet 120 mld zł. Zaskakująco duży rozstrzał, jak na branżę, która lubi mieć wszystko podliczone do kilku miejsc po przecinku.

A skoro mowa o ekspertach i ich wyliczeniach: w polskim wydaniu serwisu Business Insider potencjalne konsekwencje orzeczenia TSUE dla banków nakreślił w czarnych barwach Bartosz Turek. To główny analityk HRE Investments, instytucji finansowej, w której wiceprezesem zarządu jest Michał Sapota, akcjonariusz i wieloletni szef Murapolu, dużej polskiej firmy deweloperskiej. W portalu gazeta.pl głos w tej sprawie zabrał z kolei Kazimierz Krupa, były redaktor naczelny miesięcznika „Forbes Polska”, adresowanego do biznesmenów i menedżerów średniego i wyższego szczebla, a obecnie dyrektor kancelarii prawnej Drawbridge, która na własnej stronie internetowej wśród obsługiwanych branż wymienia m.in. sektor kapitałowy i branżę nieruchomości. W serwisie Money.pl, który w kontekście orzeczenia TSUE pisał odważnie o miliardach „strat, za które wszyscy zapłacimy”, kluczowymi argumentami na poparcie tej tezy były... wyliczenia Związku Banków Polskich, lobbingowego wehikułu polskiego sektora bankowego oraz raport mBanku, który w kredytach walutowych ma zamrożone ok. 17 mld zł. W publikacjach na ten temat wiele razy przewijało się także nazwisko prof. Witolda Orłowskiego, głównego ekonomisty firmy doradczej PwC, pracującej na co dzień dla wielu polskich banków lub ich zagranicznych akcjonariuszy.

Rzecz jasna, powiązania zawodowe z bankowością nie odbierają żadnemu z wymienionych wyżej dżentelmenów ani kompetencji, ani tym bardziej prawa do zajmowania stanowiska w kwestii kredytów walutowych. Byłoby jednak dobrze, gdyby godząc się na rozmowę na tak ważki temat zaznaczyli, że reprezentują firmy i instytucje związane pośrednio lub bezpośrednio z bankowością i wyjaśnili, czy prezentują własny punkt widzenia na sprawę, czy może stanowisko pracodawcy. Tłumaczy ich tylko to, że nikt o to nie spytał. Autorzy cytowanych publikacji bez krzty warsztatowego krytycyzmu łykali argumenty swoich rozmówców. Nie zapraszali do rozmowy drugiej strony, nie pytali o koszty i straty, z zadziwiającą konsekwencją nie prosili również o komentarz ekonomistów z ośrodków uniwersyteckich, rzadziej widywanych w mediach, ale też znających się na rzeczy. Nie spytano o zdanie nawet prezesa NBP, który tuż przed wydaniem orzeczenia uspokajał, że „nie przewiduje negatywnego scenariusza w związku z wyrokiem”.


Czytaj także: Frankowa choroba banków - rozmowa z prof. Dariuszem Filarem


W tym dziwnym Ogólnopolskim Dniu Troski o Banki zabrakło choćby jednego głosu, który przypomniałby, że orzeczenie TSUE nie jest elementem polityki ekonomicznej i nie o stabilność polskiego sektora finansowego tu chodzi. Ten wyrok to kubeł zimnej wody wylany na głowy szefów banków i innych polskich przedsiębiorców, którym nadal wydaje się, że w handlu i usługach obowiązuje starorzymska zasada caveat emptor (łac. niech się strzeże kupujący). Orzecznictwo europejskich sądów w kwestiach konsumenckich już od kilku dekad skręca wyraźnie w stronę coraz większej ochrony konsumenta, który w większości współczesnych transakcji wolnorynkowych (odliczając z tego już chyba tylko zakupy na bazarku) jest stroną słabszą, gorzej poinformowaną i bardziej narażoną na ewentualne straty. Powiedzmy sobie szczerze: przeciętny klient banku, choćby i po studiach prawniczych i drugim fakultecie z bankowości, może dziś mieć trudność z dokładną oceną ryzyka związanego z zakupem coraz bardziej skomplikowanych produktów bankowych. To na banku – jako silniejszym – spoczywa obowiązek dopilnowania, by klient na tym nie stracił.

Kierunek tej polityki był oczywiście bankowcom znany od dawna. Wiedzieli też, że zapraszając klientów do walutowego kasyna, sprowadzają na nich wielkie i trudne do oszacowania ryzyko (kiedy w Polsce dopiero zaczynał się kredytowy boom, w Europie Zachodniej kolejne kraje właśnie z tego powodu zakazywały pożyczania na mieszkanie w walutach innych niż waluta, w której klient dostaje wypłatę). Więcej: dziś wiemy już, że niektóre banki majstrowały w kalkulatorach zdolności kredytowej w taki sposób, aby potencjalnym klientom zamknąć drogę do kredytu w polskim złotym, ale pozwolić zadłużyć się we franku (najczęściej w obliczaniu wysokości raty i zadłużenia nie uwzględniano po prostu spreadu). 

W rezultacie setki tysięcy Polaków wyszły z banku z podpisaną umową kredytową oraz z błędnym (jak się okazało) przekonaniem, że z fachową pomocą pracownika banku, instytucji zaufania publicznego, obrali optymalną drogę do własnego mieszkania.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Historyk starożytności, który od badań nad dziejami społeczno–gospodarczymi miast południa Italii przeszedł do studiów nad mechanizmami globalizacji. Interesuje się zwłaszcza relacjami...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Aż do dzisiejszego dnia autorytety ekonomiczne polskich mediów przekonywały,że uwzględnienie roszczeń "frankowiczów"spowoduje katastrofę finansową na niespotykaną skalę.Od dziś ci sami ekonomiści mówią,że nic nam nie grozi i że ewentualne straty banków mogą być rozłożone na wiele lat.

...świadomie podejmowali r y z y k o, podpisali umowy na kredyty frankowe - kiedy frank a z nim kredyt podrożały, domagają się przewalutowania na złotówki i pozostania przy procentach frankowych - b e z c z e l n o ś ć [niestety wielu] 'frankowiczów' najwyraźniej nie zna granic, u mnie powoduje wobec ich problemów obojętność, wobec ich samych narastającą niechęć
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]