Czeski rząd przyjął 23 stycznia projekt ustawy regulującej spory majątkowe z Kościołami, w tym z katolickim. Zwrot majątków zajętych przez komunistyczne władze potrwa 60 lat i ma kosztować czeskie państwo 15 mld dolarów. Ponad 80 proc. tej sumy ma trafić do Kościoła katolickiego. Czy trafi? Pewności nie ma. Czechy są bowiem w większości krajem zdeklarowanych ateistów, a niechęć do Kościoła jest częścią tożsamości narodowej. Kościelne dobra i chciwy kler są od lat jednym z ulubionych tematów mediów oraz polityków. I prawica, i lewica w razie potrzeby wyborczej chętnie przypominają historyczne krzywdy, jakich Czesi doznać mieli ze strony Rzymu. Praga do tej pory nie podpisała konkordatu.
Ustawę już teraz krytykuje nie tylko opozycja, ale i część rządzącej partii ODS. Niefortunny jest też czas ogłoszenia porozumienia - tuż przed wyborami prezydenckimi, co nasuwa podejrzenia o handel głosami (ustawę miałaby poprzeć ODS wspierająca ubiegającego się o reelekcję Václava Klausa, z kolei Klausa poparliby wahający się chadecy z KDU-CzSL, którym zależy na ustawie). Jeśli ustawa zostanie zrealizowana, byłaby to, jak piszą czeskie media, rewolucja ekonomiczna: na rynku pojawiłby się nowy poważny gracz w postaci Kościoła katolickiego, ułatwiony byłby także obrót tą ziemią i nieruchomościami, które teraz są sporne. Co więcej, byłby to początek finansowego rozdziału państwa i Kościołów, bo obecnie pensje duchownym płaci państwo. Skoro Kościół katolicki odzyskałby majątek, sam musiałby o to zadbać. Ten argument być może przekona niechętnych Kościołowi posłów.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















