Oda do Lewego

Pięć goli strzelonych w dziewięć minut przez Roberta Lewandowskiego w meczu Bayernu z Wolfsburgiem spowodowało, że nazwisko grającego w Monachium polskiego piłkarza znalazło się na ustach całej Europy.
Czyta się kilka minut
 / Fot. Grażyna Makara
/ Fot. Grażyna Makara

I choć można by tonować nieco zachwyty w tym konkretnym momencie – przypominając np., że po utracie pierwszej bramki obrona Wolfsburga stanęła i kolejne gole Lewandowski zdobywał niemal nie niepokojony, jakby na treningu przyszło mu omijać manekiny – to przecież nie zmieni to faktu, iż mamy do czynienia z przypadkiem wybitnym i rzadkim wśród polskich sportowców.

Że Lewandowski ma wiele talentów, wiedzieliśmy już w chwili, gdy wyjeżdżał z Polski. Że talentów nie zmarnował i potrafił je pomnożyć – to zupełnie inna historia. Zgoda: pracował z najwybitniejszymi trenerami naszych czasów, Jürgenem Kloppem w Dortmundzie i Pepem Guardiolą w Monachium, ale przecież znamy przypadki piłkarzy, którzy nawet pod takimi fachowcami nie wylecieli nad poziomy. Opowieść o jego sukcesie jest opowieścią o profesjonalizmie, niekojarzącym się raczej z profilem polskiego piłkarza. O zaangażowaniu w trening, o żelaznej dyscyplinie, z jaką dba o swoje ciało (dieta, sen...), o umiejętnym budowaniu wizerunku (ambasador UNICEF, użyczający ostatnio swojego głosu syryjskiemu dziecku z obozu dla uchodźców w reklamie społecznej), o ustabilizowanym życiu prywatnym i agencie (skądinąd parlamentarzyście, byłym reprezentacyjnym napastniku Cezarym Kucharskim), który wiedział, że najlepszym sposobem zadbania o swoje honorarium jest myślenie perspektywiczne; postawienie na rozwój piłkarza, a nie np. na ścieżkę szybkich zmian klubów.

Świat piłki nożnej kocha przede wszystkim napastników, więc w najbliższych miesiącach cieszyć się będziemy pewnie tym, że nasz rodak wyrósł na jedną z ikon dzisiejszego futbolu, niedaleką już od Ronaldo czy Messiego. Jak dla mnie najważniejsza w tej radości będzie świadomość, że w sukcesie Roberta Lewandowskiego nie było żadnej lewizny i że po mozolnej wędrówce na jeden szczyt Polak zaczął natychmiast zdobywać kolejne. Sky’s the limit, jak powiadają Anglicy, którzy pewnie chętnie widzieliby go już w swojej najdroższej lidze świata. ©℗

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 40/2015