Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Od Super-Rożka do Cyrku

Od Super-Rożka do Cyrku

02.07.2012
Czyta się kilka minut
Popularyzatorów nauki jak na lekarstwo. Książek przyjaźnie edukacyjnych też skąpo. A przecież istnieje paląca potrzeba objaśniania świata, który gna i nie pozwala nam się umościć w nawykach, tradycji czy błogiej ignorancji.
Ilustracja Katarzyny Bajerowicz do „Niewidzialnego Tonino” Gianniego Rodariego
R

Rewelacja! – tak nazwałabym książkę Tomasza Rożka „Nauka. To lubię. Od ziarnka piasku do gwiazd”. Oto pasjonująca gawęda naukowa, testowana na dzieciach autora i – być może dzięki temu – przystępna i logiczna. Rożek, doktor fizyki, od żadnej dziedziny nauki nie stroni. Znajdziemy tu chemię i fizykę kuchenną (pieczenie ciast, krojenie cebuli, gotowanie jajek, węzły na makaronie), ale też budowę kosmosu, geofizykę, naukę o kryształach, pogodzie, a także elementy botaniki, zoologii i wiele innych.

Autor adresuje swoją książkę do dzieci i dorosłych po trosze – i słusznie, czyta się ją z niesłabnącym zainteresowaniem niezależnie od wieku i kompetencji. Bajka o dziecku, które nie ustaje w zadawaniu pytań, tutaj ziściła się pod postacią całkiem dużego doktora Rożka, który zjawiska naukowe opisuje z entuzjazmem „Jasia Pytalskiego”. Podobno naukowców wyróżnia ta właśnie cecha – nigdy nie wyzbyli się dziecięcej ciekawości.

„Dlaczego gorąca woda zamarza szybciej niż zimna?” (tak! tak! sprawdźcie sami). „Jaka jest średnia temperatura Wszechświata?” (minus 270 stopni Celsjusza!). „Czy gotowanie kranówki polepsza jej jakość?” (wręcz przeciwnie). „Jakie warzywo ma działanie antyrakowe?” (kapusta). „Dlaczego łamany makaron pęka w trzech miejscach, podczas gdy łamana linijka tylko w jednym?”... „O ile skrócił się ziemski dzień po ubiegłorocznym trzęsieniu ziemi w Japonii?”... i tak dalej, i tak dalej. Czy mówi o neutronach, stratosferze, czy o białkach – doktor Rożek pozostaje jednako dociekliwy i przystępny zarazem. Nie zbywa nas ciekawostkami przydatnymi jedynie do rozwiązywania krzyżówek, ale wyjaśnia naturę zjawisk. Swoją gawędę wspiera prostymi doświadczeniami, dostępnymi dla czytelnika w każdym wieku, bo opartymi na kuchennych akcesoriach i produktach.

Na dodatek książka jest inteligentnie zaprojektowana graficznie – proste ilustracje nie zagłuszają tekstu, ale go wzmacniają, a layout jest logiczny i elegancki (choć niepokojąco podobny – !!! – do kapitalnej „Trylogii Gdańskiej” w opracowaniu graficznym Małgorzaty Frąckiewicz z Poważnego Studia). A zatem – popularyzatorski sukces pod postacią niewielkiej książeczki.

Drugi tytuł po lekturze notki wydawniczej pochopnie przypisałam do tej samej kategorii: popularyzacji nauki. Pomyłka! „Sroka w krainie entropii” Markéty Baňkovej jest w istocie zbiorem bajek ze zwierzęcymi bohaterami. Bajki sympatyczne, w ładnym tłumaczeniu i pięknie opracowane graficznie przez autorkę, ale wartość edukacyjna książki (akcentowana przez wydawcę) mocno problematyczna. Powszechne prawo ciążenia, prawo Archimedesa, entropia i inne naukowe terminy pojawiające się w tekście to raczej mrugnięcie okiem do dorosłej publiczności, ponad głowami dzieci. Autorka ani tych terminów nie objaśnia, ani nie przekłada ich na język metafory.

Najbardziej wiarygodna wydaje się tam, gdzie pisze o całkiem dorosłych, męsko-damskich relacjach. Znajdziemy tu zatem groteskową potyczkę borsuczej żony z gnuśnym i popijającym Panem Borsukiem (zakończoną rozwodem) czy matczyne troski Sroki, która walczy z czynionym przez dzieci bałaganem. Trudno zrozumieć natomiast, po co pseudoedukacyjne „alibi” całego przedsięwzięcia. Książka nie ma czytelnego adresata – wydaje się zbyt infantylna dla dorosłych, a zbyt trudna dla dzieci. Pozostanie zatem w mojej bibliotece z racji edytorskiej urody, a nie dla walorów tekstu. Rożek : Bañková – 1 : 0

Do zupełnie innej kategorii należą „Bajki przez telefon” Gianniego Rodariego, spolszczone właśnie po blisko półwieczu od włoskiej premiery. Są to króciutkie, anegdotyczne miniatury, opowiadane córce każdego wieczora (przez telefon, ma się rozumieć) przez wiecznie podróżującego tatę-akwizytora. Metoda Rodariego polega na tym, że oto wymyśla jakiś paradoks, impresję, „widoczek” (z reguły umiejscowiony w małym włoskim miasteczku), a potem rozwija go w absurdalną historyjkę z komiczną puentą.

Tak więc, dajmy na to: pewien pan budzi się rano, spogląda w lustro i widzi, że jego nos... zbiegł. Inna historia: w miasteczku Piombino spada z nieba, deszcz landrynek. Albo: pewna paniusia z Gevirate spędza czas licząc ludzkie kichnięcia. Albo: chłopiec na posyłki wsiada do windy, ale ta, zamiast zatrzymać się na czwartym piętrze, unosi go w kosmos. Albo: na planecie Bih wiedzę sprzedaje się w butelkach. Albo: w domu profesora Tiboli z czekoladowego jajka wykluł się kosmiczny kurczaczek... Każda historyjka zajmuje nie więcej niż dwie strony dużym drukiem, ale zawiera zdrową, końską dawkę nonsensu. Zbitka małomiasteczkowej, oswojonej i materialnej rzeczywistości z fantazją, przekorą, kpiną i bujdą – daje kapitalny komiczny efekt. Jedna taka historia zaaplikowana dziecku na dobranoc gwarantuje sny kolorowe i niedorzeczne, czyli takie, jakie lubimy najbardziej. Fantazja Rodariego galopuje i fika koziołki. Jest w tym radość i fanfaronada, przyzwolenie na najdziksze wybryki wyobraźni.

Dla porządku wspomnę o innej książce tegoż autora – wznowionej w nowym opracowaniu graficznym baśni „Gelsomino w kraju kłamczuchów”. Opowieść o chłopcu obdarzonym głosem tak silnym, że zdolnym kruszyć mury, zawiera potężny ładunek społecznej krytyki, od której autor nigdy nie stronił. Jakkolwiek napisana została w roku 1958, to i dziś dorosły czytelnik uśmiechnie się przy lekturze po wielekroć, bo władca Krainy Kłamczuchów – satrapa i narcystyczny głupiec – jako żywo przywodzi na myśl Berlusconiego. Nowe ilustracje do książki, jakkolwiek w dobrym guście, nie wytrzymują jednak porównania z rysunkami Jana Marcina Szancera, które zdobiły pierwsze polskie wydanie z roku 1962.

A skoro o latach 60. mowa, to trzeba koniecznie wspomnieć o inicjatywie oficyny Dwie Siostry, która opublikowała pyszny zbiór plakatów cyrkowych sprzed półwiecza, opatrując go zgrabnym wierszowanym tekstem Macieja Byliniaka. W ten sposób powstała książeczka „Cyrk”, „ilustrowana” rękami Jana Młodożeńca, Henryka Tomaszewskiego, Jana Lenicy, Józefa Mroszczaka, Romana Cieślewicza i trzynastu innych gigantów Polskiej Szkoły Plakatu. Trudno sobie wyobrazić lepszą stawkę ilustratorów. Klauni, akrobaci, woltyżerki i poskramiacze lwów – wszyscy pochodzą ze zbiorów Muzeum Plakatu w Wilanowie. Jako że tekst jest dowcipny i lekki, a „obrazki” najwyższej próby – tę książkę koniecznie trzeba mieć. Grażka Lange, wykładowczyni warszawskiej ASP, dodała mistrzowski layout.

Cyrk, tekst Maciej Byliniak, plakaty: Bohdan Bocianowski, Czesław Borowczyk, Antoni Cetnarowski, Roman Cieślewicz, Marek Freudenreich, Wiktor Górka, Janusz Grabiański, Maciej Hibner, Hubert Hilscher, Leszek Hołdanowicz, Jan Lenica, Jan Młodożeniec, Marek Mosiński, Józef Mroszczak, Waldemar Świerzy, Henryk Tomaszewski, Jerzy Treutler, Maciej Urbaniec, opracowanie graficzne: Grażka Lange, Warszawa 2012, Wydawnictwo Dwie Siostry.

Tomasz Rożek, Nauka – to lubię. Od ziarnka piasku do gwiazd, Warszawa 2012, Wydawnictwo W.A.B.

Markéta Baňková, Sroka w krainie entropii, przeł. Dorota Dobrew, Warszawa 2012, Wydawnictwo Naukowe PWN

Gianni Rodari, Bajki przez telefon, przeł. Ewa Nicewicz, ilustracje Katarzyna Bajerowicz, Kraków 2012, Wydawnictwo Bona.

Gianni Rodari, Gelsomino w Kraju Kłamczuchów, przeł. Hanna Ożogowska, ilustracje Dorota Łoskot-Cichocka, Kraków 2012, Wydawnictwo Bona.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]