Oaza na Siennej

Jak tłumaczy dziś Stefan Wilkanowicz, sformułowanie "katolicka inteligencja miało uspokoić władze ludowe, że nie chodzi o budowę organizacji masowej. Słowo to działało odstraszająco, choć nikt jeszcze nie słyszał o "wykształciuchach.
Czyta się kilka minut

"Czas pójść do codziennej pracy, ożywionej wiarą i świadomością, że Partia zespolona z klasą robotniczą i narodem poprowadzi Polskę po nowej drodze do socjalizmu" - po tych słowach Władysława Gomułki wypowiedzianych 24 października 1956 r. na placu Defilad w Warszawie stało się jasne, że nadchodzi nowe. Że koszmar stalinizmu - trzy lata po śmierci dyktatora - jednak się skończył.

Katoliccy intelektualiści, nie mający dotychczas swojego forum, z wyjątkiem zlikwidowanego w 1953 r. "Tygodnika Powszechnego", postanowili skorzystać z dobrej koniunktury. Jerzy Zawieyski, Jerzy Turowicz, Stanisław Stomma i Jacek Woźniakowski poszli na rozmowę do Władysława Bieńkowskiego, bliskiego współpracownika Gomułki. To on poddał myśl, by założyć klub. Tego samego dnia,

24 października, powstał OKPIK - Ogólno­polski Klub Postępowej Inteligencji Kato­lickiej. "Pragniemy ze swej strony jak najwydatniej przyczynić się do dalszej konsolidacji społeczeństwa dla jak najbardziej wydajnej pracy na polu gospodarczym i kulturalnym" - napisali założyciele w dokumencie programowym.

Pomysł podchwycono w całej Polsce. Wzorowanych na OKPIK-u klubów - Klubów Inteligencji Katolickiej, już nie "postępowej" - powstało do maja 1957 r. około stu. Między najważniejszymi działaczami powstał konflikt o sposób organizacji sieci klubów: Jacek Woźniakowski postulował luźną federację, Stefan Wilkanowicz i Jerzy Zawieyski centralizację w oparciu o warszawski OKPIK, który miał stać się organizacją ogólnopolską. Zdecydowano się na kompromis: klub warszawski miał zachować nadrzędny charakter, ale kluby terenowe - dysponować pełną samodzielnością. Wszystkie miały też na własną rękę zwrócić się o rejestrację. I tutaj inteligentów czekał pierwszy poważny zawód.

Z dokumentów MSW, jakie przebadał prof. Andrzej Friszke, wynika, że władze obawiały się, że sieć klubów "ideologicznie i organizacyjnie powiązanych ze sobą" mogłaby przerodzić się w zalążki partii chadeckiej. Dlatego zgodziły się jedynie na pięć KIK-ów: w Warszawie, Krakowie, Poznaniu, Wrocławiu i Toruniu.

Pięć klubów, reaktywowany "Tygodnik Powszechny", "Znak", Więź" i pięcioosobowe koło w Sejmie - tyle zdołali wywalczyć inteligenci w okresie Października. Tych przenikających się frontów działań nie ogarniała żadna struktura formalna. W rezultacie więc decentralizacja klubów wbrew pozorom utrudniła działania władz. Nie było jasne, kto za co jest odpowiedzialny, co uniemożliwiało uderzenie w konkretny punkt. Pozorna słabość okazała się atutem.

W Krakowie pierwsze spotkania grupki intelektualistów odbywały się, jak wspomina długoletni prezes KIK-u Stefan Wilkanowicz, w mieszkaniu pisarza i redaktora "Tygodnika Powszechnego" Antoniego Gołubiewa i u Zofii Starowieyskiej-Morstinowej. Pomysł utworzenia klubu wyszedł od Gołubiewa i Stanisława Stommy, historyka, prawnika i posła. - W sformułowaniu "katolicka inteligencja" chodziło o to, żeby władze nie przestraszyły się, że chodzi o budowę organizacji masowej - tłumaczy Stefan Wilkanowicz. - Słowo "inteligencja" zawsze działało odstraszająco, chociaż nie przyszedł jeszcze czas "wykształciuchów".

Klub, działający przez prawie półtora roku nieoficjalnie, udało się zarejestrować 1 kwietnia 1958 r. (obchody w grudniu br. wyznaczono umownie). Pierwszy swój lokal znalazł w siedzibie Naukowego Instytutu Katolickiego przy ulicy Sławkowskiej 32. Dopiero w 1961 r. dzięki energicznym działaniom prezesa prof. Mariana Plezi, Klub uzyskał lokal przy ul. Siennej 5, gdzie funkcjonuje do dzisiaj.

Ojcowie-założyciele postawili sobie w statucie ambitne zadanie formacji obywatela, który dzięki wierze katolickiej wcielanej w życie będzie zmieniał rzeczywistość socjalistyczną, nie dążąc jednak do likwidacji samego systemu.

- Staraliśmy się budować pewną etykę i kulturę, formować zarówno religijnie, jak społecznie, niekoniecznie wskazując konkretne rozwiązania, praktyczne wnioski - mówi Stefan Wilkanowicz.

Klub, jako jedno z niewielu w Krakowie miejsc swobodnej dyskusji, szybko zyskiwał na popularności: w 1964 r. liczył prawie czterystu członków. Na otwarte dla wszystkich prelekcje na tematy wiary, historii, kultury, wychowania czy nawet seksualności przychodziły tłumy krakowian. Częstym gościem na Siennej był kard. Karol Wojtyła; to dzięki niemu jedną z sekcji Klubu stał się chór "Organum". Co roku na wczasy do Pewli Małej koło Żywca wyjeżdżało kilkadziesiąt dzieci pod opieką klubowego kapelana, ks. Bogdana Kolinka.

Klub stał się ostoją opozycji antykomunistycznej, jego członkowie byli nachodzeni przez bezpiekę - niejeden działanie w Klubie przypłacił utratą pracy. Na Siennej zawiązywały się w 1980 r. pierwsze komórki "Solidarności": Andrzej Potocki, ówczesny prezes, uczył związkowców sposobu prowadzenia zebrań i metod głosowania. W czasie stanu wojennego w KIK-u odbywały się, stanowiące kpinę z cenzury, spotkania "NaGłosu" - pisma mówionego. Klub uczestniczył w przemianach roku 1989: udostępnił lokal jednemu z Komitetów Obywatelskich, a wielu związanych z KIK-iem inteligentów włączyło się czynnie w działalność polityczną (jak Krzysztof Kozłowski, Jacek Woźniakowski, Józefa Hennelowa czy Andrzej Zoll).

Jak przyznaje dzisiaj wiceprezes Anna Sieprawska, demokracja wykrwawiła KIK. W wolnej Polsce mnożyły się rozmaite stowarzyszenia i kluby dyskusyjne; w samym Krakowie każdego dnia można znaleźć co najmniej kilka propozycji ciekawych wykładów. Klub przestał być niezastąpiony.

Mimo niewielkiej liczby stałych członków i braków finansowych wciąż jednak przyciąga liczną publiczność dzięki znanym nazwiskom prelegentów, jak o. Leon Knabit, prof. Michał Rożek, ks. Adam Boniecki, prof. Andrzej Zoll czy prof. Władysław Stróżewski.

- To prawda, że ruch klubowy wyraźnie osłabł - mówi Stefan Wilkanowicz. - Ale nie zgaśnie: potrzebne jest przecież takie forum, gdzie spotkają się lekarze z prawnikami, inżynierami czy ekonomistami i popatrzą na rzeczywistość nie z partykularnych punktów widzenia, ale całościowo.

Artykuł jest fragmentem większego opracowania na temat historii krakowskiego KIK-u, które ukaże się w kwietniu 2008 r.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 48/2007