O wstrzymywaniu

Ostatnie, a w zasadzie pierwsze głosowanie w Senacie o tyle przykuło naszą uwagę, że jedna pani senator wstrzymała się od głosu.

18.11.2019

Czyta się kilka minut

Jesteśmy tu najdalsi od roztrząsania jej racji czy tłumaczeń bądź też uważania w tej sprawie czegokolwiek politycznego. To nie ma oczywiście sensu. Ale zdaje się, ma to zdarzenie przydatność do rozważań na tematy szersze. Otóż wydaje nam się, że dana tradycyjnie możliwość wstrzymywania się od głosu w parlamencie jest wyjątkowo niefortunna. Jest staroświecka i tym samym nie oddaje aktualnej sytuacji planetarnej. Takie obyczaje można było sobie uprawiać w starożytnej Grecji bądź gdzieś, gdzie ktoś kogoś naprawdę słucha, a takich miejsc jest już niewiele i nie jest to na pewno parlament.

Wyborca szalenie szary, najbardziej nieatrakcyjną szarością listopadową, od dawien dawna wybiera sobie reprezentanta bynajmniej nie po to, by ten nie potrafił podjąć decyzji bądź by w jakiejś sprawie nie miał zdania. Od hamletyzowania to my jesteśmy, tu na ziemi po wielokroć zroszonej. To my takoż jesteśmy od bezustannego bicia się z myślami, od ważenia racji, dzielenia włosa i tym podobnych zabaw – za przeproszeniem – intelektualnych, co per saldo znaczy tyle, że wstrzymujemy się od głosu właśnie. Ale parlamentarzysta? Skąd? Po co? Dlaczego? Parlamentarzysta nie tylko chyba polski, zważmy, jest figurą z innej niż my bajki. Ma po pierwsze zawsze rację, za którą nie umiera, ma zawsze cementowe zdanie w każdej sprawie, choćby na jakiś temat nic nie wiedział. Iluż ludzi władzy ustawodawczej stanowiło prawo ­będąc analfabetami na poziomie rozróżniania dobra od zła? Rzesze. Iluż nie umiało bądź nie umie pisać ani czytać? Drugie tyle. Ilu nie umiało policzyć do dziesięciu? Z tych, co mówią o podatkach bądź emeryturach? Tyle samo. Ktoś się zapyta, skąd to niby wiemy. Ano wiemy, bo na parlamentaryzm polski patrzymy od trzech dekad codziennie, a nie jak niektórzy, odkąd wykreował tę modę pan K. Słowem, przemawia przez nas znakomite doświadczenie życiowe. Weźmy pod lupę nie tylko tych, których już wybrano. Popatrzmy na kandydatów. Nie jesteśmy sobie w stanie przypomnieć, bowiem jest to po prostu niemożliwe, by jakikolwiek chętny na stanowisko posła bądź senatora głosił kiedykolwiek w kampanii wyborczej, że gdy zostanie wybrany, nie będzie mieć zdania w jakiejś sprawie, że się tu, albo tam, wstrzyma. Jest to – popatrzmy – projekcja komiczna, jest to szukanie kwiatu paproci. Nie ma i nie było tu nigdy ludzi, którzy by na wiecu wyborczym w ten sposób rozdziewali się do rosołu.

Ktoś teraz powie, że narzekania w tym guście to strata czasu i atłasu, że roztrząsanie sensu czynności wstrzymywania się od głosu w parlamencie to temat arcyperyferyjny, że jest to modelowanie rzeczywistości de facto poza nią, że wystarczy, iż parlamentarzyści głosują „za” albo „przeciw”. I że to jest temat wielki. To prawda. Historia, nie tylko parlamentarna, bycia w Polsce „za” albo bycia „przeciw” czeka na gibkiego badacza i pisarza. Człowiek ten wejdzie na szczyt, z którego być może uda się mu strącić Gombrowicza. ©℗

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Felietonista „Tygodnika Powszechnego”, pracuje w Instytucie Literackim w Paryżu.

Artykuł pochodzi z numeru Nr 47/2019