poznałem w 1973 r., kiedy jako świeżo upieczony student trafiłem na spotkanie w klubie studenckim w Rzeszowie. Ponieważ przyszło na nie tylko pięć osób, pisarz zaproponował przejście do redakcji tygodnika studenckiego "Prometej", którego był gościem. Gospodarze postawili nawet wino i tak rozpoczęła się kilkugodzinna rozmowa, głównie o polityce międzynarodowej, sytuacji na Kubie, wojnach w Afryce. Wszystkiego słuchaliśmy z otwartymi ustami, bo były to informacje, których się wówczas nie podawało: o finansowaniu przez kraje komunistyczne tzw. walk narodowo-wyzwoleńczych w krajach postkolonialnych, o tym, że Polska także wspiera partyzantki komunistyczne na świecie etc. Nie zabrakło opisów trudów pracy reportera w skrajnych warunkach braku wszystkiego, kłopotów ze znalezieniem telefonu, by przekazać relację do kraju, męczarni chorób tropikalnych, których nie udało się uniknąć. Najgłębiej jednak utkwiła mi w pamięci odpowiedź autora na pytanie, co przywozi z licznych podróży: "Tylko i wyłącznie... książki, taszcząc je w ciężkich walizkach". Czytając dzieła Kapuścińskiego widać, że autor pisał nie tylko o tym, co widział, ale także przeczytawszy ogromne ilości książek.
WALDEMAR WIGLUSZ (Przemyśl)
Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.
Inne artykuły tego autora
W naszym serwisie nie ma jeszcze innych artykułów tego autora.














