O dwu dobach

Z doświadczenia ostatnich lat wynika, że cisza wyborcza to jedyna prawdziwa chwila, w której można powiedzieć, że człowiek żyje normalnie i w jako tako normalnym kraju.
Czyta się kilka minut
FOT. GRAŻYNA MAKARA

Można, zdaje się, leżeć do góry brzuchem i wyłączyć całą aparaturę wczesnego ostrzegania przed atakiem, które to urządzenia każdy tu chyba na swoją miarę skonstruował i sobie w głowie zainstalował. Tryb przypuszczający bierze się z pory pisania tych zdań – był to przedwyborczy piątek. No więc przez dwa nadchodzące dni ogólnokrajowe przepisy teoretycznie gwarantowały, że żaden członek rządu, parlamentu, żaden urzędnik, takoż też chyba żaden pracownik propagandy, policji – nikt z nich człowieka wolno sobie chodzącego po ulicy nie mógł wyzywać, plwać nań, kopać ani lać pałą za byle co. I to jest zdaje się wszystko (jeżeli to aktualne), czym może się nasze państwo pochwalić, jeśli idzie o stwarzanie obywatelowi minimum komfortu życiowego. Dwie doby ciszy, spokoju i ulgi. Niby mało, ale jakże dużo. Każdy, kto ma skórę troszkę cieńszą, wie, jak to wiele.

Zważyć należy, że są to jedyne dwa dni, gdy w całym kraju obowiązuje rodzaj wymuszonej miłości bliźniego i nakaz przestrzegania jeszcze kilku boskich przykazań, bynajmniej nie tylko tych mniej ważnych. To jedyne dni w ciągu roku, pod warunkiem że się dobrze i zgrabnie ułoży kalendarz wyborczy. Najczęściej jednak te wakacje od chamstwa i przemocy zdarzają się przecież znacznie rzadziej. Oto Polska staje się w tych miłych dniach krajem ogromnie i podręcznikowo tolerancyjnym. Wyjętym z XIX-wiecznego oleodruku dla dzieci po prostu. No więc ta garść spostrzeżeń, słabych, ale jednak wyraźnych sygnałów, wywołuje w nas natychmiastowe potrzeby biznesowe i pomysły monetyzujące.

Z ciszy wyborczej w Polsce – tak się wydaje – można by zrobić atrakcję turystyczną dla cudzoziemców ogromnie zamożnych, złaknionych oryginalnego safari, ciekawych najrzadszych zjawisk zarówno w przyrodzie ożywionej, jak i nieożywionej. Płacących natychmiast, bez namysłu – przelewem, kartą albo gotówką. Za usługi i realizacje najdziwaczniejszych kaprysów, za pokazywanie im najniesłychańszych krajobrazów i podawanie im do kosztowania kęsów z najwyszukańszej kuchni. Mamy tu na myśli na razie wyłącznie Ziemian. Naturalnie są tacy na naszej planecie, którzy nie uwierzą w naszą ofertę, ale żyjmy nadzieją, że ktoś, komu ufają, ich przekona. Jedźcie – powie im – to są po prostu jaja nieprawdopodobne, ta Polska. To warte każdych pieniędzy. I pojadą. I dobrze. Ale czemu – pytamy teraz – coś tak szalenie rzadkiego zamykać przed innymi wrażliwościami i rozumami, poza ciszą wyborczą w Polsce słusznie lękającymi się uprawiania tu bez ochroniarzy i przewodnictwa turystyki przyjazdowej klasy premium?

Oto można by wreszcie i bez obaw, na te dwa dni akurat, sprowadzać wycieczki istot, dajmy na to, z Syriusza. Jak widać, już sama nazwa tej gwiazdy – jak by zapewne powiedział najbardziej umiarkowany i inteligentny dziennikarz telewizji publicznej – pozostawia wiele do życzenia. No więc można by. Bez lęku, że ich niebieska skóra i czarne oczy, bądź na odwrót, staną się szokującą sensacją miejscowej telewizji bądź żerem dla tutejszych działaczy politycznych szczebla lokalnego oraz, rzecz jasna, centralnego. Można by sprowadzić tu na ten ciszy czas i Marsjan, których nosy są poza kanonem tutejszego piękna, albo ze dwa autobusy istot z Merkurego, gdzie dzietność reguluje się sama, dajmy na to na poziomie nie do ogarnięcia przez tutejszych ministrów edukacji bez edukacji.

Widać z tego, co powyżej, że owe dwa dni, które z perspektywy zeszłego piątku mogą się powtórzyć za niecałe dwa tygodnie, można spędzić miło. Milej niż inne weekendy. Na marzeniach i snuciu biznesowych pomysłów. Oczywiście, nie wolno zapominać, gdzie mieszkamy, że to tylko dwa dni, to chwilka, że poniedziałki są zawsze straszne. ©℗

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 27/2020