O dodatku na temat in vitro

Szkoda, że debatę na temat metody in vitro sprowadzono do kategorii wojny politycznej: cokolwiek się na ten temat powie, jest traktowane jako polityczny, ba, partyjny akces.
Czyta się kilka minut

Szkoda, że tej debacie nadano charakter wojny religijnej Episkopatu z poglądami laickimi - jakby chodziło o pokazanie, kto silniejszy.

Szkoda, że stosunek do in vitro bywa traktowany jako główne kryterium stosunku do chrześcijańskiej wiary i moralności.

Szkoda, że "zaciekłe walki" między katolickimi mediami uważa się za rzecz normalną, wręcz pożądaną, zaś gest pojednania przyjmowany jest jako skandal.

Piszę to w związku z reakcjami na udział "Tygodnika Powszechnego" w wydaniu wraz z innymi katolickimi redakcjami dodatku "Bioetyka katolicka". Do udziału w tym przedsięwzięciu zaprosiła nas Katolicka Agencja Informacyjna, którą trudno podejrzewać o polityczny serwilizm. Interpretować je jako "kampanię mającą na celu prawne zakazanie stosowania w Polsce metody zapłodnienia in vitro" można tylko wtedy, kiedy dodatku się nie czytało. Bo zamieszczony w broszurze fragment oświadczenia zespołu ekspertów KEP mówi o możliwości wyboru przez katolickich posłów rozwiązań kompromisowych, podobny kompromis dopuszcza abp Józef Michalik, kiedy okaże się, że przyjęcie ustawy w pełni zadowalającej Kościół jest niemożliwe. Zresztą nawet ustawa dopuszczająca in vitro nie będzie ustawą cokolwiek nakazującą i dobrze, jeśli osoby podejmujące decyzję będą znały racje pro i contra.

Temat in vitro podejmowaliśmy wielokrotnie, zarówno mówiąc własnym głosem, jak przedstawiając inne punkty widzenia - dodatek zaś, w założeniu, miał zaprezentować stanowisko Kościoła (nie wyłącznie polskiego Episkopatu, jak twierdzą niektórzy krytycy). O słabej znajomości sprawy świadczy choćby to, że nawet Adam Szostkiewicz uważa metodę zapłodnienia in vitro za "znaną od lat metodę leczenia bezpłodności". Niestety, in vitro bezpłodności nie leczy.

Oczywiście stanowisko Kościoła można przedstawiać na różne sposoby. Można je uzasadniać tak jak przewodniczący Konferencji Episkopatu abp Józef Michalik i tak jak lekarz z długim stażem, m.in. w trudnych warunkach afrykańskich, abp Henryk Hoser. Wypowiedź tego ostatniego pokazuje, dlaczego nie chodzi tu o ustawowe narzucenie "norm moralnych właściwych jednej religii" i dlaczego nie jest to spór polityczny ani ideologiczny. Arcybiskup zresztą przyznaje, że w niektórych kwestiach Kościół nie widzi żadnego sprawiedliwego rozwiązania.

W moralnych ocenach kwestii medycznych stanowisko Kościoła ewoluuje w miarę postępów wiedzy o człowieku. Niewątpliwie wydanie przez Kongregację Nauki Wiary instrukcji "Dignitas personae" (2008 r.), ponad 20 lat po pierwszym w tej materii dokumencie ("Donum vitae" z 1987 r.), było poprzedzone poważnym studium, także aspektów medycznych.

Czy ostrzeżenia Kościoła - oceniane z medycznego punktu widzenia - okażą się, w długiej perspektywie, bez racji? Tego dziś nikt jeszcze nie wie. Jeśli tak, to dzięki Bogu, ale jeśli nie, to nie daj Boże.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 51-52/2009