O czym innym

W ubiegłą niedzielę jeden z najbardziej sympatycznych programów telewizyjnych, "Loża prasowa", stał się areną kłótni dziennikarzy tak zażartej, że nie tylko nie dało się zrozumieć, co kto mówi, ale trudno było oprzeć się uczuciu zażenowania.
Czyta się kilka minut

Etyka? Klasa i poziom? Zderzanie się opinii i racji czy tylko zaciętość emocjonalna z zamkniętymi oczami? Chciało się patrząc na to westchnąć, że przestajemy mieć prawo do osądzania polityków sejmowych, którzy pierwszego dnia obrad gremialnie apelowali do Pana Boga składając ślubowanie, a potem uruchomili pokłady wrogości i agresji pod tym samym krzyżem, którego obecności tak bronili. Ale zaraz przyszła następna myśl-refleksja, skutecznie tonizująca: to przecież w samych odbiorcach mediów, w słuchaczach, widzach i czytelnikach coś się chyba zmienia, i to nie na lepsze, skoro różnice między odbiorcami poszczególnych tytułów, stacji czy programów okazują się coraz częściej tak wielkie, że ludzie - i to nawet w rodzinach - przestają móc ze sobą rozmawiać, żeby się definitywnie nie skłócić...

Mamy pono trzy stowarzyszenia dziennikarzy, w tym jedno mające w tytule przymiotnik "katolicki". Nikt nie doniósł o rozwiązaniu, a tym bardziej unicestwieniu Rady Etyki Mediów. Ale diagnozy stanu mediów czy tym bardziej zasadności głośnych oskarżeń odnośnie ich roli w życiu publicznym zdecydowanie brak. Może to lekceważenie zagrożeń, a może rosnące poczucie bezradności? Trudno osądzać to komuś takiemu jak ja, z marginesu tegoż życia. Za to nie mam wątpliwości, że odbiorca dalej może się ratować tym, co oceniam jako "inne", a co na szczęście nie znika, przeciwnie: zdaje się przebijać coraz częściej i dawać znać o sobie na przekór trendom tyleż głośnym, co przygnębiającym. Dobre nowiny, czyli wieści potrzebne, choć niby mniej ważne, apele naprawdę dające się zrealizować, obecności przywoływane z rejonów poza celebrytami. Jak dopiero co, w serwisie informacyjnym którejś stacji: skwitowanie ostatniej podróży do Afryki Benedykta XVI, a potem meldunek o stanie wolontariatu w Polsce, zakończony apelem do pięćdziesięciolatków plus, by nie pozostawiali tej aktywności samej młodzieży, bo potrzeby rosną. To nie naiwna dydaktyka antydziennikarska. To dawka odtrutki.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 48/2011