Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Nowe rozmówki polsko-litewskie

Nowe rozmówki polsko-litewskie

03.12.2012
Czyta się kilka minut
Nie promujemy na Litwie nowoczesnej i smacznej Polski, chociaż ona częściowo już tam jest.
Kowno, 2009 r. Fot. Tomasz Wiech
P

Polskie samorządy na Wileńszczyźnie odgrzewają stare patriotyczne kotlety, nikt nie zaprasza tutaj na koncerty zespołów rockowych. W Wilnie i w okolicach króluje folklor. Ale przebłyski nadziei powoli się pojawiają.

Takiego wyścigu do tej pory nikt nie wymyślił. Pod koniec września w miejscowości Janaslavas, niedaleko dawnego polsko-litewskiego przejścia granicznego w Ogrodnikach, na starcie stanęły pojazdy polskie, litewskie, białoruskie i rosyjskie. Nie – nie były to współczesne fiaty, ople czy mazdy. Litwę reprezentował „koń” rasy żemaitukas, Polskę – maluch, Rosję – wołga 21, rocznik 1969, a Białoruś słynny traktor, rocznik 2005.

Dyscypliny były trzy: prosty wyścig na dystansie 500 metrów, koszykówka i przenoszenie ciężarów. Pierwszą konkurencję wygrał litewski koń, który absolutnie zdystansował wszystkich rywali (prawdopodobnie miał najlepsze przyspieszenie). W koszykówce najlepszy okazał się polski maluch, a właściwie jego kierowca, który trafnie rzucał piłką, zaś w przenoszeniu, a raczej w przewożeniu ciężarów białoruski traktor, który na swoją przyczepę (na stałym wyposażeniu) wepchnął najwięcej piłek gimnastycznych. Maluch i wołga nie mieli w tej sytuacji najmniejszych szans. Chociaż komentatorzy podkreślali, że inwencja w upychaniu piłek w kabinach nie miała granic.

Granica psychologiczna

Równie oryginalnego wydarzenia do tej pory chyba nie było. Do Janaslavas przyjechała nawet Irena Degutienė, marszałek litewskiego Sejmu. Straż pożarna z Litwy i Polski zorganizowała wspólne pokazy, śpiewał mieszany zespół z Gołdapi i Sintautai oraz legenda litewskiej muzyki Mikas Suraučius. Wszystkie imprezy odbyły się w ramach Obchodów Europejskiego Dnia Współpracy i zostały przygotowane perfekcyjnie. Zero zastrzeżeń. Zyskali na tym zarówno Polacy, jak i Litwini. Bawili się wszyscy. W Janaslavas padły też ważne słowa. Degutienė: „Powinniśmy być razem, zamiast się odseparowywać i spoglądać na sąsiadów z podejrzliwością”. Mer Łoździejów (Lazdijų) Artūras Margelis: „(...) nadal w naszych głowach istnieje granica psychologiczna, którą powinniśmy przezwyciężyć”.

W lokalnych gazetach zaroiło się od zdjęć i komentarzy. Popularny litewski portal ¬Delfi (ukazujący się również w języku polskim) relację z Janaslavas zamieścił na pierwszym miejscu.

Ale powiedzmy szczerze: takich imprez (chociaż nie aż tak pomysłowych) na całej Litwie jest dosyć dużo. I nawet jeżeli bywają organizowane przez miejscowych Polaków, to z reguły adresowane są do wszystkich. Ostatnio Trocki Rejonowy Oddział Związku Polaków na Litwie i Klub Aikido w Landwarowie (Lentvaris) promował zdrową żywność i aktywny tryb życia, konferansjerka prowadzona była po polsku, litewsku i rosyjsku, a śpiewali Białorusini. W wileńskim gimnazjum A. Mickiewicza Tomas Venclova miał spotkanie z polskimi uczniami.

Zakończyło się spotkanie polskich i litewskich intelektualistów w Druskiennikach. Co roku przez polską Fundację Mały Książę organizowana jest akcja „Cała Litwa czyta dzieciom” i „Czytające szkoły – Czesław Miłosz dla całego kraju”.

Co ciekawe, na polskich i litewskich portalach internetowych takie imprezy nie wzbudzają większego zainteresowania. Liczba komentarzy pod tekstami jest wtedy niewielka albo wręcz zerowa. Cóż, szlachetne akcje zawsze są nudne.

Polskie świnie, litewscy kretyni

Internet rozgrzewa się do czerwoności tylko wtedy, kiedy litewski ksiądz przegoni z Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Wilnie polskich turystów. Zaczyna się jazda bez trzymanki, a wszystkie zdroworozsądkowe argumenty idą do śmietnika. I nieważne nawet, kto miał rację w tym niewielkim sporze. Może Polacy nie zrobili nic złego? Niewykluczone, że faktycznie chcieli się tylko pomodlić, albo trochę przeszkadzali w świątyni, bo trwały tam właśnie przygotowania do ślubu? Pewnie ksiądz też trochę przesadził, mówiąc: „won do Polski”.

Nieważne. Bo kiedy zaczyna się najbardziej nawet błahy incydent, Polacy i Litwini wytaczają najcięższe działa i strzelają do siebie bez ostrzeżenia i bez sensu: „Polskie świnie, aroganci”, „Litewscy kretyni, łabasrańcy” – to najlżejsze inwektywy, jakie bez trudu można znaleźć na portalu Delfi.

Inwencja w obrażaniu przekracza granice przyzwoitości. Tematy polskie na litewskich forach również wzbudzają emocje: liczba komentarzy sięga od 100 do 400. Oliwy do ognia dolewają jednak nie tylko internauci, także polskojęzyczne drukowane gazety mają sporo na sumieniu. Wystarczy przejrzeć tytuły czołówek „Kuriera Wileńskiego”: „Litwa słono zapłaci za wojnę z Gazpromem”, „Polacy gotowi do rządzenia”, „Litewscy politycy przed wyborami grają polską kartą”.

Jak na to reagują Litwini? Mój znajomy, szef jednej z ważniejszych fundacji w Wilnie, macha ręką: – Tych gazet i tak nikt nie czyta. Nie ma się czym przejmować.

– Ale coś na rzeczy jest – mówi Herkus Kunčius, znany pisarz z Wilna. – Bo Litwini nie do końca są pewni, czy Polacy z Wileńszczyzny są lojalni. W Wilnie żywa jest też pamięć o Żeligowskim. Wielu ma pretensje o utworzenie Polskiego Kraju Narodowo-Terytorialnego w momencie, kiedy walczono tutaj o niepodległość. No i do tego intronizowanie na patrona okręgu solecznickiego Chrystusa Króla.

Nie wiem, i nie chcę wiedzieć

W rozmowach o polskich grzechach głównych wobec Litwy słowa te powtarzają się jak mantra. – Dochodzi do tego jeszcze brak wrażliwości na historię mniejszego kraju – dodaje studentka historii Uniwersytetu Wileńskiego. – Polacy zbywają naszych artystów, polityków, władców, twierdzą, że mają lepszych. Że Litwa nie taka ważna.

Ale całkiem powszechna wśród Litwinów jest także nieznajomość zarówno Polski współczesnej, jak i mniejszości żyjącej na Wileńszczyźnie. – W ogóle mnie oni nie obchodzą. Nic nie wiem na ich temat, i nie chcę wiedzieć. Warszawa? Nie byłam – mówi dwudziestoletnia Diana, z którą rozmawiam w uniwersyteckiej księgarni. Kiedy pytam ją, czy wie, gdzie jest produkowany sok Tymbark, który trzyma w ręce – w Wilnie bardzo popularny – nie ma zielonego pojęcia. – W Polsce? Na pewno?

I na tym prawdopodobnie polega największy błąd w naszych relacjach. Nie promujemy nowoczesnej i smacznej Polski na Litwie, chociaż ona częściowo już tam jest. Robię krótką sondę wśród znajomych, kto wie, jakie polskie marki są w wileńskim centrum handlowym Ozas? Nazwy: Reserved, Tatuum ani nawet Inglot nic im nie mówią.

Tymczasem polskie samorządy na Wileńszczyźnie odgrzewają stare, patriotyczne kotlety, nikt nie zaprasza tutaj na koncerty zespołów rockowych ani znanych artystów. Na własne oczy widziałem, jak świetnie przyjęty został tutaj Zakopower. Ale to było raz. W Wilnie i w okolicach królują zespoły folklorystyczne, na które nie przychodzą nawet młodzi Polacy. Oni prawdopodobnie wybierają koncerty organizowane przez Rosjan – a ci wysyłają tutaj od czasu do czasu to co mają najlepszego – od teatru po nowoczesnego rocka. Czy w Wilnie był kiedyś T.Love? Kult? Czy jakiś samorząd wpadł na pomysł, by zaprosić RUTĘ? Sasnal i Żmijewski mieli tu wystawy? Chyba nie.

Może dobrym pomysłem byłoby zorganizowanie koncertu poświęconego doskonale tutaj pamiętanej Annie German (w Rosji rozpoczęła się właśnie emisja serialu o jej życiu, w którym zagrała Joanna Moro – polska aktorka z Wilna)? Albo przeglądu polskiej sceny punkowej lat 80.?

Wiem, doskonale wiem, że zorganizowanie takich imprez to nie jest zadanie dla samorządu Niemenczyna, a i dla ambasady może wcale nie być proste. Niemniej to, co Polacy na Litwie winni w najbliższym czasie zrobić, to porzucić promocyjne stereotypy sprzed pół wieku.

Czas najwyższy

Potrzebne są imprezy zaskakujące i przyjazne – jak ta z Janaslavas. Albo takie, które od dłuższego czasu robi w swojej restauracji Sakwa na wileńskim Antokolu Witold Rudzianiec. Wspólne polsko-litewskie oglądanie meczy na Euro 2012, a teraz eliminacji do Mistrzostw Świata. Salon myśli, cykliczna impreza, na której pojawiają się ciekawi ludzie, nie zawsze związani z kulturą i nie zawsze Polacy.

– Większość moich gości to Litwini – mówi Rudzianiec. Bo chociaż restauracja mieści się naprzeciw słynnego kościoła św. Piotra i Pawła, do którego codziennie zjeżdżają tłumy turystów z Polski, to wieczorem słyszy się tutaj głównie litewski.

Od momentu startu w 2003 r., Rudzianiec chciał, żeby Sakwa powoli wchodziła w kulturalny obieg Wilna, nie tylko polskiego. I tak się stało. To miejsce znają już wszyscy lub prawie wszyscy. Teraz ten były piłkarz, który w wieku 16 lat grał w zawodowej lidze litewskiej i z drużyną SRT w 1987 r. zdobył nawet mistrzostwo republiki, przygotowuje się do całkowitej zmiany designu w restauracji. – Właśnie przyjechała firma z Kłajpedy – mówi. – A jak się pracuje z Litwinami? Świetnie.

Potwierdza to Marek Kleczkowski, Polak z Litwy, biznesmen, przedstawiciel spółki Wielton, producenta naczep znanych w całej Europie. – To słowni i pewni partnerzy. Wymagający, ale można im ufać. Nie lubią opóźnień. Mają konkretne wymagania, wiedzą, czego chcą i kiedy. – Litwini powoli widzą, że Polska współczesna różni się trochę od tej, o której opowiadali im ojcowie i dziadkowie – dodaje Kleczkowski. – Zaczynają na nas lepiej patrzeć.

Kto wie? Może w zwalczaniu stereotypów i w promowaniu nowoczesnej Polski pomoże też na Litwie Kamil Biliński, nowy napastnik Žalgirisu Vilno, wychowanek Śląska Wrocław, który – jak sam mówi – za wschodnią granicę jechał z obawami, ale teraz czuje się tutaj znakomicie i nie wie, o co chodzi z tą dyskryminacją. Bo atmosfera w klubie jest fantastyczna. A poziom litewskiego futbolu w niczym nie odbiega od polskiego, o czym kibice z Warszawy czy Poznania po prostu nie wiedzą.

Podobnie jest z literaturą litewską, która w Polsce jest zupełnie nieznana, jazzem czy muzyką klasyczną. Czas promować nowoczesną Litwę w Polsce i nowoczesną Polskę na Litwie. Czas najwyższy.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]