Biografia postaci mitycznej to zadanie niemal niemożliwe do realizacji. Zawsze pozostaje coś, czego opowiedzieć się nie da, choć właśnie to opowiedzieć chce się przede wszystkim. Tym większy podziw i uznanie dla autorek dwóch wydanych niemal w tym samym czasie książek, poświęconych takim właśnie postaciom wielkich artystów teatralnych: Agnieszki Berlińskiej („Szajna, Szajnisko”, Teatr Studio) i Beaty Guczalskiej („Konrad Swinarski. Biografia ukryta”, Wydawnictwo Literackie).
Czytając książki jedna po drugiej można zauważyć, jak odmienne zostały w nich zastosowane strategie i taktyki pisarskie, wynikające z odmiennych doświadczeń i pozycji obu autorek, a jednocześnie dostrzec, jak przy wszystkich oczywistych różnicach łączy je to, co może najważniejsze – próba zmierzenia się z osobowościami niezwykłych ludzi, ich sztuki oraz czasu, który przemienił ich w mit.
Józef Szajna: mozaika i montaż
Książka Berlińskiej poświęcona Józefowi Szajnie nosi podtytuł „Portret zakulisowy”. Jest to jednocześnie obietnica wejścia poza oficjalnie wytworzoną fasadę, jak i określenie gatunkowe. Portret tworzony przez Berlińską nie jest klasycznym wizerunkiem „wielkiego artysty”, ale dynamiczną, niemal migotliwą kompozycją, złożoną z wielu niewielkich fragmentów. Autorka „Szajny” świetnie zna współczesnych odbiorców przyzwyczajonych do szybkiego przechodzenia między wyrazistymi obrazami i słowami ułożonymi w krótkie, mocne komunikaty. Jej narracja oparta jest na zasadzie montażu, który angażuje czytelnika w kreatywną grę w interpretowanie i dopowiadanie.
Autorka stosuje styl reportażowy, w błyskawicznym i wyrazistym skrócie zarysowuje sytuacje, kilkoma zdaniami wyznacza temat czy problem, ale sama ich zazwyczaj nie analizuje, nie komentuje i nie ocenia – co najwyżej cytuje opinie innych. Zestawia jednak elementy zgromadzonego materiału w taki sposób, by stworzyć komunikat mocno sugerujący perspektywę, z jakiej chce, by jej czytelnicy daną scenę widzieli. Na wyższym poziomie łączy tak zbudowane całostki bez dążenia do jednoznaczności, dzięki czemu, jeśli rzeczywiście powstaje portret, to przekraczający ramę książkowego obrazu i współtworzony przez czytelnika.
Powstaje w ten sposób biografia bardzo atrakcyjna i wciągająca, a zarazem daleka od stereotypowego wyobrażenia „spokojnej lektury”. Powiedziałbym, że jest to (w najlepszym tego słowa znaczeniu) książka popularna nie tylko dlatego, że pisana bez żargonu i z nastawieniem na osoby niekoniecznie posiadające wiedzę teatralną, ale przede wszystkim dlatego, że dąży do wzbudzenia zainteresowania. To biografia otwierająca liczne drzwi, także te dotąd szczelnie zamknięte, a zarazem stroniąca od łatwych sensacji. Dla ich uniknięcia, jak sądzę, Berlińska czasem tylko zagląda do znajdujących się za owymi drzwiami pomieszczeń i zaraz biegnie dalej.
Przy całym uznaniu dla autorki „Szajny”, dynamika jej narracji w niektórych momentach wydała mi się jednak problematyczna. Nie wszystko, co składa się na osobowość i mit Józefa Szajny jako człowieka i artysty, da się chyba przedstawić w reportażowej formule. Niektóre zagadnienia dotyczące i biografii, i twórczości (zwłaszcza stosunek do zespołu, a szczególnie do jego kobiecej części) wymagałyby uspokojenia narracji, próby pogłębienia refleksji i przedstawienia oceny własnej. Czasem – jak w przypadku oceny Szajny przez Konstantego Puzynę czy w kwestii autorstwa „Akropolis”, jałowo wałkowanej do znudzenia od lat – autorski montaż wydał mi się zbyt stronniczy. Ale może też i na tym polega sukces Agnieszki Berlińskiej, że przez owe niedopowiedzenia budzi potrzebę kontynuowania opowieści i nie pozwala mitowi zasklepić się w kanonicznej formie.
Konrad Swinarski: monografia rozważna
Beata Guczalska, doświadczona badaczka teatralna, autorka wysoko cenionych monografii teatru Jerzego Jarockiego i współczesnego aktorstwa polskiego, przyjmuje zupełnie inną strategię. Jej biografia Konrada Swinarskiego posługuje się narracją o tonie i rytmie o wiele spokojniejszym, a przede wszystkim nie uciekającym od komentarza, analizy i interpretacji. Łączy to, co najlepsze w pisarstwie akademickim, z klarownością języka, zapraszając czytelnika do podążania za narratorką, która zarówno stawia pytania, jak i usiłuje na nie odpowiedzieć. W efekcie podtytuł jej książki wydać się może paradoksalny: to nie jest biografia ukryta, ale właśnie odkryta, także w tym, co w życiu Swinarskiego długo stanowiło tajemnicę (niekiedy już poliszynela), a z czym autorka mierzy się bez lęku. Wyposażona w odpowiednią wiedzę, współczesne perspektywy uchylające dawne tabu, a przede wszystkim w osobistą uważność, wysiłek zrozumienia nie tylko głównego bohatera i osób mu bliskich, ale nawet jego antagonistów.
Nie mam wątpliwości, że szczególnie intensywnie czytane będą te rozdziały, które dotyczą długo ukrywanych aspektów biografii Swinarskiego: jego losów wojennych, „homobiografii” czy relacji z władzami i służbami PRL. Guczalska mierzy się z nimi nie ukrywając, jak wiele jest tu luk i niejasności. Wprost przeciwnie – ujawnia je i na tym buduje jedne z najlepszych fragmentów swojej książki. Nie waha się używać wyobraźni (wyraźnie zaznaczając, gdzie ją uruchamia), stawia pytania także tam, gdzie nie jest w stanie udzielić odpowiedzi, oraz wyjaśnia podstawowe konteksty historyczne, zręcznie szkicując złożoność sytuacji.
Powiedziałbym, że w tym ostatnim aspekcie jest utalentowaną uczennicą swojego bohatera: tak jak Swinarski w swoich przedstawieniach zderzał różne perspektywy, skupiając się na niepowtarzalności i niejednoznaczności doświadczenia, tak i autorka jego biografii konsekwentnie broni się przed jednostronnością, nawet w takich dziś chętnie sprowadzanych do „tak, tak – nie, nie” kwestiach, jak współpraca z SB. Dzięki temu jest w tej książce w sposób subtelny opowiedziane bardzo wiele rzeczy, które przez innych mogą być traktowane jako „skandaliczne”. Szczęśliwy paradoks: delikatność, rzetelność i wyrozumiałość Guczalskiej sprawiają, że jeśli ktoś zrobi z tego, o czym ona w swojej książce opowiada, sensację, sam siebie skompromituje.
Jednocześnie jest to książka niezapominająca o teatrze, syntetycznie pokazująca tak kształt i sensy poszczególnych przedstawień, jak całościowe znaczenie oraz oryginalność Swinarskiego. Przynosi nowe odczytania jego twórczości, pokazując artystę jako reżysera wcale nieodległego od współczesności.
Mit teatru złotej ery
Przy wszystkich różnicach między obiema książkami ich lektura pozwala zobaczyć fascynujący obszar wspólny, dotyczący tak osobowości i biografii mitycznych twórców (nie tylko tych dwóch), jak też ich artystycznych dokonań. I Szajna, i Swinarski (oraz inni wielcy z ich pokolenia) naznaczeni zostali w sposób szczególny doświadczeniem historycznym: najpierw wojny i Zagłady, a potem życia w zniewolonym kraju, w którym każdy rodzaj działalności, a już szczególnie działalność publiczna i artystyczna o takiej sile oddziaływania, jaką miał wtedy teatr, wymuszała nieustanną konfrontację z pytaniem o granice kompromisu.
Silne osobowości zderzone z nawarstwiającymi się ograniczeniami, wcześnie i traumatycznie skonfrontowane z radykalnym okrucieństwem historii, nie tylko zostały napiętnowane, ale też uzyskały wrzące źródła niedającej spokoju aktywności twórczej. Nie ma wątpliwości – nie byli to ludzie i artyści letni, zarówno w tym, co przynosiło im podziw i uznanie, jak też w tym, co ich niszczyło i ściągało głosy krytyki, a nawet potępienia. Naznaczeni naprawdę straszliwymi doświadczeniami, działający w skrajnie niesprzyjających warunkach, wydobyli z siebie siłę, która nie tylko ich ocaliła, ale też przyciągnęła do nich tysiące innych, którzy w ich przedstawieniach doświadczali czegoś, czego w sposób absolutnie podstawowy i niezakłamany potrzebowali.
To dla mnie bodaj najważniejszy punkt obu biografii, na pewno wspólny też biografiom innych osób tworzących mityczny polski teatr „złotej ery”, która zaczynała dobiegać końca równo pół wieku temu (mocną cezurą może tu być właśnie rok 1975 – rok śmierci Swinarskiego i premiery – nomen omen – „Umarłej klasy” Tadeusza Kantora). Nad obiema książkami zawisa to samo pytanie: dlaczego ci naprawdę niezwykli, uważani za genialnych ludzie zwrócili się ku teatrowi, a jeszcze bardziej – dlaczego to właśnie teatr w ich czasach stał się tak potężnie oddziałującą dziedziną społecznych doświadczeń.
Oczywiście – był to splot wielu czynników, ale poza wszelkimi historycznymi i historycznoteatralnymi uwarunkowaniami pozostaje wielka tajemnica całej serii przedstawień, które nie były jedynie wielkimi osiągnięciami artystycznymi, ale stawały się dla setek ludzi doświadczeniami osobistymi o niezwykłej mocy. Najważniejsze przedstawienia Swinarskiego i Szajny (a jeszcze przecież Grotowskiego, Kantora, Jarockiego, Wajdy, Dejmka, teatrów studenckich) przekraczały swoim wpływem i znaczeniem wszystko, co zwykło się wiązać z „dziełem sztuki”. Dochodziło w nich do jakiegoś spiętrzenia energii, potrzeb, pragnień, wyobrażeń, które kulminowało w doświadczeniach zmieniających bieg życia wielu osób.
Doświadczenie pełni w teatrze
Pytanie o tę siłę, której dziś już tylko echa w teatrze słychać, i to coraz rzadziej, i coraz słabiej, nie jest tylko pytaniem o teatr, choć dla niego to kwestia podstawowa. To pytanie dotyczące całej kultury, rozumianej nie jako przestrzeń oderwania czy ceremonialnego wywyższenia się nad codzienność, lecz jako samo sedno życia, którego się nie ma przez sam fakt urodzenia, ale które się zdobywa i tworzy do świadczenia o nim. Nie da się go może inaczej sformułować niż przez strywializowane politycznie pytanie podstawowe: jak żyć?
Lektura opowieści o życiu, które stworzyli i do świadczenia o nim dali Szajna i Swinarski, nie przynosi na nie odpowiedzi. Oczywiście nie może, przede wszystkim dlatego, że tej odpowiedzi nie da się sformułować, ale trzeba jej czynnie samemu sobie i swojemu czasowi udzielić. W książce Guczalskiej pojawia się jednak pewna sugestia, która mnie uderzyła. Usiłując odpowiedzieć na pytanie: „Co przede wszystkim dostrzegano w teatrze Swinarskiego?”, autorka pisze: „Jego spektakle odbierano jako doświadczenie pełni, zanurzenie w świecie, który wprawdzie jest teatrem, ale tak nasyconym materią życia, jakby był samym życiem”.
To jest odpowiedź, za którą aż chce się iść dalej. Bo może o to właśnie chodzi – że w tym teatrze widzowie doznawali życia, którego nie doświadczali nigdzie indziej – nie tylko dlatego, że był PRL, opresja itd. Ale dlatego, że nie potrafili sami tak żyć. Przychodzili do teatru Swinarskiego, Szajny, Grotowskiego i innych po życie, którego nie mieli.
Czy dziś – przy wszystkich fundamentalnych różnicach sytuacji – życie w swojej oszałamiającej istocie nadal nie jest gdzie indziej? A skoro nie ma teatru, który by to „gdzie indziej” przywoływał, to czy pozostaje nam tylko opowiadanie mitów i wywoływanie zjaw?
Agnieszka Berlińska SZAJNA, SZAJNISKO, Teatr Studio, Warszawa 2024
Beata Guczalska KONRAD SWINARSKI. BIOGRAFIA UKRYTA, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2024
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.





















