Nikt się nie roześmiał

Oscar Brenifier, filozof: Dziecko mówi, że król jest nagi, a my się śmiejemy. Śmiech rodzi się z przebłysku zrozumienia, z nagłego odkrycia, o co tak naprawdę chodzi w absurdzie rzeczywistości.

17.03.2014

Czyta się kilka minut

 / Fot. MATERIAŁY PRASOWE
/ Fot. MATERIAŁY PRASOWE

AGATA KULA: Jak się filozofuje z dziećmi?

OSCAR BRENIFIER: Jedna z moich ulubionych hipotez dotyczących tego, czym jest filozofia, zakłada, że filozofować to znaczy być świadomym, co znaczą słowa, które się wypowiada. Tak twierdził Pascal. Bliskie jest mi też podejście Deleuze’a: filozofować to znaczy produkować pomysły. Lubię również założenie, że trzeba kwestionować to, co oczywiste, pytać o to, o co nikt nie pyta. Mikołaj z Kuzy, XVII-wieczny kardynał, uznał, że aby filozofować, trzeba być idiotą – nazwał filozofię docta ignorantia. Kiedy się wie, to się nie filozofuje, bo jak się wie, nie zadaje się żadnych pytań.

I tak filozofuję z dziećmi. Stawiam na przykład pytanie: „Skąd wiesz, że Twoi rodzice cię kochają?”. Miłości rodzicielskiej się przecież nie kwestionuje, no chyba że jest się wściekłym na swoich rodziców. Stawiam pytanie, ale nie daję odpowiedzi, tylko hipotezy. Treść moich książek jest drugorzędna, ważny jest proces, do udziału w którym zapraszam czytelnika.

Nie daje Pan odpowiedzi, a wydawałoby się, że dziecko ich właśnie potrzebuje.

Tylko dorośli nie są w stanie znieść niepokoju płynącego z niewiedzy – dzieci żyją w stanie niewiedzy w sposób naturalny. Oczywiście chcą się dowiadywać różnych rzeczy, ale różnica polega na tym, że dorośli chcą dostać odpowiedź przez wielkie „o”, jedyną prawdziwą. Dlatego są nieszczęśliwi.

Często słyszę, że to, co robię z dziećmi, jest za trudne, zbyt bezpośrednie, że brak w tym należnego tematowi i rozmówcy szacunku. Niedawno usłyszałem, że jestem niepoważny, bo nie biorę udziału w konferencjach naukowych. Otóż dzieci uważają, że jestem zabawny!

W „Dzieci filozofują” są podsumowania: po każdym rozdziale złożonym z samych pytań pojawia się jedna strona oznajmień: do czego ten rozdział nas prowadzi, jak można wykorzystać wiedzę w nim zawartą.

Okropnie się tego wstydzę. To był pomysł wydawcy, ja najchętniej pozbyłbym się wszystkich tych sugerowanych odpowiedzi. Są potrzebne właśnie dorosłym. Nie znieśliby przecież książki złożonej z samych pytań. To trochę tak, jakby naukę jazdy na rowerze uzupełniać o wykład, do czego jazda na rowerze jest przydatna. Nie obchodzi mnie, do czego, jeśli tylko jest zabawna i przyjemna sama w sobie.

Ma być przyjemnie, ale czy nie mamy się czegoś przy okazji nauczyć?

Mamy się śmiać. Głównym celem „Dzieci filozofują” jest obudzić świadomość, sprawić, by ludzie zareagowali, odkryli to, czego dotąd nie zauważali, a co było tuż przed nimi. Jak w „Szatach cesarza” Andersena: dziecko mówi, że król jest nagi, a my się śmiejemy. Ci, którzy się nie śmieją, kiedy dziecko obwieszcza, że król jest nagi, nie potrafią zrozumieć, na czym polega absurd rzeczywistości. Śmiech rodzi się z przebłysku zrozumienia, z nagłego odkrycia, o co tak naprawdę chodzi.

Okropna rzecz mi się przytrafiła na krakowskim spotkaniu z czytelnikami: ludzie nie chcieli rozmawiać, wydawali się oczekiwać ode mnie czegoś, czego nie mogłem im dać, więc przytoczyłem zabawny dialog: „Idziesz na ryby?”. „Nie, idę na ryby”. „O, a ja myślałem, że idziesz na ryby”. No i nikt się nie roześmiał. „Dlaczego państwo się nie śmiejecie?” – zapytałem. „Bo przyszliśmy na spotkanie z filozofem i spodziewaliśmy się rozmowy o głębokich rzeczach”. Głębokie rzeczy! Czy ktoś może mi wytłumaczyć, co to takiego?

„Życie, co to takiego?”, „Dobro i zło, co to takiego?” – to nie są głębokie tematy? Kłopot pewnie w tym, że Pan nie wartościuje. Na przykład mówi Pan o karaniu dzieci, ale nie określa Pan, czy karanie jest dobre czy złe.

Nie ma w mojej książce ani jednego słowa aprobaty dla karania dzieci, ale nie ma też jego potępienia. Temat powraca, bo jest silnie obecny w życiu dzieci i rodziców. Rodzice nie potrafią uczciwie odpowiedzieć na pytanie, czy chcą, żeby ich dzieci były im posłuszne. A wielu z nich wciska kit, mówiąc, że wychowuje bez kar i bez wymogu posłuszeństwa.

Po pierwsze, prawo czyni ich odpowiedzialnymi za dzieci, więc gdyby w pewnych sytuacjach nie wymagali posłuszeństwa, popełniliby przestępstwo. Po drugie, chcą sobie kupić spokojne sumienie, chcą zbudować swój wizerunek dobrych rodziców i kłamią, że nie wymuszają posłuszeństwa karami.

Spytajcie dzieci. Jeśli jesteście przekonani, że nie karzecie własnych dzieci, spytajcie je, czy nie czują się przez was karane.

Prawda jest taka, że rodzice nigdy nie są dobrzy dla swoich dzieci, każdy rodzic to zły rodzic. Można tylko mniej lub bardziej swoim dzieciom szkodzić. Doprowadza mnie do pasji, kiedy spotykam matki starające się być takimi idealnymi i niemającymi kompletnie świadomości, że to o swój wizerunek dbają najbardziej, a nie o dzieci. Wybaczyłbym tę maskę idealnej matki, gdyby kobieta potrafiła uczciwie się przyznać, że zależy jej głównie na sobie.

Lubi Pan wytrącać ludzi z równowagi?

To jest mój cel zawodowy. Prawda jest taka, że seria „Dzieci filozofują” powstała bardziej z myślą o dorosłych niż o dzieciach. To tylko taki trik: przekaz skierowany do rodziców ubrany w kształt książki dla dzieci. Wkradam się do domów i sączę. Propaguję bycie świadomym. Nie chcę tłumaczyć, czy należy karać dzieci, bo słówko „należy” odsyła nas do perspektywy moralnej. Nie jestem daleki od zagadnień moralności, rozważam przecież, czym jest dobro i zło, ale nie determinuję odpowiedzi. Interesuje mnie bardziej praktyczne niż moralizujące podejście.

I dlatego usprawiedliwia Pan kłamstwo?

Podaję powody, dla których się kłamie. Ale podaję też powody, dla których się nie kłamie. Przesłanie moich książek jest takie: lepiej myśleć i rozmawiać, niż nie myśleć i nie rozmawiać.

Ostatnio na spotkaniach z uczniami szkół podstawowych często rozmawiamy o Bogu. Moją rolą jest sprawić, by zastanowili się, co to oznacza, że Bóg istnieje. I co by było, gdyby nie istniał. Ja nie jestem od mówienia, czy Bóg istnieje. Od tego są księża, rodzice, a nie filozofowie.

Nie zależy Panu na propagowaniu ­jakiegoś konkretnego sposobu wychowywania?

Oczywiście nie można wychowywać dzieci w oderwaniu od wartości. Sam jako rodzic uczę moje dzieci, że źle jest kłamać. Ale czasem proszę je, żeby skłamały: „Nie mówcie sąsiadowi, że ma pryszcze”.

Rodzice powinni znać granice moralnej perspektywy. Kłamstwo jest złe, ale czasem używamy go, by nie ranić innych. Nie ma ludzi w pełni moralnych. Któż z nas nigdy w życiu niczego nie ukradł, choćby czereśni ze straganu na targu? Tu nie chodzi o relatywizowanie, ale o świadomość, że uczenie moralności to jak uczenie ideału. Do ideału mamy się zbliżać, nikt nie może stać się ideałem. Chyba że jakiś absolutny święty. No i życie w społeczeństwie wymaga od nas czasem odstąpienia od pryncypiów. Kto nigdy, przenigdy nie kłamie, ten społecznie jest martwy. Nie mówi się szefowi, że jest głupi!

No dobrze, nie będę już tego ciągnął. Nie chcę niszczyć ludziom pięknej wizji świata, bo potem dzieje się tak, że nie mam przyjaciół.

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Nauczycielka, współzałożycielka Szkoły Demokratycznej w Krakowie, autorka tekstów i wywiadów publikowanych m.in. w „Tygodniku Powszechnym”, dotyczących zwłaszcza problematyki wychowania oraz literatury dziecięcej.

Artykuł pochodzi z numeru TP 12/2014