Nigel Kennedy, „Blue Note Sessions"

Czyta się kilka minut

Wielu muzyków jazzowych chętnie sięga do repertuaru klasycznego, niektórzy zaś, jak Wynton Marsalis, potrafią w swych interpretacjach wznieść się na prawdziwie mistrzowski poziom. Klasyczni wirtuozi w roli jazzmanów zdarzają się o wiele rzadziej (przypadek Friedricha Guldy). Przyczyna tego stanu rzeczy jest dość oczywista: poważni artyści albo w ogóle nie są zainteresowani jazzem, albo - jak mawiają fani - "nie czują bluesa".

Nigel Kennedy na pewno "czuje bluesa", jazz pociąga go od dzieciństwa i wciąż stanowi dla niego rodzaj wyzwania. Jego ostatnia płyta zawiera materiał zarejestrowany dla legendarnej wytwórni Blue Note, dla której nagrywali niegdyś Monk, Blakey, Coltrane, Dolpy, Coleman i która zasłynęła także z wielu "nieortodoksyjnych" projektów - zatem debiut Kennedy'ego-jazzmana w tych właśnie barwach z pewnością nie dziwi.

Już od pierwszych taktów staje się oczywiste, że album jest ukłonem w stronę szerokiego odbiorcy. W miarę słuchania okazuje się, że muzyce brak określonego charakteru, że nie zmierza ona w żadnym konkretnym kierunku; całość to rodzaj smoothjazzowego miksu złożonego z bluesa, mainstreamu, bossa novy i latino ("Expansions", z nieporadną wokalizą Raula Midóna, można sobie w ogóle darować), nieangażującego zbytnio słuchacza. Na utwór, który zwrócił moją uwagę, musiałem czekać do końca albumu; tak naprawdę dopiero w "Song World Forgiveness" okazało się, że można inaczej, bardziej elegancko i stylowo.

We wszystkich nagraniach Kennedy jest muzykiem pierwszoplanowym, co daje dobry wgląd w jego umiejętności jako jazzmana. Trzeba przyznać, że artysta wciąż rozwija swój warsztat (ekspresja, sposób operowania dźwiękiem, kolorystyka), choć jego "wizja" jazzu wydaje się bardzo statyczna. Odbija się to także na jakości solówek, w których pobrzmiewają dobrze znane zwroty i biegniki, popisy techniczne zaś w niewielkim stopniu wpływają na poziom całej muzyki; nieco irytujące jest na pewno nadużywanie tremola, elementu w zasadzie obcego muzyce jazzowej. Skrzypkowi towarzyszą znakomici partnerzy (m.in. Ron Carter i Jack DeJohnette,­ Joe Lovano), szkoda tylko, że ich rola ogranicza się do zadań typowej sekcji rytmicznej; niemrawe wejścia Lovana i hammondowe "przebieżki" Lucky'ego Petersona są tu nieistotnym dodatkiem.

Debiutancki "Blue Note Sessions" jest chyba nie do końca wykorzystaną szansą. Można jednak przypuszczać, że album spodoba się miłośnikom bluesa, lekkiego jazzu, a już na pewno fanom samego Kennedy'ego.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 43/2006