1Wybory z 9 października zburzyły te przyzwyczajenia i uczyniły nas widzami niespodziewanego (choć oczekiwanego przez bardzo wielu) spektaklu kontynuacji. Co dziwne i zastanawiające: szybko okazało się, że nowy spektakl wcale nie jest łatwy, a najważniejsi aktorzy potykają się w najprostszych sytuacjach scenicznych.
Serię niezręczności rozpoczął Donald Tusk, zbyt szybko przypominając, że będzie nadal premierem i zbyt szybko proponując pozostawienie gabinetu w dawnym składzie aż do końca polskiej prezydencji. Zdezorientowany prezydent Komorowski odpowiedział wprowadzeniem scen z innego przedstawienia: porannym śniadaniem z marszałkiem Schetyną i spotkaniami z szefami wszystkich sejmowych partii (zbędnymi w sytuacji pozostawania przy władzy partii, która dotychczas rządziła). Na co Tusk odpowiedział atakiem na Schetynę i wskazaniem Ewy Kopacz jako przyszłego marszałka Sejmu... Do tego doszły potknięcia związane ze stosunkiem do opozycji; mam na myśli zapowiedź kontroli wniosków o odszko-dowania, złożonych przez plantatorów papryki, i sprawę wygaszenia mandatów dwóch posłów, wybranych z list PiS-u, a będących prokuratorami w stanie spoczynku.
Niezręczności polityków najwyższego szczebla są przeważnie zamierzone i nie mają nic wspólnego z przekraczaniem przez nich kompetencji. Tusk miał prawo uznać, iż będzie nadal premierem (i wskazać kandydatkę na stanowisko marszałka Sejmu), a prezydent Komorowski miał prawo zjeść śniadanie ze Schetyną i wezwać do Pałacu szefów pięciu partii, które weszły do nowego parlamentu; podobnie nie jest niczym szczególnym sprawdzanie wniosków o odszkodowanie, ani nawet wygaszenie mandatów poselskich, powołujące się na odpowiedni artykuł konstytucji (inna sprawa, że sprzeczny z ustawą o prokuraturze). Rzecz tylko w tym, że z perspektywy widzów owe niezręczności nie tylko są widoczne, ale też zmieniają sens przedstawienia. Mieliśmy oglądać poważny dramat, opowiadający o kontynuacji władzy wzmacniającej państwo i przygotowującej je na czas kryzysu, a oglądamy od trzech tygodni chaotyczne sceny, odsłaniające walki wewnątrz rządzącej partii oraz małostkowe traktowanie ludzi kojarzonych z opozycją. Doprawdy: przydałaby się jakaś reżyserska interwencja.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.















