Niewiara w Miłość

Wanda wkrótce po rozwodzie pokazuje się w gronie znajomych z mężczyzną, którego przedstawia jako swojego narzeczonego. Nikt nie wyraża zdziwienia. Wręcz przeciwnie. Większość osób gratuluje i życzy im pomyślności na nowej drodze, a ci, którym się to nie podoba, milczą, bo boją się wyjść na fanatyków odmawiających komuś życiowego szczęścia.
Czyta się kilka minut

Tomasz kilka lat po tym, gdy opuściła go żona, ma ochotę zerwać kontakty z przyjaciółmi. Ma dość nieustannych pytań, czy już kogoś sobie znalazł, oraz prób swatania go z kolejnymi kobietami. Nie rozumie, dlaczego świadków jego ślubu dziwi miłość do niewiernej żony, dlaczego irytuje ich wierność przysiędze, którą złożył przed ołtarzem.

Powyższe relacje, usłyszane przeze mnie od bohaterów tych opowieści, zapewne wcale Cię nie zaskoczyły. Dawać do myślenia może jednak fakt, że chodzi tu o ludzi nie tylko wierzących, ale należących do grup formacyjnych i wspólnot katolickich. Nikt z tego grona nie pochwala głośno rozwodów i powtórnych związków, ale postawy i zachowania wskazują na ich faktyczną akceptację. Smutne, że zatwardziałość serc, którą Jezus zarzucał faryzeuszom, dotknęła Jego uczniów.

Nie zamierzam walczyć z wiatrakami i wzywać do krucjaty przeciwko rozwodom. Tym bardziej nie ośmielam się oskarżać tych, którzy ponieśli życiową klęskę i których małżeństwa się rozpadły. Jako duszpasterz patrzę na rozwiedzionych jak na ludzi potrzebujących życzliwości i współczucia, by przetrwać trudne chwile. Zbyt często byłem świadkiem nawarstwiania się nierozwiązywalnych problemów albo bezskutecznych wysiłków obojga małżonków próbujących ratować związek, by kogokolwiek osądzać. Przyznam, że czasem, gdy zagrożone było zdrowie, a nawet życie jednego z małżonków, sam doradzałem prawną separację. Doskonale rozumiem również tych, którzy po rozwodzie nie potrafią dochować wierności pierwszemu małżonkowi, unieść przez lata ciężaru samotności i wiążą się z kimś ponownie.

Jednak obserwacja tych pogmatwanych i trudnych losów doprowadziła mnie do przekonania, że zgoda na potencjalny rozwód w momencie składania przysięgi małżeńskiej jest nie tylko akceptacją prawnej procedury, ale wyznaniem niewiary w istnienie wiecznej Miłości, zaprzeczeniem, że "na początku stworzenia Bóg stworzył ich jako mężczyznę i kobietę", aby byli jednym ciałem. Nic dziwnego, że tam, gdzie słabnie wiara, wzrasta liczba rozwodów. Zgoda bowiem na rozdzielenie tego, co Bóg połączył w zamyśle stworzenia, czyni małżonków niezdolnymi do pełnej miłości, stawia ich od razu na przegranej pozycji, sprawia, że nie potrafią korzystać z tej mocy, która od Stwórcy pochodzi, a która pozwala ożywiać miłość, pogłębiać wierność, odświeżać uczciwość małżeńską.

W świecie naznaczonym grzechem nie uda się uchronić małżeństw przed rozpadem. Pomyśl jednak, że Twoja wiara w słowo Chrystusa tworzy atmosferę, w której rozgrywają się rodzinne dramaty. To wiara, a nie zapisy prawa, wpływa na to, czy ludzie angażują się w miłość i pragną o nią walczyć, czy też traktują małżeństwo jak kontrakt, a rozwód jak panaceum na jego bolączki.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 41/2006