Niespełnieni i spełnieni

Skromny tomik wierszy, jakich ukazują się setki. Przyszedł pocztą, jak to zwykle książki, o których wydawca chciałby ujrzeć bodaj notę informacyjną w piśmie. Wszystko tu nietypowe i właśnie dlatego nie umiem sobie z tym poradzić. To nie jest wydarzenie literackie skłaniające natychmiast do pisania recenzji. Ale też i nie pomyłka wydawnicza, jeszcze jedna w szeregu. Skrawek naszej historii, tej świeżej, w zasięgu ręki. Autor wierszy zginął sześćdziesiąt jeden lat temu, w drugim tygodniu Powstania Warszawskiego. Miał wtedy 21 lat. Przyjaciel, który przeżył, wydał je dopiero teraz, z krótkim biogramem. Chciałby ocalić pamięć jeszcze jednego spośród tych, którzy wtedy ginęli tysiącami, zamiast żyć dalej. Nawet nie bohatera powstania, ale po prostu kogoś, kto dopiero zaczynał znajdować sobie miejsce w życiu. Maturzysta tajnych kompletów na dwu kierunkach. Student dwu tajnych uniwersytetów, bo studiował i prawo, i socjologię. Zarabiający na życie korepetycjami, przygodnym handlem, sodalis marianus i ministrant do codziennej Mszy. Zakochany pierwszy raz w życiu, próbujący wypowiadać się rymami, w których bez trudu odnajduje się ślad lektur Wyspiańskiego i Słowackiego. W powstańczej Warszawie zdążył tylko pomagać w komitecie blokowym, dyżurować, nosić wodę do pożarów. "Zburzyli mi dom, więc siedzę w piwnicy. Nie mogę się do ciebie dostać" - pisze 8 sierpnia pocztą polową do swojej Marysi. Spróbuje przedostać się na drugą stronę Alei Jerozolimskich i wtedy dosięgnie go niemiecki pocisk. Zmarł w szpitalu powstańczym w gmachu PKO tego samego dnia. Rodzina odnalazła pochowane szczątki dopiero w końcu 1948 roku. Została zbiorowa mogiła na Powązkach, mała tabliczka i wiersze.
Czyta się kilka minut

Wydający je dziś profesor Edward Tryjarski dorzuca tu znaczący szczegół, nie opatrując go zresztą żadną datą. Jest to opinia... Jerzego Turowicza, wydana zapewne przy próbie wydrukowania utworów pośmiertnie w "Tygodniku". Opinia jest surowa i zniechęcająca: "Śp. Janusz Pachnik (...) nie był poetą. Jego młodzieńcze wiersze (...) nie posiadają żadnych wartości artystycznych i trudno je uważać za zapowiedź talentu".

Czy mój śp. Szef, wyjątkowy znawca, miał jednak rację? Czytam te wiersze dziś i myślę sobie, że gdyby było inaczej, gdyby, przeżywszy Powstanie, dwudziestoparoletni chłopak zjawił się w Krakowie i przyszedł z rękopisami do redakcji na Wiślną, taki sąd-wyrok, usłyszany, miałby pewnie skutek pozytywny. Zacząłby szukać innych form wypowiedzi, jeszcze intensywniej studiował, zdążyłby przemyśleć i ogarnąć kolejne dziedziny wiedzy i twórczości, dotarłby do swojej, niejednej zapewne, bo tak bogato zaczynał. Ale go nie ma. Gdy wybuchało powstanie, dopiero zaczynał życie dorosłe. Nic nie zdążyło się spełnić, nic dojrzeć. Takie to było żniwo przed czasem, jego i tysięcy innych jemu podobnych. Więc kiedy dziś czytam uparte próby sonetów religijnych, jego naiwną "Bajkę" dla dziewczyny, w której powtarza swoje "Marysieńko, Marysieńko" po prostu jak refren muzyczny, to nie umiem uzbroić się w krytycyzm nawet oparty na wierze w autorytet Szefa, tylko po prostu słyszę jednego z tych chłopców, których zabrała nam jakże niesprawiedliwie nasza tragiczna historia. Niespełnionych, niepożegnanych jak należy, niepoznanych nawet. Nie da się z tym pogodzić.

A czy nas w takim razie pocieszy może dzisiejsza generacja młodych? Właśnie jeden z nich, i to nie byle jaki, zaprezentował w "Dzienniku" postawę "młodej prawicy". Konrad Ciesiołkiewicz, rocznik 77, były rzecznik prasowy premiera Marcinkiewicza, wychowanek ZHR, nie ma wątpliwości, że to on i jego formacja jest przyszłością Polski. Gdybyż tylko wśród nazwisk swoich obiecujących kolegów nie wymieniał niemal samych etatowych pracowników władzy wykonawczej, polityków i dziennikarzy, i gdyby nie potrzebował koniecznie czarnego tła, na którym ich "oparte na patriotyzmie poczucie odpowiedzialności za Polskę" uwypukla się tak dobitnie. Czytam wybite przez redakcję zdanie: "W czasie, gdy pozbawiona wizji patriotyzmu młoda lewica spotyka się w willach swoich rodziców, by dyskutować o Marksie i Leninie, walce klas i roli antagonizmów w relacjach społecznych, młoda prawica pracuje dla Polski". Ale praca to nie tylko etaty rządowe i diety parlamentarzystów przecie? No i tak się składa, że w dniu ukazania się tego tekstu w "Dzienniku" (czwartek 2 maja) autor zaproszony został do studia telewizyjnego razem ze Sławomirem Sierakowskim, liderem młodej lewicy. A z rozmowy wynikło, że Sierakowski mieszka w bloku, a Ciesiołkiewicz w rodzinnym domu z masztem na flagę narodową na podwórzu. I symboliczne przeciwstawienie utraciło całą swoją ostrość...

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 20/2007