Nie da się, Księże Redaktorze

O ile to możliwe bez wyrzekania się siebie, bądź na dobrej stopie ze wszystkimi" - przypomina naczelny redaktor "Tygodnika" w poprzednim numerze, cytując "Dezyderatę" z Piwnicy pod Baranami. Okazja po temu wcale niewesoła, o czym ksiądz Adam pisze z godną podziwu łagodnością, a zaproszenie do mądrej rady "Dezyderaty" kieruje na pewno nie tylko (albo i nie tyle) pod adresem bohatera afery, ale nas wszystkich. I dlatego właśnie, nie bez skruchy, ale uczciwie, muszę odpowiedzieć: nie da się, Księże Redaktorze. Nie da się nie tylko tym razem.
Czyta się kilka minut

Tym razem, bo, uznając prawo każdego do własnej decyzji (na przykład odrzucenia wyróżnienia), choćby się ją poczuwało jako niesprawiedliwą, nie można nie zaprotestować przeciwko zadawaniu ran ludziom najniesłuszniej znieważanym po nazwisku, publicznie. Tym bardziej że ów atak na ludzi był tu jakby bezinteresownym "odegraniem się", ponad wszelką normę i miarę. Obrona niewinnego ważniejsza jest sto razy niż "dobra stopa ze wszystkimi" i dlatego przecież sam Ksiądz Redaktor za kilkorgiem naszych przyjaciół się ujął.

Trudno również przystać na atak, w którym stwierdzanie o bliźnim nieprawdy nazywane jest "opinią" i bronione w imię wolności słowa, a przypomnienie odpowiedzialności za słowo nazwane zostaje... wołaniem o cenzurę. I bardziej wtedy boli znalezienie wśród obrońców zniesławiania jednego bliskiego nazwiska niż paru tysięcy nieznanych, z godną podziwu sprawnością zgromadzonych w agresywnej wspólnocie gazetowego tytułu.

Jesteśmy od dawna społeczeństwem podzielonych i ten stan rzeczy ciągle się jeszcze zaostrza. Niestety pracują na to siły także z samej góry, spiesząc z oskarżeniami nawet i o zdradę, gdy tylko zdarzy się krytyka albo odmienna ocena skutków wydarzenia. Nie da się wtedy milczeć, bo milczenie też byłoby opowiadaniem się za kimś i przeciwko komuś. Sprawozdawca może starać się być neutralny, ale też do czasu: nie da się "neutralnie" relacjonować ataku terrorystów na Bombaj... Ale pismo nie jest agorą, na której może znaleźć się każdy. Jesteśmy raczej domem, w którym gospodarze są wiadomi aż do poglądów na wszystkie ważne sprawy włącznie. Tak przecież funkcjonuje jeden z najważniejszych w każdym numerze tekstów "Tygodnika": ten u góry drugiej strony, pióra Księdza Redaktora. Czytelnicy nad szpaltami pisma zawsze będą chcieli wiedzieć, co sądzi redakcja, a nie tylko jej goście. Kiedy się w tym zagubią, wszystko zacznie tracić sens.

Dobrze, że w cytacie z "Dezyderaty" jeszcze przed wizją "dobrej stopy ze wszystkimi" pada to najważniejsze zastrzeżenie: "jeśli to możliwe bez wyrzekania się siebie".

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 49/2008