Nauka o starości w XXI wieku: szczęśliwe życie do setki czy krach systemu emerytur? [Jeszcze inna przyszłość #5]

XXI wiek będzie w końcu epoką długiego życia... Nie, przecież bez młodych osób pracujących padnie system emerytalny i opieki zdrowotnej...Chyba że czeka nas jeszcze inna przyszłość? Zaprasza Łukasz Lamża.
Łukasz Lamża – „Jeszcze inna przyszłość”
Łukasz Lamża // Fot. Grażyna Makara

W swoim nowym cyklu Łukasz Lamża, dziennikarz naukowy „Tygodnika”, patrzy w przyszłość doby antropocenu trzeźwo, bez paniki i bez naiwności, na podstawie liczb, nauki i zdrowego rozsądku.

Kolejny odcinek cyklu, ciąg dalszy tematu starości w XXI wieku, już za dwa tygodnie, w sobotę 24 sierpnia!


WIELKIE WYZWANIA: ANTROPOCEN

Przyglądamy się największym wyzwaniom epoki człowieka oraz drodze, która zaprowadziła nas od afrykańskich sawann do globalnej wioski. Omawiamy badania naukowe i dyskusje nad interakcjami między człowiekiem i innymi elementami przyrody – zarówno tymi współczesnymi, jak i przeszłymi.


Pełna transkrypcja rozmowy

Poniższy tekst powstał w oparciu o transkrypcję maszynową, może zawierać usterki językowe.


Cześć i czołem, szanowni państwo, tu Łukasz Lamża i „Jeszcze inna przyszłość” w Podkaście Tygodnika Powszechnego. Jakiś czas temu podzieliłem się z wami swoimi przemyśleniami na temat tego, co mówią symulacje komputerowe o populacji naszego gatunku do roku 2100. I wyszło tam wiele rzeczy szalenie interesujących na temat wieku, na temat rosnącego stabilnie przeciętnego, średniego wieku Homo sapiens. Jest to dosyć stabilny trend. Natomiast nie miałem wtedy okazji, żeby pomówić o tym więcej. Postanowiłem więc zainteresować się tematem naszego starzenia się i starości i okazało się, że jest tu materiał nie na jeden, a nawet na dwa odcinki.
 
Zaczniemy dzisiaj od zupełnych podstaw, od samej tej tezy: „coraz więcej ludzi starszych”, co mam dokładnie na myśli, z czego to wynika i tak dalej. Część rzeczy będą to kwestie, które już poruszyłem przy okazji odcinka populacyjnego, ale dzisiaj w troszeczkę innym świetle. Natomiast fajnie, żebyśmy naświetlili te podstaw, czyli dlaczego uważamy, że tak w ogóle będzie. Tak naprawdę wynika to z dwóch prostych faktów o ludzkości. Jeden jest taki, że żyjemy coraz dłużej. Drugi jest taki, że mamy coraz mniej dzieci. I z tych dwóch prostych faktów wynika to – w zasadzie można by wręcz powiedzieć, że wynika matematycznie – że średni wiek mieszkańca naszej będzie rósł, będzie coraz więcej osób starszych.
 
Żeby była jasność, na przykład obecna dzietność: Ile dzieci średnio rodzi jedna kobieta? To jest 2,3 na naszym globie. No to jest mało, tak? To jest tuż powyżej progu reprodukcji. Łatwo można policzyć, że skoro połowa populacji świata to kobiety, w związku z czym tylko połowa może rodzić dzieci, w związku z czym jeżeli chcemy, żeby populacja się odtworzyła, no to każda kobieta powinna urodzić dwoje dzieci, no bo to średnio będzie jedna kobieta, jeden mężczyzna, no i prosta sprawa. Więc przez długie, długie lata – niektórzy odważni mówią już spokojnie o tysiącleciach – średnio była to mniej więcej piątka, szóstka dzieci dożywających wieku reprodukcyjnego, a więc populacja rosła. 
 
W XX wieku doszło do czegoś zupełnie niesamowitego, głównie ze względu na rozwój medycyny. Ludzie przestali umierać jak szaleni i ta populacja się utrzymywała, mieliśmy boom populacyjny – o tym wszystkim mówiłem w jednym z poprzednich odcinków. Krótko mówiąc, aktualnie jesteśmy na takim etapie, na którym przestają mieć tyle dzieci, ile zawsze mieli. I to spada, spada, spada do takich poziomów, przy których nie można sobie wyobrazić prawidłowego funkcjonowania populacji. W krajach takich jak Korea Południowa czy Japonia mamy już te poziomy zbliżone do jednego dziecka na kobietę albo i mniej, co w praktyce oznacza, że bez migracji tego typu społeczeństwo musi zdążać do zera. Krótko mówiąc, zamiast przeludnienia mamy powoli coraz większy problem z niedoludnieniem. 
 
Jeżeli chodzi o kwestię wieku, no to ma to dosyć proste przełożenie, bo rodzi się coraz mniej ludzi, ale oni żyją coraz dłużej, i to też wydaje się solidnie utrzymywać na całym świecie. Podobnie jak malejąca dzietność, tak samo i przewidywana długość życia absolutnie na całym świecie rośnie. To jest bardzo ważne, żeby to podkreślić. To są trendy, które występują absolutnie wszędzie: czy patrzymy na Amerykę Południową czy Północną, Afrykę Subsaharyjską, Azję Południowo-Wschodnią, te kraje, które dominują aktualnie we wzroście ludności świata, Indie, Chiny, ale też państwa Afryki, to się dzieje wszędzie. Kraje, kiedyś się mówiło Pierwszego Świata, później się mówiło nieco łagodniej: kraje wysoko rozwinięte, globalna Północ, jak wolicie. Te kraje są po prostu w awangardzie tego procesu, natomiast cały świat wydaje się dążyć w tym kierunku. 
 
Jakie są tego skutki? No właśnie, teraz możemy przyjrzeć się im nieco bliżej z punktu widzenia wieku. Proszę bardzo, bawimy się liczbami, od tego ten mój podkast zresztą w dużym stopniu jest. Odsetek ludzi powyżej 65. roku życia w populacji. Dane kilka przykładowych krajów. Japonia 30 procent, Włochy 24 procent, Finlandia 23 procent, Polska około 20 procent. No, proszę państwa, na świecie 10 procent. Tak, na świecie 10 procent. Czyli jeszcze raz: czym jest ta liczba? Taki odsetek ludzi jest w wieku 65+. Za chwilę pomówimy o emeryturze i całym tym problemie emerytalnym. Warto zauważyć, że na świecie ogólnie rzecz biorąc 65+ ten wiek emerytalny wynosi. Plus minus w tę czy tamtą, to jest taki standard międzynarodowy. Co to w praktyce oznacza? Gdzieś od 20 do 30 procent populacji niepracującej, i to rośnie.
 
Jak na razie 10 procent mieszkańców naszej planety jest w wieku 65+, natomiast to będzie zdążało do mniej więcej 25 procent. Symulacje Organizacji Narodów Zjednoczonych do 2100 roku mówią, że w 2100 już ten współczynnik dla globalnej populacji ma wynosić 25 procent, czyli ćwierć ludzi, dzisiaj byśmy powiedzieli starych. Tego słowa się coraz mniej używa, robi się z tego eufemizm. Osoby starsze, starsi, dorośli. Powiedzmy sobie dla uproszczenia: osoby stare. ONZ dzieli to jeszcze na kategorie: młodzi starsi, starsi starsi, to się oczywiście przesuwa. Wiek 70 lat nie oznacza dzisiaj tego samego, co kiedyś oznaczał, ale powiedzmy sobie dla uproszczenia. 
 
OK, w przyszłości, tak jak mówię, absolutnie wszędzie będzie tak to wyglądało. Indie na przykład, patrzę sobie w tym momencie na taką samą symulację wykonaną dla Indii. Wydawałoby się: społeczeństwo młode, rodzi się mnóstwo dzieci – no też coraz mniej i mniej, i mniej. W 2100 roku w Indiach tenże sam współczynnik ma wynieść około 30 procent. Jakie są tego skutki? Bo świat to nie same liczby. Cóż tego wszystkiego wynika? Brakuje ludzi w wieku do 65 lat, którzy wykonują kilka fundamentalnych funkcji w społeczeństwie, między innymi takie, że finansują to społeczeństwo, wytwarzają wartość dodaną, pracują. Oczywiście są to też osoby do pomagania tymże osobom starszym. Nie chodzi tylko o produkowanie, o wytwarzanie wartości dodanej, o utrzymywanie społeczeństwa od takiej czysto strony ekonomicznej. Chodzi także o to – i to już dzisiaj w wielu miejscach na świecie zaczyna się robić poważnym problemem – że brakuje ludzi do tego, aby osobom starszym pomagać. O tej kwestii mikrospołecznej, o sytuacji rodzinnej, więzi społecznych i więzi społecznych, o tym pomówimy sobie w drugim podkaście z tego minicyklu „starość”. Natomiast tutaj może troszeczkę o tej kwestii finansowej. 
 
Jest taki ładny parametr – czy ładny, on jest ładny ekonomicznie, ale on wcale nie jest sympatyczny: stosunek osób pracujących do niepracujących. Jeśli mamy pewną piramidę wiekową i jeśli powyżej pewnego wieku się nie pracuje, będzie to prowadziło do pewnego stosunku ludzi pracujących do niepracujących. Więc upraszczając, w Polsce aktualnie, ciekawe czy byście zgadli, jaki procent Polaków aktualnie pracuje. Bardzo rzadko się mówi o tym parametrze, dlatego że powszechnie stosowane jest coś, co się nazywa „bezrobocie”. Współczynnik bezrobocia. On w Polsce aktualnie wynosi około 5 procent, co mogłoby wywołać na kimś mylne wrażenie, że 95 procent Polaków pracuje. Tymczasem mamy oczywiście również i noworodków, i mamy też osoby do 16-18 roku życia. Potem się zaczynają osoby, które są w wieku produkcyjnym, czyli mogłyby pracować, a nie pracują. I tutaj mamy współczynnik bezrobocia. Natomiast później mamy już wiek poprodukcyjny. 
 
Biorąc to wszystko pod uwagę, więcej niż 5 procent osób w Polsce nie pracuje. Ciekawe, czy byście zgadli. Podpowiadam: niecała połowa Polaków pracuje. 45-46 procent, to się mierzy na różne sposoby. Są pewne minikontrowersje na ten temat, ale wygląda na to, że nieco mniej niż połowa Polaków aktualnie pracuje. Z tych, którzy nie pracują, znowu około połowa to emeryci. Mniej więcej jedna czwarta Polaków to emeryci. Polska nie jest krajem o bardzo starym społeczeństwie, dosyć starym, jeśli się będziemy oczywiście porównywać z krajami Afryki Subsaharyjskiej, z Malezją na przykład, albo z krajami Ameryki Łacińskiej. Natomiast mimo wszystko jest to społeczeństwo starzejące się i 25 procent emerytów to jest rzecz problematyczna.
 
Wróćmy do samej koncepcji emerytury. To jest ciekawa rzecz. Koncepcja nie jest nowa, ale nie jest też bardzo stara.
Gdyby poszukać, to mamy ślady koncepcji emerytury. Oczywiście można sięgać do starożytnego Rzymu, gdzie legioniści po iluś tam latach przechodzili w stan spoczynku i otrzymywali z tego tytułu wynagrodzenie.
Mamy różne tego typu rzeczy. Natomiast powszechny system emerytalny to jest rzecz stosunkowo młoda. Po raz pierwszy opisano to, w takim sensie, w jakim to funkcjonuje dzisiaj, w 1881 roku, kiedy to niejaki Otto von Bismarck dokładnie właśnie to zaproponował, aby w Niemczech zorganizować powszechny system emerytalny. Czyli powyżej pewnego wieku nie pracuje się, jest przejście w stan spoczynku obowiązkowe i państwo wypłaca takim osobom pewne wynagrodzenie. Czyli, krótko mówiąc, system emerytalny. 1881 rok.
 
Znowu zagadka. Jeżeli macie ochotę, możecie sobie zapauzować i zabawić się w zgadywanki. Jaki zaproponował wówczas Bismarck wiek emerytalny? No, pauza, jeśli chcecie. A ja mówię: 70 lat. Przyznam się, że byłem zaskoczony, byłem mocno zaskoczony. Niedługo później ten wiek obniżono do 65. roku życia, natomiast w 1881 roku wprowadzono powszechny system emerytalny z wyższym wiekiem emerytalnym, niż jest aktualnie w państwie polskim i wielu innych krajach. Rzecz niezwykła, rzecz niewiarygodna. Dlaczego? Dlatego, że wówczas zupełnie inaczej wyglądała piramida demograficzna tego kraju. Poszukałem, posprawdzałem. Nie jest to łatwo wyznaczyć, natomiast były już spisy powszechne wykonywane na terenie państwa niemieckiego. Są różnego rodzaju oszacowania i wydaje się, że wówczas między 1 i 2 procent populacji tego kraju było w wieku emerytalnym. Czyli to, co zaproponował von Bismarck, dotyczyło mniej więcej jednej osoby na 50, jednej osoby na 100. 1 do 2 procent osób było w wieku 70+ wówczas. No, patrzcie. A teraz w Polsce 20 kilka procent, czyli ponad 10 razy więcej. 
 
Pojawia się oczywiście pytanie, co w związku z tym?
 
Mamy rozważania zupełnie łagodne. One i tak budzą kontrowersje, natomiast rzeczy typu podnoszenie wieku emerytalnego, oczywiście kwestia zrównania wieku emerytalnego pomiędzy mężczyznami i kobietami, coś, co występuje już w większości krajów europejskich, na przykład w bardzo wielu krajach na świecie jest ten już wiek zrównany. Naturalnie, gdyby został podniesiony w Polsce do poziomu męskiego, to mielibyśmy nieco mniej emerytów, bo ubyłoby emerytek. Dużo osób uważa, że byłoby to zresztą sprawiedliwe, dlaczego te lata mają być różne? Temat na inną okazję. Tak czy inaczej, mamy różnego rodzaju niewielkie korekty. Później możemy oczywiście przechodzić do coraz poważniejszych korekt. Pojawia się też pytanie, czy sam ten pomysł nie okazał się przypadkiem pomysłem przestarzałym. 
 
Jest taka bardzo fajna książeczka „The Future of Ageing”, czyli „Przyszłość starzenia się”. Bardzo fajna rzecz, to jest zbiór tekstów napisanych przez ekspertów w dziedzinie gerontologii, ekonomii, tam są psycholodzy, psychoterapeuci, bardzo ciekawa rzecz. Jest w tej książeczce jeden z kilku leitmotivów, które mnie zafascynowały, mianowicie ta idea, że emerytura w pewnym sensie jest pomysłem przestarzałym, a przynajmniej w obecnym sensie. Dlaczego? Jeden z argumentów jest taki, przytacza go Catherine Collinson z Aegon Center for Longevity and Retirement. Ona pisze tak: jeżeli chodzi o pracę, to ona oczywiście może być demonizowana jako pewnego rodzaju obciążenie dla człowieka. My chcemy tego człowieka z tego obciążenia zwolnić, ale praca tak naprawdę to jest inna nazwa na bycie aktywnym. Aktywność przez całe życie nagle już brzmi zupełnie inaczej. Wszyscy niby wiemy, że jest bardzo istotne dla człowieka, aby był aktywny przez całe życie. Aktywność jest istotna dla zdrowia psychicznego, dla zdrowia fizycznego.
 
W związku z czym idea emerytury wywodzi się z czasów, kiedy ludzie mieli dużo cięższą pracę niż obecnie. I to zwolnienie człowieka w wieku 70 lat w czasach Bismarcka z tej przysłowiowej pracy w hucie to jest coś zupełnie innego niż coś, o czym moglibyśmy dzisiaj pomyśleć. Ludzie już nie pracują po prostu na średnio tak ciężko, jak pracowali kiedyś. Więc tam się pojawia kilka różnych pomysłów na to, w jaki sposób można by zrezygnować z aktualnego modelu emerytury, tak aby doprowadzić do pozytywnego rezultatu, aby nie wylać dziecka z kąpielą.
 
Ja bym wspomniał o dwóch rzeczach. Jedna to jest kwestia nowych zawodów. To jest dosyć interesujące. Ona nie porusza dokładnie tego tematu, nie podaje żadnych konkretnych szlaków, którymi moglibyśmy podążać, natomiast pomyślałem, że rzucę to jako temat. Ja sam nie wymyśliłem, szczerze mówiąc, nic. Rzucam to jako interesujące pytanie: czy istnieją jakieś zawody, które byłby specyficzne dla osób, w wieku, który dzisiaj nazywamy wiekiem emerytalnym. Myślę, że to jest interesujący pomysł na to, aby wymyślić nowe formuły zatrudnienia.
 
Natomiast dużo bardziej interesujący jest pomysł elastycznego wieku emerytalnego. I to się składa z dwóch komponentów. Jeden to jest dosłownie elastyczny wiek emerytalny, czyli rezygnacja z idei tego, że w jednym określonym wieku wszyscy przechodzą na emeryturę. Oczywiście tu by można wchodzić w detale, po części tak jest, mamy oczywiście wcześniejszą emeryturę, mamy możliwość pracowania jeszcze po osiągnięciu wieku emerytalnego. Mamy całe duże zjawisko ludzi pracujących, mimo że są na emeryturze, a więc w pewnym sensie tak jest. Drugim komponentem tego jest sformalizowana idea tranzycji emerytalnej, czyli stopniowego przechodzenia w stan spoczynku. Taki rozciągnięty nawet na 20, 30 lat etap zmniejszającego się obciążenia zawodowego. Dostosowanego do indywidualnej ścieżki zdrowotnej, do potrzeb, do możliwości itd. Sformalizowanego. Bardzo interesujący pomysł.
 
Collinson zwraca uwagę na bardzo istotną rzecz, taką mianowicie, że dzisiaj emerytura jest coraz dłuższa. Znowu powrócę do Bismarcka, ten 70-latek przychodzący na emeryturę w 1881 roku mógł liczyć na mniej więcej 5, maksymalnie 10 lat życia. To naprawdę był akt łaski niejako. Tymczasem dzisiaj osoby przechodzące w Polsce na emeryturę, no tutaj jest bardzo silna zależność od płci. Ogólnie rzecz biorąc, osoby dzisiaj na świecie przechodzące na emeryturę mogą liczyć spokojnie na 20, w niektórych krajach nawet 25-30 lat życia na emeryturze. W związku z czym można myśleć o czymś takim jak proces opadającej aktywności zawodowej, opisanej, zalegalizowanej, sformalizowanej. 
 
OK, wracając do idei „Jeszcze innej przyszłości”: wspomnieliśmy o tej przyszłości, w której mamy, miliony, docelowo miliardy, bo mówimy o globalnej populacji, miliardy ludzi na emeryturze, którzy nie pracują, natomiast zużywają zasoby społeczne, potrzebują pieniędzy, potrzebują opieki. Być może można by wyjść z tego problemu w jeszcze inny sposób, mianowicie wprowadzając na przykład coś takiego, jak stopniowe przejście w stan spoczynku, którego przebieg jest indywidualny i da się to zorganizować w skali społecznej.
 
Druga rzecz, druga teza. Ludzie żyją dłużej, wspomniałem we wstępie: długie, szczęśliwe życie. Niektórzy mówią szczęśliwe, w zdrowiu. No, nie jest to aż tak do końca oczywiste. Globalne statystyki zdrowotności są takie, że ludzie żyją coraz zdrowiej. To jest znowu cała duża, skomplikowana rzecz, jak się liczy choroby, jak poważne problemy zdrowotne się klasyfikuje jako choroby. Za chwilę do tego zresztą wrócimy, natomiast tak czy inaczej w pierwszym przybliżeniu tak by na to wyglądało. 
 
To jest pierwsze zgrubne przybliżenie wynikające głównie z tego, że ludzie przez całe setki i setki lat byli dosyć chorzy. Ludzie umierali względnie młodo, w skali globalnej chorowali na bardzo poważne choroby zakaźne, na które już coraz mniej, w mniejszym stopniu chorują. Więc jeżeli się takie zgrubne, planetarne przybliżenie zrobi, to tak, rzeczywiście, Homo sapiens jest coraz zdrowszy. Natomiast jeżeli już się chcemy pochylić nad końcowym etapem życia, to wcale nie jest do końca takie oczywiste, że te końcowe lata życia są w zdrowiu. I pojawia się takie niebezpieczeństwo, niektórzy mówią, że już się ono spełnia, że ludzie żyją coraz dłużej, ale nie zwiększa się znacząco okres życia w zdrowiu. Pojawiają się tutaj dodatkowe niejako parametry, czyli przewidywana długość życia, ale później mamy pytanie: na przykład przewidywana długość życia w zdrowiu. Albo przewidywana długość życia w aktywności. I tutaj wcale nie jest to takie złote. 
 
Istnieje więc tak model, w którym ludzie, jak niektórzy twierdzą, będą regularnie już dożywać setki, będą żyli 100 lat, 105, 110. Są już takie przewidywania, że osoby urodzone w XXI wieku w krajach europejskich, na przykład, już ich mniej więcej połowa dożyje setki, biorąc pod uwagę przyszły rozwój medycyny jeszcze. Czyli na przykład moje dzieci urodzone w okolicach 2010 roku, są takie statystyki mówiące, że jest fifty-fifty, że dożyją setki, natomiast, czy ostatnie 20 lat życia moich dzieci, czy będzie to życie w zdrowiu, życie w aktywności? Tego tak naprawdę nikt nie jest już do końca pewien. 
 
W związku z czym pojawia się problem znowu z tejże samej książeczki „The Future of Aging”. Bardzo fajny artykuł, Ken Dychtwald. Pięć, on to nazywa course corrections, czyli korekty kursu. Wyobrażamy sobie, że sterujemy statkiem i musimy dokonać korekty kursu po to, aby przyszłość starzenia się była jaśniejsza. On tak to nazywa. I drugi punkt tej listy pięciu rzeczy brzmi tak: „align our health spans with our life spans”. Co po przetłumaczeniu na polski byłoby tym, co powiedziałem wcześniej, czyli dopasujmy do siebie przewidywaną długość życia z przewidywaną długością życia w zdrowiu. Health span to by była długość życia, czas życia w zdrowiu.
 
No właśnie i to jest to, czyli na pewno nie da się zrobić tak, nikt nie ma takich planów, żebyśmy mieli całe życie w zdrowiu i tylko takie życie, choć istnieje jeden bardzo kontrowersyjny pomysł dokładnie na to, o którym powiem w następnej części podkastu. Myślę, że nikt się na mnie nie pogniewa, jeśli spalę, na czym polega ten kontrowersyjny pomysł. Podsumuję go jednym słowem: „eutanazja”. Ale poza tego typu propozycjami w zasadzie wszystkim się wydaje, że nie unikniemy tego, że końcówka życia nie jest w zdrowiu. I kiedy przyglądamy się różnego rodzaju innym statystykom, statystykom zdrowotnym, to one mogą brzmieć niepokojąco. Na przykład bardzo znacząco rośnie liczba chorych na alzheimera. Z rzeczy bardziej niewinnych, taka ciekawa statystyka wręcz można by powiedzieć, do 2050 roku ma być na świecie prawie dwa razy więcej osób z wadami wzroku, w tym poważnymi wadami wzroku. Powiedziałbym, że to rzecz lżejsza tematycznie niż alzheimer, można by pomyśleć, no tam zarządzamy tym już dzisiaj, jakieś okulary, operacje i tak dalej, ale biorąc pod uwagę globalny koszt tego wszystkiego, jednak koszt też indywidualny dla jednostek, nie wszędzie dostęp do optyków, okulistów jest taki sam, no jest to jeden z licznych problemów, które się pojawiają, gdy ludzie żyją coraz dłużej.
 
Zresztą rosnąca liczba przypadków alzheimera to jest bardzo prosta konsekwencja tego, że ludzie żyją coraz dłużej. Można na to spojrzeć na dowolnym wykresie pokazującym liczbę ludzi z alzheimerem w funkcji tego, jaka jest przewidywana długość życia w danym kraju, i to jest jakby oczywiste. To jest po prostu choroba ludzi starszych. 
 
I co z tym? Tu się pojawia taki problem z gatunku, nie wiem, czy wolno mi wręcz powiedzieć filozoficznych, problem psychologiczny być może. W każdym razie, jaka przyczyna śmierci jest dla nas akceptowalna? Zadam może w ten sposób pytanie. Może powiem, z jakiego punktu widzenia osobiście wychodzę. Jestem dosyć sceptyczny, kiedy słyszę różnego rodzaju komunikaty rozpoczynające się od słów „coraz więcej osób umiera na...” albo „coraz więcej osób choruje na...”. Jestem sceptyczny, dlatego że ja się automatycznie od razu zastanawiam, z czego to wynika i czy to z konieczności oznacza, że coś jest nie tak. 
 
Ostatnio na przykład doniesienie podpisane przez grupę polskich kardiologów i tam mamy taki apel: coraz więcej osób umiera na skutek choroby wieńcowej, niewydolności krążenia czy też z powodu udaru mózgu. Tam też pada słowo „epidemia”, że mamy epidemię chorób układu krążenia i tak dalej, i tak dalej. Oczywiście może to oznaczać na przykład problemy diagnostyczne, niewłaściwe wybory życiowe, może to oznaczać, ale nie musi. Dlatego że, no cóż, jeśli przyglądamy się już czemuś takiemu, jak całościowy ogląd stanu zdrowia społeczeństwa, jak śmiertelność, po prostu patrzymy na statystyki. Oni się tam do tego odwołują. Ile osób w danym roku umarło z powodu choroby X. Łącznie wszystkie te przypadki zsumują się do 100 procent. Czyli mamy śmiertelność, ileś tam osób umarło w danym roku, no i to jest nasze 100 procent. Co oznacza w praktyce, że to, że więcej osób umarło z jakiejś przyczyny, mniej osób umarło na jakąś inną przyczynę i na odwrót. Tak mówiąc aforystycznie, obniżenie śmiertelności na chorobę X musi spowodować wzrost śmiertelności na chorobę Y. Mówiąc jeszcze bardziej aforystycznie: każda osoba ocalona od chorób układu krążenia, to jeden więcej pacjent z nowotworem. 
 
Są dwie główne przyczyny śmierci w Polsce i w większości krajów, będę używał tego słowa, rozwiniętych: to są choroby układu krążenia i nowotwory. Jest tutaj znowu taka subtelność, że ciężkie do określenia, niepewne przyczyny śmierci często się dopycha do chorób układu krążenia. Mamy zatrzymanie krążenia, to jest taki sposób kodowy, którym lekarze określają czasami, za przeproszeniem, no po prostu umarł. Tak czy inaczej, nawet jeśli weźmie się to pod uwagę, to mamy dwie główne przyczyny śmierci, sumujące się bodajże do 70 procent wszystkich przyadków śmierci w Polsce. I jeśli ograniczymy się, powiedzmy, do osób 65+, to nam jeszcze wzrośnie, nawet 80 procent, dlatego, że spadają nam wypadki komunikacyjne i samobójstwa, więc mamy gdzieś 4 osoby na 5, które umrą na skutek chorób układu krążenia i nowotworów. 
 
Jeśli więc polscy kardiolodzy niepokoją się, że – tam chodziło o ten odsetek, żeby była jasność, że coraz większy procent osób umiera na skutek chorób układu krążenia – to jeżeli chcemy to obniżyć, po prostu więcej osób dożyje choroby nowotworowej albo jakiejkolwiek innej choroby, która je spotka, bo wszyscy ostatecznie na coś umrą.
 
I w ten taki może niejako mroczny sposób chciałbym wprowadzić coś, co wydaje mi się, że jest godne tego, żeby się nad tym zastanowić. Znowu bardziej w charakterze postawienia pytania niż zaproponowania jakiejś odpowiedzi. Myślę, że dobrze by było się zastanowić nad tym, w jaki sposób my, ludzie, którzy będziemy żyli w tym starzejącym się społeczeństwie, mamy podchodzić do naszego coraz to dłuższego życia. Czego mamy oczekiwać? Czego się mamy spodziewać? Bo nie powinniśmy się oczywiście spodziewać tego, że będziemy żyć wiecznie. Tym tematem być może się kiedyś zajmę w kategoriach lżejszego tematu, tematu transhumanizmu, tematu życia wiecznego, supertechnologii, odkładam to na bok, bo to jest bardziej ciekawostkowe niż rzeczywiste.
 
No cóż, na coś umrzeć trzeba. Zadam jeszcze raz to pytanie: co byśmy chcieli? Jaka by była idealna sytuacja? Czy rzeczywiście zdążamy docelowo do idealnej proporcji? Czy życzymy sobie, żeby to było, jeżeli nie chcemy, żeby 30-40 procent umierało na skutek chorób układu grożenia, to czego sobie konkretnie życzymy, żeby to było 10 procent? No to na co te 30 procent osób ma umrzeć, żeby było OK? I tak dalej, i tak dalej. Jest to interesujące, wydaje mi się, pytanie. Z medycznego punktu widzenia nie da się tego uniknąć. 
 
Drugie pytanie, które się przy tej okazji pojawia, to jest pytanie, co to znaczy właściwie „zdrowie”? Wspomniałem o tym przed chwilą, że nie jest do końca jasne, że ludzie są coraz zdrowsi, dlatego że można to rozmontowywać na coraz to bardziej szczegółowe przypadki medyczne, coraz to liczniejsze jednostki diagnostyczne. Zdarzyło mi się kiedyś popełnić na ten temat dłuższy tekst, został opublikowany w książce „Trudno powiedzieć”, Wydawnictwo Czarne. I tam pojawia się długi, długi rozdział poświęcony pojęciu choroby. Jak dzisiaj konceptualizuje się pojęcie choroby. Jest tam mowa o tak zwanej medykalizacji, a także o ciemnej stronie tego zjawiska, czyli overmedicalization, przemedykalizowaniu, nadmedykalizacji. Czyli w uproszczeniu coraz to intensywniejszemu używaniu pojęć medycznych w sytuacji, kiedy mówimy po prostu o zjawiskach życiowych.
 
Podam prosty przykład: łysienie. Przy okazji on bardzo dobrze wiąże się z tym, o czym mówimy dzisiaj, czyli o starości. Tak, jest normalne, że ludzie łysieją, zwłaszcza mężczyźni, mamy to dosyć dobrze opisane, jest to związane z hormonami płciowymi. Jedni oczywiście w mniejszym, inni w większym stopniu łysieją, natomiast jednym ze sposobów, na jaki człowiek może się starzeć, i to powiedziałbym bardzo odważnie: zdrowo się starzeć, jest łysienie. 
 
Mamy też ewidentnie patologiczne formy łysienia, mamy chorobowe, mamy łysienie towarzyszące innym schorzeniom, ale istnieje też coś takiego jak zdrowe łysienie, które nie jest niepokojące, jeśli się je zbada, nie wiąże się z bliznowaceniem na przykład, nie będę teraz wchodził w całą medycynę procesu łysienia. Jeżeli kogoś to interesuje, to akurat o łysieniu troszkę w tej książce napisałem. W czym rzecz? Łysienie można przedstawić jako chorobę. I firmy farmaceutyczne bardzo intensywnie lobbują przedstawianie łysienia jako choroby, przedstawiają „leki” na łysienie, a jeżeli jest na coś lek, to pewnie jest chorobą, w związku z czym można by argumentować, że – teraz tych liczb
nie pamiętam, ale strzelam – 10, 15, może 30 procent mężczyzn po 80. roku życia jest chorych na łysienie.
 
Mamy kwestię zaburzeń seksualnych. Coś, co jeśli spotka mężczyznę w wieku 20, 30, 40 lat, zostanie zaklasyfikowane jako zaburzenia seksualne, niezdolność do stosunku seksualnego. No i jeśli to spotyka mężczyznę
80-letniego, to można, niektórzy mówią wprost, powinno się to traktować jako normalne zjawisko biologiczne. Tymczasem oczywiście trochę od naszego systemu wartości, a trochę od tego, jak bardzo zgodzimy się na to,
co robią sprzedawcy leków, możemy też to potraktować jako chorobę.
 
I dlatego mówię o tym, że jest dosyć interesujące to pytanie, czy zgodzimy się na to, może inaczej, jak powinien wyglądać 80-, 90-latek, jak powinna wyglądać 80-, 90-latka. Co to znaczy, że jest zdrowa? Czy powinniśmy oczekiwać, że ma pełną ruchliwość stawów? A jeżeli nie, to co, będziemy leczyć z tego? Czy powinniśmy oczekiwać, że będzie miała taka osoba pełną zdolność poznawczą? Nie mówię już o łysieniu. Gładka skóra i tak dalej, i tak dalej, i tak dalej.
 
Więc czeka nas, właściwie już zdecydowanie jest na to czas – z każdym kolejnym rokiem, z każdą kolejną dekadą będzie to coraz większy problem – porządne przepracowanie pytania, co to właściwie znaczy zdrowie, czego my oczekujemy? To jest oczywiście problem psychologiczny, to jest wręcz problem filozoficzny, dlatego że wiąże się z naszymi oczekiwaniami od naszego własnego życia, od tego, czego możemy racjonalnie się spodziewać po otaczającym nas świecie i po naszych własnych ciałach, po naszych własnych umysłach, czego powinniśmy oczekiwać od opieki zdrowotnej, od lekarzy. Czy rzeczywiście 80-, 90-, 100-latkowie mają prawo oczekiwać od nauki, medycyny, technologii i otaczających ich ludzi, że będą utrzymywani w takim samym stanie zdrowia, szeroko rozumianego, przez 20, 30, 40 lat życia po, powiedzmy sobie, 60. roku życia. Szalenie interesujące pytania.
 
I znowu, dlaczego o tym wspominam? Dlatego, że to jest kwestia przyszłości. Jaka będzie ta przyszłość? Bo przy aktualnych definicjach zdrowia i przy tendencjach, jakie występują w dziedzinie medycyny, wygląda na to, że coraz więcej ludzi będzie uważało, że wymagają opieki medycznej. Że trzeba im pomóc, że lekarze powinni im pomóc, że medycyna i technologia powinny im pomóc, dlatego że ich stan odbiega od ich wyidealizowanego stanu.
 
To, czy tak będzie, czy tak nie będzie, i w związku z tym, jak duże będzie tak naprawdę to obciążenie dla opieki medycznej, zależy już wcale nie od rozwoju medycyny i nauki, tylko od rozwoju naszego zbiorowego czy indywidualnego systemu wartości, tego jak widzimy siebie, jakie mamy oczekiwania wobec siebie i świata. Jak rozumiemy pojęcie zdrowia. Hmm, tak to mniej więcej wygląda.
 
Tyle na dzisiaj. Dzięki, że byliście ze mną. W przyszłym – nie do końca mam jeszcze rozpisany plan następnego podkastu na temat starości – zdecydowanie pogadamy troszkę o medycynie długowieczności. Pojawi się tam znowu ten temat oczekiwań naszych. Dzisiaj go tylko wspomniałem tak naprawdę. Później się pojawi pytanie: OK, żyć długo, długo i coraz dłużej, ale po co? Takie ciekawe pytania, i na końcu temat zakończenia życia z własnej woli i na swoich własnych warunkach, temat samobójstwa i eutanazji, który może się okazać jednym z dużych zjawisk społecznych XXI wieku.
 
Ja tymczasem żegnam się z wami, dziękuję wam serdecznie, dziękuję Podkastowi Tygodnika Powszechnego za przyjęcie mnie tutaj, i do usłyszenia przy najbliższej okazji.

 

 

Projekt dofinansowany ze środków budżetu państwa, przyznanych przez Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego w ramach Programu „Społeczna Odpowiedzialność Nauki II”.

Słuchaj naszych podcastów:

Jeśli lubisz nasze podcasty, wspieraj nas na Patronite »

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”