W XXI wieku czeka nas długie, szczęśliwe życie: maszyny będą wykonywać za nas pracę, medycyna zapewni nam piękne, zdrowe ciała, a świat wypełni się wesołymi emerytami. Ale z drugiej strony przecież upada instytucja rodziny i więzi międzyludzkie, więc może czeka nas długie, ale samotne i smutne życie? Zaprasza Łukasz Lamża.
W tym odcinku swojego podkastu „Jeszcze inna przyszłość” Łukasz Lamża siada nad jakże prościutkim pytaniem: Co nadaje sens życiu? Okazuje się, że gdy spytać o to tysiące ludzi z całego świata, odpowiedzi szybko zbiegają się do kilku prostych odpowiedzi, a numerem jeden niemal zawsze jest rodzina. Zobaczmy więc, jakie są perspektywy dla rodziny w XXI wieku i czy da się odpowiedzieć na pytanie, jakie właściwie będzie życie tych wszystkich 90- i 100-latków, których miliony z każdym rokiem coraz silniej zaludniają świat...
W swoim nowym cyklu Łukasz Lamża, dziennikarz naukowy „Tygodnika”, patrzy w przyszłość doby antropocenu trzeźwo, bez paniki i bez naiwności, na podstawie liczb, nauki i zdrowego rozsądku.
Poprzednie odcinki poświęcone starości w przyszłości:

Przyglądamy się największym wyzwaniom epoki człowieka oraz drodze, która zaprowadziła nas od afrykańskich sawann do globalnej wioski. Omawiamy badania naukowe i dyskusje nad interakcjami między człowiekiem i innymi elementami przyrody – zarówno tymi współczesnymi, jak i przeszłymi.
Montaż i muzyka: Michał Woźniak
Pełna transkrypcja rozmowy
Poniższy tekst powstał w oparciu o transkrypcję maszynową, może zawierać usterki językowe.
Cześć i czołem, szanowni państwo, tu Łukasz Lamża i „Jeszcze inna przyszłość” w Podkaście Tygodnika Powszechnego.
Kolejna część z wydłużającej nam się niebywale podserii na temat starości. Zrobiła się z tego ogólniejsza podseria na temat życia. Co tak naprawdę wywołało ten temat? Jedna ciekawa uwaga, na którą natrafiłem w książeczce „The Future of Aging”. Wspominałem już o niej. Fajna rzecz. Facet, który nazywa się Ken Dychtwald, zaproponował tam pięć course corrections, czyli korekt kursu, po to, aby przyszłość starzenia się była jaśniejsza. I numer jeden – coś, co on zidentyfikował, no, jeden z licznych cytowanych tam ekspertów od starzenia się, gerontologii, ogólnie aging studies – brzmi „nadajmy sens starości”. Mówiąc jeszcze inaczej: „What we need is a compelling vision for those additional years”. „To, czego nam trzeba, to przekonująca wizja na te dodatkowe lata”. Bo wszyscy wydają się zgadzać, że w XXI wieku przeciętnego człowieka czekają dodatkowe lata.
Przypomnę może: aktualna średnia długość życia to 71 lat. Dla przeciętnego Homo sapiens. Nie mówimy tu o krajach tak zwanych wysoko rozwiniętych, mówimy o średniej dla całego świata. Już są państwa, gdzie ten wynik jest powyżej 80. W Polsce aktualna przewidywana długość życia: 76 lat, dla obecnie rodzących się osób. Powyżej 80 to nie jest już rzecz niebywała. Docelowo pod koniec XXI wieku mówimy już o dziewięćdziesiątce, setce. Więcej statystyk tego typu w poprzednim podkaście z tego minicyklu. A tymczasem co? No, poważniejsze pytanie. Co z tymi dodatkowymi latami? Cytat znowuż, Ken Dychtwald: „Chociaż nauki medyczne w coraz większym stopniu przedłużają nasze życie, to przywódcy polityczni, religijni i społeczni muszą jeszcze przedstawić nam, jeszcze nie przedstawili nam przekonującej wizji na te dodatkowe lata. Obecnie 65 milionów osób na emeryturze [tu mowa o Stanach Zjednoczonych – ŁL] emeryturze spędza średnio 49 godzin tygodniowo oglądając telewizję”. Koniec cytatu. W ten sposób wprowadzony jest temat „nadajmy sens starości”. Co jest oczywiście ogólniejszą formą znacznie trudniejszego pytania „nadajmy sens życiu”.
Więc nie bójmy się, słuchajcie, nie bójmy się tego ciężkiego tematu. Ja jestem filozofem, wolno mi... w tym temacie zaufać, jest to legalne. Natomiast dzisiaj jestem filozofem, który prowadzi podkast oparty na liczbach i badaniach. Taką sobie wymyśliłem formułę i tego się będę trzymał. A jak podchodzi się do tematu sensu życia? Patrzy się, co na ten temat wybadano. Istnieją oczywiście rozmaite analizy psychologiczne, cóż też oznacza ta fraza „sens życia”. Natomiast mnie szczerze mówiąc najbardziej przekonują wszystkie tego typu badania, gdzie po prostu chodzi się, za przeproszeniem, po ludziach i pyta się ich: co daje sens twojemu życiu, co daje ci szczęście?
Nie skupiamy się na frazie „sens życia”, której ja osobiście jako filozof, przyznam się szczerze, nie lubię. Jest ona moim zdaniem mętna. Można zadać dużo konkretnych pytań. Na przykład w 2021 roku Pew Research Center, czyli jedna z najsłynniejszych na świecie agencji badania opinii społecznej, wykonało badanie w 17 krajach rozwiniętych. Za chwilę lista z udziałem łącznie 19 tysięcy osób. I został zadany szereg pytań. Były pytania otwarte, były pytania zamknięte. Wokół pytania „co daje sens twojemu życiu”. Było to formułowane na różne sposoby, ale tak można by najkrócej powiedzieć, o co ci ludzie byli pytani. Co nadaje sens twojemu życiu? Co sprawia, że jesteś bądź nie jesteś szczęśliwy?
Australia, Nowa Zelandia, Szwecja, Francja, Grecja, Niemcy, Kanada, Singapur, Włochy, Holandia, Belgia, Japonia, Wielka Brytania, Stany Zjednoczone, Hiszpania, Korea Południowa, Tajwan. Na liście nie było Polski, ale za chwileczkę wprowadzimy i ten aspekt Polski. Krótko mówiąc, można by wprowadzić to badanie tak. Jak się zastanawiamy, co ludzie w krajach, w których jest zapewnione pewne minimum egzystencjalne, w większości ludzi, no bo tak po prostu już jest w tych krajach, co dla tych wszystkich ludzi jest najważniejsze? Ciekawe, czy byście na to wpadli. Jeżeli macie ochotę, zapauzujcie sobie, zróbcie rachunek sumienia i zastanówcie się.
Było coś takiego, co w 14 na 17 krajów zostało wymienione jako numer 1, jako wartość numer 1 w 14 krajach. W tych pozostałych trzech też się na liście pojawiło, choć nieco niżej, ale w pierwszej piątce zawsze. No, może zgadniecie. Podpowiem też, że tak samo odpowiadają zresztą Polacy. Uwaga, werble, najważniejsza rzecz w życiu to rodzina. Rodzina, proszę państwa. Zdecydowanie w 14 krajach na 17 numer 1.Przejeżdżam sobie teraz przez taką listę tych wszystkich wartości w podziale na poszczególne kraje. No tak, zdecydowanie numer 1.
Druga rzecz wymieniona najczęściej: zawód, praca. Za chwilę powiem, jak to rozumieli ankietowani. Dobrostan materialny numer 3, później przyjaciele i społeczność, później zdrowie. No i potem inne, inne rzeczy. Co ciekawe, przyznam się, że zaskoczyło mnie to, choć w sumie patrząc na listę krajów nie jest to aż tak zaskakujące, że religia wylądowała bardzo, bardzo nisko na tej liście. Ogólnie spośród 19 tysięcy ankietowanych na miejscu pierwszym wymieniło to 2 procent osób. Tylko, cóż my tu mamy? Nie, przepraszam, 2 procent osób w ogóle wymieniło to, gdy zadano otwarte pytanie, co nadaje sens twojemu życiu. Tylko 2 procent ankietowanych wymieniło religię, gdy pozwolono ludziom się na ten temat swobodnie wypowiadać.
No więc tak, krótki komentarz do tych wartości, żebyśmy wiedzieli, jak to mniej więcej wygląda w tym badaniu. Rodzina, no nie trzeba tego komentować, niektórzy wymieniali tam precyzyjnie troszeczkę, tak? Żona, mąż, dzieci, wnuki. To jest prosta sprawa, niektórzy doprecyzowali: czas spędzony z bliskimi i tak dalej, i tak dalej. No to jest dosyć oczywiste, myślę.
Druga rzecz, ten zawód, praca. Tutaj w tych cytatach, które są przytaczane w badaniu, tak naprawdę chodziło o coś chyba troszkę innego niż po prostu posiadanie pracy ze względów ekonomicznych. W praktyce chodzi tu o sens, jaki daje praca. Na przykład nauczyciel mówiący o tym, że sens życia daje mu to, że pomaga dzieciom. Że uczy dzieci, że je wychowuje. Albo specjalista od cyberbezpieczeństwa, konkretny przykład z tego badania, który mówi, że szczęście, przyjemność w życiu daje mu to, że to, co robi, jest ważne, że jest ciekawe, że jest interesujące. Ludzie wymieniali coś takiego, że praca pobudza ich intelektualnie. Albo że lubią pracować, ponieważ lubią spotykać swoich kolegów, koleżanki z pracy. Czyli praca, zawód, zajęcie jakieś, w tym sensie: coś, czym mogę się zająć. Coś co, no właśnie, nadaje sens mojemu życiu. Nie chodziło tu po prostu o pieniądze.
Na trzecim miejscu mamy coś, co oni tu nazywają po prostu material well-being. Co można by przetłumaczyć na polski jako dobrostan majątkowy, dobrobyt. Tymczasem znów, gdy wczytać się w te wypowiedzi najczęściej podawane, to raczej chodzi tutaj o podstawy, zupełne, czyli ludzie wymieniali rzeczy takie jak jedzenie na stole, dach nad głową. Przyzwoity przychód, który pozwala mi utrzymać rodzinę. Brak długów, tak? No i oczywiście później były wymieniane rzeczy typu: wystarczająco dużo pieniędzy na hobby, na spędzanie czasu wolnego na taki sposób, na jaki mam ochotę, czyli na te, powiedzmy sobie, luksusy, nazwijmy to tak. Natomiast ogólnie rzecz biorąc, gdy ludzie wymieniają dobrostan majątkowy, w praktyce chodzi o to, żeby mieć co do garnka włożyć, dach nad głową, spokój, bezpieczeństwo, brak długów.
Zdrowie, następne psychiczne i umysłowe i tak dalej, i tak dalej. Przyjaciele i wspólnota na bardzo podobnym poziomie. Krótko mówiąc, nie jest to aż tak skomplikowana lista, prawda?
Przeklikowuję w tym momencie, a jeśli słyszycie kliknięcia, to tylko dowód, że nie kłamię, na badanie polskie, CBOS, szanowni państwo, czyli Centrum Badania Opinii Społecznej. Komunikat nr 41 z roku 2017. „Sens życia – wczoraj i dziś”. Aktualne badanie wówczas cytowane, bo te wyniki nie zmieniają się za szybko. No bardzo podobne, bardzo podobne, słuchajcie. Trzy najczęściej wymienione wartości. Znowu, podobne, otwarte pytanie. Co jest najważniejsze w twoim życiu? Co stanowi sens twojego życia? Rodzina, 54 procent wymienia to jako najważniejszą wartość w swoim życiu. Następne mamy zdrowie, 38 procent. Później, 9 procent, praca, dobra materialne – 6 procent.
Cóż my tu mamy? No, następne wartości dotyczące życia społecznego. Spokój, porządek, sprawiedliwość, przyjaźń. Później mamy wartości egzystencjalne. Pogoda ducha, coś, żeby po sobie zostawić, godne życie – 7 procent. Później dopiero na siódmym miejscu wartości religijne, wiara w Boga, zbawienie, 5 procent w 2017 roku.
Ale znowu wracając, to rodzina, słuchajcie. Dobro rodziny, dobra, harmonijna rodzina, czas spędzony z bliskimi, numer 1. Okej, przemówiły statystyki. Tak ludzie na świecie wydają się wyobrażać życie posiadające sens. No i właśnie, i czy są jakieś perspektywy na XXI wiek, które mogą nam rzucić światło na to pytanie, czy więcej, czy mniej ludzi w XXI wieku będzie żyło szczęśliwie, będzie czuło ten sens życia, będzie czuło, że jest po co spędzać te kolejne dziesięciolecia: 60, 70, 80, 90. Ciężkie pytanie, prawda?
Temat pracy pojawił się dwa odcinki tego podkastu temu. Wspomniałem tam o koncepcji modyfikacji systemu emerytalnego. Wyszło od ekonomii. Jeśli ktoś z was tego nie słuchał, to zachęcam, bo to jest ciekawy temat. System emerytalny musi upaść, on nie ma sensu zupełnie. Jest demograficznie wykluczone, żeby działał. Dopóki nie dojdzie do jakichś przedziwnych wydarzeń z udziałem robotów i pieniądza, które wywrócą do góry nogami rzeczy takie jak praca, wartość dodana i ekonomia. Jeśli do tego nie dojdzie, to musi upaść system emerytalny, a już na pewno wiek emerytalny, który obecnie znamy. I pojawia się taka koncepcja przedłużonej pracy. Nie ma jeszcze systemu emerytalnego na świecie, który by rzeczywiście konsekwentnie w ten sposób funkcjonował.
Natomiast są już idee, cytowałem tam źródła, zresztą między innymi z tej książeczki, o której przed chwilą mówiłem, „The Future of Aging”, systemu, w którym od pewnego wieku istnieją prawne uregulowania obniżającego się stabilnie poziomu zatrudnienia. Na przykład poprzez liczbę godzin tygodniowo, które należy wypracować, ale to teoretycznie nigdy nie osiąga zero, dopóki nie ma ważnych powodów, aby do tego doszło. I jest to odpowiedź na problemy z systemem emerytalnym.
Natomiast w dzisiejszym odcinku zwróćmy uwagę na konsekwencje ludzkie tego typu procesu. Wiecie, my o pracy możemy myśleć oczywiście jako o ciężarze, ale interesujące jest to, że dla tak wielu ludzi na świecie praca jest źródłem sensu ich życia. I znowu przypominam, tu nie chodziło o zarabianie pieniędzy. To nie chodzi o to, że ludzie mówią, że praca jest sensem ich życia, dlatego że dzięki niej mogą godnie żyć, ale to, co jest wymieniane w tych badaniach ankietowych, to jest to, że to jest forma aktywności. Sprawia, że ludzie czują się potrzebni, daje wykonywanie tej pracy radość, poczucie, że coś będzie ze mnie, coś po mnie zostanie, te wychowane dzieci, spotykanie ludzi. Krótko mówiąc, można na pracę patrzeć jak na obciążenie, ale można też na nią spojrzeć jako na błogosławieństwo.
W Pałacu Młodzieży w Katowicach, który jest budynkiem przepojonym na wskroś symboliką socjalistyczną, tam mamy te wszystkie piękne płaskorzeźby ludzi z młotami, kuźnia, wiecie, talentów, to jest tego typu instytucja. Tam jest taki mural, ewidentnie wykonany ładnych kilkadziesiąt lat temu, ale jeszcze się trzyma. „Praca jest podstawowym warunkiem życia”. Tak to tam wyrazili architekci i designerzy Pałacu Młodzieży w Katowicach. No tak, wydaje się, że ludzie naprawdę są szczęśliwsi, gdy mogą pracować, gdy mogą się na coś przydać.
A więc tutaj dodaję to jako takie pierwsze „być może”. Kto wie, być może udałoby się w jakiś sposób załatwić dwie rzeczy za jednym zamachem. Sprawić, że stosunek ludzi pracujących do niepracujących będzie zdrowszy. Być może nawet, słuchajcie, bądźmy optymistami, być może udałoby się to nawet zorganizować w ten sposób, że byłoby to zdrowe, że system emerytalny nie musiałby wcale upaść.
Zauważmy też, że ludzie są coraz zdrowsi, wspomniałem o tym w tym pierwszym filmie, wiek emerytalny na poziomie 65-70 lat został wymyślony w czasach, gdy wieku tego dożywały 2-3 procent ludzi. Było to rzadką rzeczą, ludzie w tym wieku wcale nie byli zdrowi. Dzisiaj 65-latkowie to jest coś zupełnie innego niż 65-latkowie w czasie, kiedy ten wiek został przez Niemców wymyślony. A więc może rzeczywiście to nie jest wcale takie szalone, żeby ludzie mając 65, 75, 85 lat, dalej pracowali. Zresztą, no umówmy się, przecież to się dzieje. To, że taki jest wiek emerytalny w Polsce. wcale nie oznacza, że ludzie, którzy są w wieku emerytalnym, wcale nie pracują. Ludzie z własnej woli pracują i chcą pracować. Pytanie, czy zostanie to w jakiś sposób sformalizowane.
O wielu rzeczach można by mówić, natomiast spróbujmy się zmierzyć z tym wielkim problemem więzi rodzinnych. One rzeczywiście słabną. Powiedzmy sobie może tak: zacznijmy od takiej statystyki prostodemograficznej, bo to jest dużo prostsze, to jest bardziej obiektywne.
Czytam w tym momencie badanie Diego Alvarez Gutierrez „Projections of Human Kinship for All Countries”, czyli „Przewidywania pokrewieństwa ludzkiego dla wszystkich krajów”. To jest bardzo interesujący pomysł na badanie. Autorzy tego badania zrobili rzecz zasadniczo prostą, ale pięknie ją rozwinęli. Posłużyli się mianowicie zupełnie normalnymi przewidywaniami demograficznymi, czymś, z czym mamy już do czynienia od trzech odcinków tego podkastu, czyli bierzemy człowieka i śledzimy go rok po roku. Ja sam kiedyś wykonywałem dla zabawy tego typu symulacje. Można na podstawie statystyk w bardzo prosty sposób ją wykonać. Czyli istnieje pewne prawdopodobieństwo, mamy 19 lat, potem mamy 20 lat, 21, 22, 23. Śledzimy takiego hipotetycznego człowieka.
Możemy powiedzieć kilka rzeczy o tym, co się prawdopodobnie wydarzy w następnym roku życia tej osoby. Na przykład jest pewne prawdopodobieństwo, że ta osoba umrze. Jest pewne prawdopodobieństwo, że będzie miała dziecko. I tak naprawdę nas interesują w tym momencie te dwie rzeczy. Więc wyobrażamy sobie na przykład tysiąc osób. Zaczynamy od tysiąca osób rodzących się w 2000 roku i śledzimy tych tysiąc osób przez sto lat, odnotowując za każdym razem, czy te osoby jeszcze żyją i czy mają dzieci.
Możemy też na to nałożyć, i oni to zrobili, prawdopodobieństwo wejścia w związek małżeński, utrzymywania się tej rodziny i tak dalej, i tak dalej. Rekonstruujemy więc nie tylko życie tej osoby, ale także powstające po drodze rodziny. I później te dzieci śledzimy, czy one żyją, czy nie żyją. Wykonujemy tego typu symulacje. I śledzimy rok po roku, rok po roku, a właściwie miesiąc po miesiącu, miesiąc po miesiącu grupę ludzi reprezentatywnych z danymi demograficznymi, zmieniającymi się też w czasie. I co nam powstaje? Powstaje nam takie przewidywanie, jak będą wyglądały rodziny ludzkie na przestrzeni najbliższych stu lat. Tutaj zostało to doprowadzone do roku 2095. Naprawdę interesująca rzecz. I wiele rzeczy można powiedzieć.
Natomiast taką najprostszą zmienną, którą oni śledzili, jest liczba żyjących krewnych w 65. roku życia. To jest po prostu liczba. Można ją oszacować na różne sposoby względem danych historycznych i można ją w tego typu symulacjach oszacować. Jak tutaj są definiowani krewni? Krewni są tutaj definiowani w bardzo prosty sposób. To są wstępni i zstępni w linii prostej, plus jeden skok w bok, a więc już tłumaczę.
Wstępni i zstępni oznacza to wnuków, dzieci, rodziców, dziadków, pradziadków i tak dalej. Prawnuki i tak dalej. Czyli wszyscy, tak? Bezpośrednia moja linia genetyczna, że tak powiem. I później robimy skok w bok do rodzeństwa. Następnie do rodzeństwa moich rodziców i jeszcze robimy drugi skok w bok i ich dzieci, czyli moich kuzynów. Krótko mówiąc, krewni w ramach tego badania to są prawnuki, wnuki, dzieci, rodzice, dziadkowie, pradziadkowie, prapradziadkowie i tak dalej, bracia, siostry, rodzeństwo moich rodziców, tak? Wujkowie, ciotki, stryjowie, stryjenki, jeśli chcemy być precyzyjni, i ich dzieci, czyli kuzyni, zależnie od nazewnictwa, tak? Brat cioteczny, brat stryjeczny, siostra cioteczna, siostra stryjeczna. Rozumiemy zasadę. Okej.
Ciekawe, czy byście zgadli, ile średnio żyjących krewnych, tak zdefiniowanych, w 65. roku życia ma dzisiaj, powiedzmy sobie, przeciętna Europejka? Tam się skupili na kobietach, ale to na jedno wychodzi, tak naprawdę. No, ciekawe. Możecie sobie zapauzować. Bardzo jestem ciekaw, może, słuchajcie, jeżeli akurat mówię do osób, które mają 65 lat, czy chciałoby się wam poświęcić chwilę, i zanim podam tę liczbę, wykonać taką kalkulację dla siebie samego. Liczymy żyjące osoby, należące do wspomnianych przed chwilą kategorii. Za chwilę podam tę liczbę, więc jeżeli macie ochotę, no to pauza.
Koniec pauzy, podaję: średnio w Europie 25. 25 żyjących osób. Europa, ogólnie rzecz biorąc, jest, no, małe rodziny są w Europie, więc ten parametr jest niewielki. Oni pokazują też takie statystyki dla całego świata. W praktyce w 1950 roku ta liczba wynosiła średnio 40, a w 2095 roku świat średnio dołączy do poziomu obecnej Europy i będzie to wynosiło 25. W niektórych krajach kilkanaście, tylko kilkanaście osób średnio. Dlaczego tak jest? W zasadzie tak naprawdę z jednego prostego powodu, a mianowicie: ludzie mają coraz mniej dzieci. To jest bardzo prosta matematyka, ale tutaj przeliczona w interesujący sposób. Krótko mówiąc, wydawałoby się, że tego typu analiza potwierdza to, o czym mówiłem wcześniej we wstępie, że owszem, czeka nas coraz dłuższe życie, ale tych ludzi będzie coraz mniej wokół nas. To jest duża różnica, dwa razy mniej w przeciągu stu lat ,mniej więcej, tak?
Wynik tego badania jest taki, no okej, tych krewnych będzie coraz mniej i mniej, i mniej. Dodajmy do tego drugą, również pesymistyczną statystykę dotyczącą rozwodów. Dlaczego? Tutaj byli analizowani tylko krewni. Tymczasem mąż, żona nie są krewnymi. Pies nie gadzina, zięć nie rodzina, jak mówi klasyka przysłów polskich, to nie są krewni.
Więc w zasadzie teoretycznie osoba w związku małżeńskim ma jeszcze drugą rodzinę tej samej wielkości. Owszem, powiedzmy sobie, mój kuzyn jest mi bliższy niż kuzyn mojej żony. Średnio, statystycznie najeżdża, ale jest to druga rodzina tak naprawdę. Z punktu widzenia pokrewieństw w ścisłym sensie, czyli więzów krwi.
No i tutaj też mamy niedobrze, tak? Rozwodów jest po prostu dużo i coraz więcej. Kraje rozwijające się prześcigają się we współczynnikach rozwodów. Podobno to wyhamowało troszkę, natomiast patrzę w tym momencie na statystyki. Jaki procent małżeństw kończy się w danym kraju rozwodami? Są na świecie miejsca, gdzie to jest zbliżone do zera. I komentatorzy mówią, że to wcale też nie jest taka znowu wesoła statystyka, bo najczęściej wynika to z bardzo twardych ograniczeń kulturowych i religijnych na zjawisko rozwodu. Nie będę w to wchodził głęboko, bo to, że tak powiem, statystyki nie pozwalają o tym wszystkim dobrze mówić, a ja chciałem dzisiaj mówić na statystykach, ale no nie wszystkie małżeństwa powinny istnieć nieograniczenie długo. Ten współczynnik rozwodów na pewnym poziomie można by wręcz uznać za zjawisko zdrowe. Chociaż wiem, że jest to kontrowersyjny temat kulturowy.
Tak czy inaczej, są kraje, gdzie jest to zbliżone do 0 procent i tam niekoniecznie w tych krajach ludzie są w tych rodzinach najszczęśliwsi. Natomiast z drugiej strony mamy też, no muszę przyznać, że ja byłem poważnie zaskoczony. Słuchajcie, Hiszpania, Portugalia, nie zgadlibyście chyba. Znalazłem dane i to jest poważne źródło, Eurostat plus OECD plus Bank Światowy, wspólnie wykonany raport, 86 procent małżeństw w Hiszpanii kończy się rozwodem, w Portugalii 92 procent.
Przyznam się wam bez bicia, że nie wszedłem głębiej w te statystyki i w wytłumaczenia tego. USA 45 procent, Polska 36 procent. No dużo, więcej niż myślałem. Interesujące. Przyznam się, że chyba siądę kiedyś bliżej nad tymi danymi i zobaczę w jaki sposób to zostało dokładnie oszacowane. No bo umówmy się. Małżeństwa również trwają aktualnie i oni prawdopodobnie jakoś oszacowują prawdopodobieństwo rozwodu w małżeństwie. Biorąc pod uwagę trendy historyczne, no jest interesujące w jaki sposób ten parametr dokładnie został wyznaczony. W każdym razie jest wysoki i zasadniczo na świecie wraz z dołączeniem krajów do grupy krajów wysoko rozwiniętych on rośnie. To jest standardowe zjawisko. Po prostu wolność rodzi rozwody. Tak to najprościej można by wyrazić.
Więc te dwie rzeczy, o których przed chwilą wspomniałem, łącznie ze sobą przeanalizowane wydają się prowadzić do wniosku, że tych ludzi z rodziny, z kręgu rodziny będzie coraz mniej w naszym otoczeniu. I to w bardzo prosty sposób budzi wątpliwości odnośnie tego od czego zaczęliśmy, czyli pytania o to, po co żyć długo, o sens życia
Zestawmy za sobą może już wprost te dwa fakty. Większość ludzi na świecie uznaje rodzinę za najważniejszą rzecz w życiu, najsilniejszy czynnik sensotwórczy. Dodajmy jeszcze króciutko, że rodzina jest zdrowa. Ludzie, którzy mają rodziny, są zdrowsi. Ludzie, którzy mają żonę, męża są zdrowsi. Żyją dłużej, mają mniej chorób serca. Trafiłem na badania nawet, w których wykazywano, że żona, mąż obniżają prawdopodobieństwo chorób nowotworowych. Nie tylko przez... Śpieszę wyjaśniać, nie tylko przez ten efekt, że osoby chore... że choroba wywołuje mniejsze prawdopodobieństwo posiadania męża, żony. Na przykład ludzie bardzo ciężko chorzy raczej nie nawiązują nowych związków małżeńskich. To też statystyki pokazują. Nie, tu chodzi... Po odfiltrowaniu nawet tego efektu wydaje się, że posiadanie rodziny ma pewien efekt prozdrowotny. No więc mamy to, tak? Jest to wymieniane jawnie jako czynnik sensotwórczy. I jest to zdrowe.
Natomiast z drugiej strony wygląda na to, że rodziny będą coraz mniejsze. Coraz mniej osób będzie miało w swoim otoczeniu członków swojej rodziny. Nie brzmi to dobrze. No i teraz, w jaki sposób można by to wszystko spróbować podsumować? Jest kilka ewentualności, które mogą te trendy odwrócić. Zacznijmy jeszcze raz od tego, od czego zacząłem, bo to wydaje się być dosyć istotne dla krajobrazu XXI wieku wyłaniającego się z badań. Praca, aktywność. To jest interesujące. Wiecie... Więzy rodzinne sławną i można to pokazać paluchem na danych. Natomiast praca – to trochę trudniej pokazać na danych, ale łatwo to sobie wyobrazić. Praca nabiera większego znaczenia. Być może jest po prostu luka w życiu ludzkim, której nie da się mieć pustej. W każdym razie mogłoby być tak – Teoretycznie, teraz zaczynam już filozofować – że funkcję, którą ludzie z kręgu rodzinnego pełnili w życiu ludzkim, przejmą ludzie nienależący do grupy krewnych czy tam spowinowaconych, tylko po prostu przyjaciele, ludzie z pracy. Ludzie, których poznaliśmy. Możliwe. Więc jest to ewentualność numer jeden.
Wspomniałem o tym, że praca trwająca całe życie, aktywność trwająca całe życie może mieć wiele dobroczynnych efektów. Być może to jest jedno z wyjść z tej sytuacji. Być może ludzie z kręgu zawodowego wypełnią przynajmniej częściowo tę lukę. Będziemy mieli mniej żyjących krewnych, ale więcej znajomych z pracy. Jako 80-latkowie. Kto wie. Duży, duży temat. Czy to jest wykonalne? Psychologowie prawdopodobnie mieliby na ten temat wiele do powiedzenia, ale ja psychologiem nie jestem.
Druga możliwość to jest oczywiście odwrót demograficzny. Czyli to, że te wszystkie smutne przewidywania się nie spełnią. Powiem króciutko, nie wydaje mi się, żeby do tego mogło dojść. Perspektywy na to są słabe. To znaczy system wartości, który utrzymuje aktualnie niską dzietność, trzyma się mocno, trzyma się świetnie. Mało jest we współczesnej demografii i w dużych badaniach społecznych i w symulacjach cywilizacyjnych, mało jest trendów tak oczywistych, jak ten, że ludzie chcą mieć coraz mniej dzieci i naprawdę mają coraz mniej dzieci. A więc ten trend, powiedziałbym ostrożnie, naprawdę, naprawdę jest solidny.
Inna rzecz, ciekawa, ja bym to nazwał ewentualnością numer 3. Tylko zasygnalizuję ten temat, bo nie natrafiłem na żadną analizę, która to robi porządnie, a ja nie chcę tu robić rzeczy nieporządnie, więc tylko zasygnalizuję pewien bardzo ciekawy temat. Mianowicie ewentualność pojawienia się silniejszych więzi międzyludzkich, stanowiących protezę dla rodziny, na poziomie mikrostruktur społecznych, społeczności lokalnych. Mowa o czymś takim, jak najzwyczajniejsze w świecie sąsiedztwo.
Polska jest ciekawym przykładem kraju, w którym chyba wszyscy możemy z tym sympatyzować. Polska w ciągu ostatnich stu lat została przebudowana. Mówię teraz o urbanistyce, o planowaniu miejskim, o tym, jak ludzie mieszkają w bardzo nieszczęśliwy sposób. Blokowisko jako struktura miejska nie za bardzo sprzyja relacjom międzyludzkim. Blokowisko nie jest dobrym miejscem do życia. I co się dzieje? Następuje odwrót.
Mówiłem o tym w jednym z podkastów z tej serii, kiedy to mówiłem o przyszłości miast. I tam troszeczkę mówiliśmy sobie o czymś takim, jak deurbanizacja, jak odludnianie się centrów miast, jak zwiększanie się przyjazności miast dla ludzi, jak zamykanie się miast dla ruchu samochodowego. Króciutko pojawił tam się ten temat zieleni miejskiej, pojawianie się przestrzeni dla ludzi, jak przenoszenie się ludzi do przedmieść, jak zmiana czegoś takiego, jak przeciętny sposób mieszkania przeciętnego człowieka. W przenośni mamy to pojęcie bycia więźniem czwartego piętra, tak? Ludzie, którzy mieszkają na swoim trzecim, piątym piętrze, mają te 80 lat i są tam zamknięci, nie wychodzą, nie nawiązują kontaktów. Bardzo trudny, skomplikowany temat. Więc jedną z ewentualności, czymś, co może wpłynąć na ten temat, więzi międzyludzkich w XXI wieku, jako jeden z takich czynników, zostawiam go tylko do przemyślenia. Zmiany w tym, jak ludzie mieszkają, gdzie żyją, jak są zbudowane miasta.
Może, kto wie? Może się okazać, gdybyśmy mieli podsumować sobie te trzy rzeczy, o których przed chwilą powiedziałem, to wyłania się taka ewentualność. Czyli rodziny owszem słabsze, 80, 90-stulatkowie, mają mniej krewnych, mniej spowinowaconych, rzadsze są przypadki posiadania bliskich krewnych, ale ludzie mają w swoim otoczeniu mimo wszystko więcej ludzi, z którymi mieszkają w pobliżu i z którymi pracują. Kto wie? To jest wszystko wróżenie z fusów oczywiście, natomiast warto o tych czynnikach, choćby na poziomie jakościowym, wspomnieć.
No i na koniec zostawiłem sobie rzecz, której zdecydowanie poświęcę osobny odcinek tego podkastu, bo ona jest po prostu szalenie ciekawa. Sygnalizuję to już od dwóch podkastów, ale teraz to już chyba naprawdę nie mam, jak przed tym tematem uciekać i temu tematowi poświęcony będzie cały następny odcinek. Nazwę to tak: XXI wiek, czyli Złota Era Samobójstw, bo to jest, wierzcie lub nie, zjawisko, które może bardzo dużo przekręcić w XXI wieku.
Temat kontrowersyjny, jak diabli, pod pojęciem samobójstwa rozumiemy samobójstwo plus eutanazję, ja w tym momencie w każdym razie. Jest to ciekawy temat. Nie muszę chyba wyjaśniać, jak wiele wątków nam to ze sobą łączy. Wątek szczęścia, zadowolenia z życia, wątek demograficzny przeciętnej długości życia, długości życia długości życia w zdrowiu, u-hu-hu-hu-hu. Kto wie, to może być, że tak powiem bardzo nieładnie, game changer XXI wieku. Ale jak już mówić o życiu i śmierci, to do końca. Natomiast to jest na tyle złożony temat, że na spokojnie w przyszłym odcinku tego podkastu.
A póki co dziękuję wam serdecznie za to, że byliście ze mną w odcinku kolejny podkastu „Jeszcze inna przyszłość”. Ja nazywam się Łukasz Lamża i dziękuję wam za wspólnie spędzony czas. Był to podkast Tygodnika Powszechnego. Jeśli wam się podoba, to być może zechcecie wesprzeć na przykład na Patronite.
Może podzielicie się wiedzą o tym podkaście albo w ogóle o podkastach Tygodnika Powszechnego ze swoimi znajomymi, krewnymi Królika, bliższymi i dalszymi znajomymi z placu, podwórka, sklepu. Kto wie? Może jeszcze jakimś cudem nie słyszeli o Podkaście Tygodnika Powszechnego. Kłaniam wam się nisko.

Projekt dofinansowany ze środków budżetu państwa, przyznanych przez Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego w ramach Programu „Społeczna Odpowiedzialność Nauki II”.
Słuchaj naszych podcastów:
- Podkast Tygodnika Powszechnego — YouTube | Spotify | Apple Podcasts
- Strona świata — Jagielski Story — Spotify | Apple Podcasts
- Szkoła uczuć — Spotify | Apple Podcasts | RSS
- Tygodnik Powszechny: Kultura — Spotify | Apple Podcasts
- Tygodnik Powszechny: Nauka— Spotify | Apple Podcasts
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

















