PRZEMYSŁAW WILCZYŃSKI: Związek Nauczycielstwa Polskiego domagał się od stycznia 2025 r. piętnastoprocentowych podwyżek, ministra edukacji Barbara Nowacka zapowiadała dziesięć procent, rząd dał pięć.
Magdalena Kaszulanis: To nie jest podwyżka, ale waloryzacja, i to być może tylko częściowa. Pięć procent ma mniej więcej wynieść przyszłoroczna inflacja, ale może się też okazać wyższa, tak jak prognozują niektórzy ekonomiści. Nie muszę dodawać, że te pięć procent to zdecydowanie poniżej naszych oczekiwań.
Są też inne oczekiwania, których nowy rząd dotąd nie spełnił.
Jest ich nawet ponad trzydzieści, wymieńmy najważniejsze. Po pierwsze, uregulowanie wypłat za godziny ponadwymiarowe – tu co samorząd, to inne zasady. Po drugie, kwestia zarobków za szkolne wycieczki – w tej chwili nauczyciel wyjeżdżając traci, otrzymując niższe wynagrodzenie, pomimo że wykonuje znacznie bardziej odpowiedzialną, trwającą 24 godziny na dobę pracę. Po trzecie wreszcie, emerytury nauczycielskie – od września wchodzą nowe zasady tzw. Czarnkowych świadczeń. Nabycie do nich prawa oznacza jednak, że nauczyciel nie może iść na urlop dla podratowania zdrowia. To krzywdzące.
Wróćmy jeszcze do zarobków. Jakie są losy obywatelskiego projektu ustawy mającej powiązać nauczycielskie pensje ze średnią krajową?
To dobre pytanie. Zamierzamy je zadać Krystynie Szumilas, szefowej sejmowej komisji edukacji. Obawiam się jednak, że część odpowiedzi brzmi: w Sejmie nadal działa słynna zamrażarka. Ten projekt miał pierwsze czytanie w styczniu, zyskał poparcie wszystkich klubów, ale od tamtego czasu nic się nie dzieje. Tymczasem projekt byłby odpowiedzią na podstawowy problem – braki kadrowe. Tylko mechanizm automatycznej waloryzacji dałby kandydatom do zawodu pewność, że za kilka lat albo dekad ich pensja nie straci na wartości.
Jaka jest teraz skala wakatów?
Rozmawiamy tuż przed 1 września, brakuje 16,5 tys. nauczycieli, a więc tylko o tysiąc mniej niż rok temu, za ministra Czarnka. Nawet jeśli tegoroczne podwyżki zahamowały falę odejść z zawodu, to na pewno nie wystarczą, by zachęcić nowych kandydatów. A średnia wieku polskiego nauczyciela dochodzi do 50 lat. Zresztą to zahamowanie odejść jest częściowo pokłosiem takich zabiegów jak ściąganie do pracy emerytowanych pedagogów czy „pożyczanie” sobie przez szkoły nauczycieli na zastępstwa.
Z jakimi nastrojami nauczyciele wchodzą w nowy rok szkolny?
Z poczuciem rozczarowania. I to nie tylko z powodu płac. Rząd podjął dobrą co do zasady decyzję, by objąć obowiązkiem szkolnym tysiące nowych ukraińskich dzieci, tyle że ciężar radzenia sobie z tą nową sytuacją został przerzucony na samorządy i nauczycieli. MEN mówi co prawda o możliwości zatrudnienia dodatkowych asystentów międzykulturowych, którzy mają m.in. ułatwić komunikację uczniów z nauczycielami, ale pieniądze na zatrudnienie tych asystentów mają być dopiero we wrześniu. Obawiam się, że we wrześniu usłyszymy, iż samorządy mają puste kasy. Obym się jednak myliła.

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















