Natalia de Barbaro: Daj sobie wolność

NATALIA DE BARBARO, psycholożka: Jeżeli nasze życie toczy się w celi zbudowanej z osądów – co muszę, co mi wolno, a czego nie – to mogę sobie siedzieć na połoninie i patrzeć na Bukowe Berdo, ale nadal będę w więzieniu.

12.03.2023

Czyta się kilka minut

 / AGATA SZYMANOWICZ / WYDAWNICTWO AGORA
/ AGATA SZYMANOWICZ / WYDAWNICTWO AGORA

KATARZYNA KUBISIOWSKA: Kim są Marysia i Agnieszka, którym zadedykowałaś „Przędzę”?

NATALIA DE BARBARO: To moje ukochane babcie. Marysia to mama mamy, Agnieszka, którą nazywaliśmy Bajaszka, to mama taty. Obie już nie żyją. Ogromnie dużo im zawdzięczam.

Co mamie mamy?

Jej czułe gesty, to, w jaki sposób przysuwała krzesła, bym nie spadła z wąskiego tapczanu. Taki ostatni moment dnia, który mówi: „jesteś bezpieczna”. Pamiętam, jak szklanką odciska kształt ciasta na pierogi. Mama opowiedziała mi, że babcia Marysia dziergała na szydełku ogromne firanki. Albo cięła na paski podarte pończochy i robiła kilimy na ścianę. Pamiętam spacery i prowadzone w ich trakcie rozmowy. Wakacje, podczas których przechodziłyśmy całą Białkę Tatrzańską, a to bardzo długa wieś, rozmawiając o sukienkach, jakie będziemy nosić, kiedy w końcu zostaniemy królewnami.

A co zawdzięczasz babci Bajaszce?

Rozwalała system. Była piękna, mądra, dowcipna i – to chyba najbardziej czuję – bardzo kochała żyć. Uczyła mnie pływać, jeździć na nartach. Dużo mówiła o Bogu, ale nie tym posępnym, tylko radośnie kochającym człowieka. Jej wiara była żarliwa i wyzbyta patosu. Propagowała hipotezę, że po śmierci człowiek trafia do nieba w najpiękniejszej wersji ze swoich ciał, w jakiej kiedykolwiek był. Dożyła 95 lat. Uczyła mnie mówić do kwiatów. W latach 50. robiła recykling, choć wtedy to się tak nie nazywało. Odpady organiczne segregowała osobno – wywoziła je potem na działkę i przeznaczała na kompost. Była profesorką biologii.

Dlaczego w dedykacji użyłaś wyłącznie ich imion?

Chciałam tę książkę zadedykować kobietom, którymi były, a nie rolom, które pełniły wobec mnie. Więcej wiem o Bajaszce – ostatni okres życia miała dłuższy, niż by się zanosiło. Nastąpił moment, kiedy byliśmy przekonani, że umiera, a ona domagała się, by ją przenieść ze szpitala, w którym było jej źle, do szpitala, w którym było lepiej. I pod wpływem tego przeniesienia, co też stanowiło ryzyko pod względem zdrowotnym, Bajaszka nagle wykonała rodzaj zmartwychwstania. Uznałam to za dar, ona żyła jeszcze parę miesięcy – czas odzyskany dla nas obu. Pytałam ją o wszystko, do czego wcześniej zabrakło mi śmiałości. Co zrobiła, jak jej córka umarła? Jak to przeżyła? Nie pytaj o więcej...

Babcię Marysię pamiętam mniej, chociaż patrzę na nią co wieczór, bo w sypialni trzymam jej zdjęcie.

„Przędzę” czytam jako wołanie o przywrócenie wspólnoty kobiet, która dawniej była bardziej naturalna. Krewne z różnych pokoleń mieszkały pod jednym dachem. Dziś to rzadkość – migracje zbierają plon, więzi się poluzowały.

Sytuacja wspólnoty, gdzie nikt się nie osądza, to dla mnie coś naturalnego. Ukułam tę optymistyczną hipotezę, bo widzę, co się dzieje na prowadzonych przeze mnie warsztatach „Własny Pokój”. Do sali wchodzi dziesięć kobiet, które na ogół wcześniej się nie znały. Istnieją proste zasady dotyczące sposobu rozmowy, które spisuję, za każdym razem od nowa, na dużej kartce z flipchartu. A potem dzieje się między nami coś na kształt miłości: razem jesteśmy w nieosądzającej przestrzeni, z szacunkiem, z żarliwą gotowością wzajemnej pomocy, we wzruszeniu, śmiechu, płaczu. To jest naraz proste i też bardzo wytęsknione – jak powrót do domu.

Powiedziałaś: „nieosądzająca ­przestrzeń”. Naprawdę? Przecież kobiety są specjalistkami od ­komentowania życia innych kobiet, mówią, co by zrobiły na ich miejscu, jakimi powinny być partnerkami, żonami, matkami, córkami, gdzie popełniają błędy, itp., itd.

Nie wydaje mi się, żeby były „specjalistkami”. Kobiety poddają innych ocenom, podobnie jak mężczyźni, bo ten świat kategoryzowania i ścigania się na różnych skalach – czy chodzi o miejsce w hierarchii organizacyjnej, czy wskaźnik BMI – jest wszechobecny.

Wskaźnik BMI?

Body Mass Index – wskaźnik masy ciała.

Aha!

Jestem przekonana, że w tę dawną wspólnotę kobiet, o której wspomniałaś, też wpisany był element wartościujący – nie idealizujmy przeszłości. Jednocześnie widzę, że we współczesnym świecie wyłania się silna kontrpropozycja: nowa jakość wspólnoty kobiet. A może to stara wartość, tylko w przekształceniu?

Przykład?

Powiedzmy, że rano wkurzyłam się na mojego syna, bo obiecał wnieść ozdoby choinkowe na strych już jakiś czas temu – jest już marzec, umówiliśmy się! – i dalej tego nie zrobił. Wieczorem spotykam się z koleżankami. Mogę im powiedzieć, że dzisiejsi młodzi są nieodpowiedzialni, więc się boję, co będzie ze światem. Wygłaszam pewną ogólną prawdę, wchodząc na niewidzialną ambonkę. Ale przebywam w otoczeniu pięciu kobiet. Ta pierwsza, dwudziestoletnia, czuje się urażona, bo sama identyfikuje się z młodymi, druga ma wspaniałą córeczkę, z której jest dumna i nie rozumie w ogóle, o co mi chodzi, więc się antagonizuje, a trzecia się zgadza.


CZYTAJ TAKŻE: ROZMOWY Z NATALIĄ DE BARBARO I JEJ ARTYKUŁY >>>


Co ja zrobiłam? Wprowadziłam w przestrzeń wirusa hierarchii. Sytuacja odmieni się, kiedy powiem: „Strasznie mnie mój syn wkurzył”. Zobacz: teraz osąd zamieniam na współistnienie oparte na równości. Po dziesięciu minutach rozmowy prowadzonej w takim duchu czuję się tak, jak gdyby mnie podłączyło do źródła ciągle żywego. A dopóki pozostaję w sferze osądu, nie korzystam z niego. Więc jeśli osąd jest wirusem, to szacunek przenosi się drogą kropelkową.

Proszę o jeszcze jeden przykład.

Kiedyś przyjechała na moje warsztaty szefowa zespołu pielęgniarek na oddziale intensywnej terapii dla dzieci. Poprosiłam, by sobie wyobraziła, że do sali, w której siedziałyśmy, wchodzą rodzice dzieci, które ona uratowała. Jestem przekonana, że słyszała setki, tysiące wyrazów wdzięczności od matek i ojców. Tyle że trudno było jej dać samej sobie pełną zgodę na wdzięczność za to dobro, które uczyniła dla tylu ludzi w różnym wieku. Wiele z nas nie docenia samych siebie.

Dlaczego?

Nasz umysł w pewnym momencie obliczył: by od człowieka dostać miłość, aprobatę i uwagę, to non stop potrzebuję udowadniać, że jestem dość warta, by chodzić po matce ziemi. A najlepiej – biec cały czas, w każdej minucie dnia, w różnego rodzaju konkurencjach-czynnościach, za które moja wewnętrzna surowa komisja przyznaje mi punkty.

Ale dlaczego tak się dzieje?

Źródło może być u samego początku. Na przykład: niemowlę płacze, rodzic po kwadransie traci cierpliwość, rośnie w nim irytacja i dziecko odczuwa to jako rodzaj opuszczenia. Jeśli ta sytuacja powtarza się, ono zobaczy, że świat jest dychotomiczny i że dostaje więcej miłości, kiedy nie płacze. Potem dziecko idzie do przedszkola i tam odbywa się ciąg dalszy tego treningu, zresztą nieuniknionego – socjalizacja jest potrzebna. Lecz fatalny jest sposób, w jaki ona przebiega: jak nie napiszesz porządnie egzaminu ósmoklasisty, to nie dostaniesz się do dobrego liceum, jak nie dostaniesz się do dobrego liceum, to nie dostaniesz się na studia i nie znajdziesz porządnej pracy itd... W ten sposób wzmacnia się przekaz, że akceptacja jest warunkowa.

I to naprawdę główny powód?

Do tego jeszcze dochodzą przepisy na to, co powinna dziewczynka i kobieta, a teraz powinna właściwie wszystko: ogarniać dom, robić karierę, młodo wyglądać, odnajdywać i rozwijać talenty dzieci, dbać o swoją sprawność fizyczną i to BMI. Jeśli poświęcę życie na odhaczanie punktów z tej niekończącej się check­listy, skieruję centrum kontroli na zewnątrz, to nie będę żyła swojego życia. Czasami mija się na ulicy kobiety, które idą tak, jakby cały czas były w kamerze. Dziewczyna siada na ławce, usta układa w dzióbek, robi sobie selfie, sprawdza, ile dostaje lajków. Wstaje z ławki i dalej idzie tak, jak gdyby cały czas ktoś na nią patrzył. Jeśli to jest jakiś rodzaj wyścigu, jak nazwać tę dyscyplinę, w której się odbywa?

Ścigamy się też o inne punkty, choćby w pracy. A one są potrzebne m.in. do tego, by w tej pracy zarówno się utrzymać, jak i spełniać swoje ambicje. Kobiety często nie mają czasu zatrzymać się i zastanowić, czego same chcą.

Ten argument zupełnie mnie nie przekonuje. Spotkanie ze swoim wnętrzem może zająć dosłownie moment i stać się praktyką codzienną, niezauważalną w kalendarzu. Jak to zrobić? Zamykam oczy i konfrontuję się z własnymi uczuciami, nie dodając do nich żadnego komentarza. Czuję swoje uczucia – tylko tyle. Popatrz, teraz to zrobię. Zajęło mi to cztery sekundy.

I co to daje?

Przede wszystkim wzmocnienie. Kobiety nie chcą tego robić, bo przeczuwają, że w ich wnętrzu czeka ta ich część wygłodzona i porzucona. Boją się spotkać z samą sobą. Ale nie znika potrzeba wglądu w siebie, rozpoznanie tego, co niewyrażone. Przeciwnie: drąży podziemne korytarze. I na przykład ujawnia się to, że ja nie lubię ludzi, z którymi mieszkam – czuję się przez nich niezauważona, ignorowana, wykorzystywana. Komu się to opłaca? Więc brak czasu dla mnie stanowi wytrych – teza broniąca porządku, w którym kobieta pozostaje w roli ofiary.

Upraszczasz.

Chociaż żyjemy dłużej niż nasze przodkinie, wiele z nas uprawia coś, co w „Przędzy” nazywam „rushmaggedonem” – pogonią za kolejnym celem. Przywołam taki obraz: Renata wstała o szóstej rano, w pracy spędziła osiem godzin, wraca do domu i wykończona bierze się za drugi etat: gotowanie i pomaganie córce w lekcjach. Po dwóch godzinach jej Kazek wraca z pracy i Renata mówi: „Pomóż Ani z polskim, ja potrzebuję wyjść na spacer”. Mąż: „Ale ty jesteś lepsza w polskim”.


WEŹ, SŁUCHAJ!

NATALIA DE BARBARO W PODKAŚCIE TYGODNIKA POWSZECHNEGO. ROZMOWĘ W CYKLU "WŁASNY POKÓJ" PROWADZI KATARZYNA KUBISIOWSKA.


Ona teraz ma dwa wyjścia: albo jakoś się serdecznie uprze, pójdzie na spacer i poczuje się dobrze, albo zostanie, odrobi z córką polski, a wieczorem zrobi Kazkowi awanturę lub w ciszy będzie parować od frustracji.

Co w tym wszystkim z Anią?

Obserwuje relację rodziców i wyciąga wnioski. Uczy się, co to znaczy być kobietą niezależnie od tego, jakie mądre dysputy toczy się przy stole i czy na samochodzie jest naklejka z piorunkiem. Czy być kobietą znaczy mieć własną przestrzeń, czy wyłącznie poświęcać się dla przestrzeni wspólnej? Czy to znaczy pracować w domu non stop i 90 procent obowiązków brać na siebie? Wiesz, co się dzieje, by kobiety mogły przyjechać na mój warsztat „Własny Pokój”? Ile one muszą logistycznych puzzli poukładać? Ale i tak często słyszę: niestety nie uda mi się dotrzeć, bo mój partner ma wtedy wyjazd, wykład, spotkanie...

To nierzadkie: przysłowiowy Kazek stawia na swoim, jest niereformowalny, a Renata odpuszcza – z nawyku i dla świętego spokoju.

Jeśli nawet statystyka wskazuje na powszechność takiej sytuacji, dla mnie najważniejszy i najciekawszy jest plan indywidualny – jedno życie. Czyli na przykład kobieta, która teraz czyta naszą rozmowę. Jak jest u niej? Co ona na to, że właśnie tak to wygląda? Czy jest coś, co chce zmienić?

No dobrze, kobieta zainwestuje w siebie, zobaczy, jakie ma potrzeby, nauczy się je wyrażać, ale w pewnym momencie zderzy się z systemem wrogo do niej nastawionym. Przed momentem wspomniałaś o naklejce z piorunkiem. To świetny przykład: mnóstwo ludzi wyszło z „piorunkami” na ulicę, protestując przeciwko zaostrzeniu prawa aborcyjnego, a decydenci i tak przegłosowali tę ustawę. Porażka.

W moich oczach Strajk Kobiet doprowadził do zmiany głębokiej i nieodwracalnej: wyzwoliła się energia, która nie jest do okiełznania. Mam poczucie, że PiS już wtedy przegrał wybory.

Czasami aż nie mogę uwierzyć, jak bardzo nieobecną postacią w wyobraźni polityków jest kobieta – jej prawdziwe życie z rozdrożami. A przecież to ona w dużej mierze decyduje o wielkości budżetu państwa, to od niej zależy, ilu za naście lat będzie podatników. Taki drobiazg: bud­żet państwa... Poza moralnym wymiarem tego, co się stało i co się dzieje, jest też i taki wymiar. Ale nie słabnie we mnie wiara, że kobiety idące po swoją wolność w codzienności zmienią też Polskę.

Dla siebie i dla dzieci?

I dla przodkiń, stąd też w „Przędzy” moja dedykacja... Istotne jest pytanie: jakie myślenie doda mi sił, by jak najwięcej zrobić? Leonard Cohen w jednej z piosenek śpiewał, jak sobie wyobraża córkę, i pada tam zdanie: „czego ja nie dokończyłem, to ona dokończy”. Dla mnie ten moment „dokończenia” następuje z chwilą, kiedy Renata decyduje się wyjść na spacer – robi coś, do czego, być może, nie były zdolne jej babcia i mama. I Renata nie działa wbrew córce, tylko dla niej i dla siebie.

To są akty wolności?

Nie trzeba wszystkiego rzucać, zrywać z dotychczasowym życiem i jechać na drugą półkulę. Wystarczy świadomie innym krokiem poruszać się po swoim życiu. W „Przędzy” nazywam to tkaniem – energią, w której zabawa jest jakością nie mniej ważną niż znój, w której codzienność jest ważniejsza od wyczynu, i która skierowana jest w głąb, a nie wyłącznie do przodu, do góry, poza własne ciało i własne życie.

Jak to w praktyce ma wyglądać?

Niezwykle wyczerpana kobieta, zresztą ceniona ekspertka w swojej firmie, powiedziała szefowej, że albo przejdzie na cztery dni pracy w tygodniu, albo się zwalnia. Poprosili, by została. Inna kobieta dogadała się ze swoim partnerem, że dwa popołudnia w tygodniu on zajmuje się dziećmi, a ona wraca do swojej pasji sprzed lat – renowacji starych mebli. Istnieje tyle fascynujących możliwości na praktykowanie małych wolności. Jeżeli życie toczy się w celi zbudowanej z osądów – co muszę, co mi wolno, a czego nie – to mogę siedzieć na połoninie, patrzeć na Bukowe Berdo i nadal będę w ­więzieniu. W kobietach przywykłych do starego porządku tkwi mnóstwo oporu przed zmianą. Trudno sobie wyobrazić, że można żyć inaczej.

To naprawdę takie trudne?

Pamiętam taką sytuację ze swojego życia. Siedziałam naprzeciwko mojego męża i powiedziałam, że zaraz będę się zastanawiać, co zrobić do jedzenia na Boże Narodzenie. A mój mąż, który skądinąd wykonuje większość tak zwanych „obowiązków domowych”, ale akurat na Boże Narodzenie nie gotuje, spytał mnie wtedy: „Ale dlaczego chcesz coś robić? Mówiłaś, że jesteś zmęczona”. I we mnie się wtedy pojawiło bezbrzeżne zdumienie przemieszane z popłochem. „Jakże to tak?” – dziwił się we mnie głos, chociaż już dawno nie był on moim własnym głosem. Z tym dyskomfortem potrzebowałam się trochę pobujać.

Jak się skończyło?

Jednak zamówiłam jedzenie z knajpy. Było dobre.

Stać cię.

No tak, ale kobieta, która postanawia wyjechać gdzieś sama albo z przyjaciółkami, przyjmując śmiałe założenie, że jej rodzina mimo to przeżyje, kobieta, która zabiera głos tam, gdzie wcześniej by milczała, kobieta, która nie czuje osobistej odpowiedzialności za to, by przypominać każdemu o imieninach i urodzinach pozostałych bliskich, kobieta, która decyduje się przyjechać na Wielkanoc do swojej mamy ze swoją partnerką – to są dla mnie obrazki z tej samej bajki.

A kwestia ciała? Jego nieakceptacji?

To paradoks. Bo co to by miało znaczyć, że tego ciała nie akceptuję? Że go nie chcę? Że chcę żyć bez niego? Jest dla mnie też w tym jakaś niewdzięczność wobec serca, płuc, krwi płynącej w żyłach, nóg, które mnie noszą, ramion, którymi mogę objąć kogoś, kogo kocham. Tego nie akceptuję? Jeden z rozdziałów w „Przędzy” nosi tytuł „Muślinowa wstążka” i jest właśnie o powrocie do ciała – powrocie, chociaż nigdy przecież nie odeszłyśmy od niego ani ono od nas. A jednak jest on realnie potrzebny – to forma powrotu do siebie samej.

Ale to młodość jest łaskawa dla ciała.

Jestem joginką. Choć im dłużej praktykuję, a robię to od 18 lat, tym z większym wahaniem się nią nazywam, bo nadal czuję się na początku tej drogi. Równolegle widzę, i to jest wspaniałe, że dzięki jodze jestem giętka, schylam się do ziemi, sięgam na wysoką półkę, staję na głowie, robię mostek. To mi daje poczucie lekkości w  ciele, ono mi służy z wzajemnością. Nawet kiedy pojawia się lęk i wydziela się kortyzol, to ciało „chce” dobrze, w ten sposób mnie ostrzega. Tym bardziej potrzebuję je afirmować. To nie znaczy, że nie wolałabym być parę kilo chudsza czy mieć mniejszy nos. I bardziej się sobie podobam na zdjęciach sprzed kilkunastu lat. Fakt, młodej urody trochę mi szkoda.

Ciuchy?

Już się cieszę na zabawę w ubieranie się – przeczuwam, że na starość w strojach będę coraz bardziej ekstrawagancka, dziś już idę w tę stronę. Cudowny duch lekkości! Lekkoduszenie, czyli lekki oddech. No i wiesz: jak dobrze pójdzie, to na starość mogę też zmądrzeć. Widzę więc starzenie się jako proces wielowarstwowy i wieloznaczny. Zrobiło na mnie wrażenie to, że 64-letnia Emma Thompson w filmie ,,Powodzenia, Leo Grande” w ostatniej scenie stanęła naga przed lustrem. A jeszcze większe wrażenie zrobiło na mnie to, że cały świat zobaczył w tym akt niebywałej odwagi. Nikt natomiast nie mówi o akcie odwagi, jeśli ktoś komuś na filmie wyłupywał oczy, a w co drugim serialu pojawiają się takie sceny.

Taka już norma.

Na szczęście na to, co oglądamy, też mamy wpływ. Bo poszukiwanie pozycji sprawczej we własnym życiu jest czymś kluczowym. Kiedyś przyjechała na mój warsztat młoda kobieta, która niewiele wcześniej została matką córeczki. Pojawiły się w niej uczucia i zachowania, których nie chciała, w których słyszała dalekie echo zachowań swojej mamy – były dla niej raniące. „Przyjechałam, bo poczułam, że coś jest nie tak i chcę to naprawić” – powiedziała. A mnie przeszły ciarki. Doniosły akt wolności: postanowić przerwać pokoleniowego berka, poczuć: „tak chcę, a tak nie chcę” i włożyć pracę w naprawę tego, czego nie zdołały naprawić poprzednie pokolenia. ©

NATALIA DE BARBARO jest psycholożką i socjolożką. Prowadzi warsztaty dla kobiet „Własny Pokój”. Autorka jednej z najlepiej sprzedających się polskich książek w 2021 r. – „Czuła przewodniczka. Kobieca droga do siebie” – oraz właśnie wydanej „Przędzy. Droga do własnej wolności” (Agora 2023).


NATALIA DE BARBARO W CZTERECH ODSŁONACH

▪ DOJŚĆ DO GŁOSU. RADYKALNIE PRAKTYCZNY PRZEWODNIK PO KAMPANII WYBORCZEJ, Znak (2006)

Autorka w roli ekspertki (była głównym strategiem kampanii Donalda Tuska w wyborach prezydenckich w 2005 r.) odsłaniającej zasady marketingu politycznego. Poznajemy kulisy przygotowań i mechanizmy rządzące wyborczymi kampaniami w dojrzałych demokracjach.

▪ CIEMNA, ­„Zeszyty Literackie” (2010)

Debiut poetycki uhonorowany nagrodą im. Konstantego A. Jeleńskiego. Blisko 50 wierszy, w których pod oszczędną, ascetyczną i wyważoną frazą kipi egzystencjalny niepokój, poczucie tymczasowości, kruchości istnienia. Wątkiem przewijającym się przez cały tomik jest życie po utracie.

▪ CZUŁA PRZEWODNICZKA. KOBIECA DROGA DO SIEBIE, Agora (2021)

Bestseller: ponad 20 dodruków, prawa do tłumaczenia i publikacji zakupiono m.in. w Hiszpanii, Portugalii, Brazylii, Bułgarii, Czechach, Słowacji, Litwie. Kluczową sprawą do przepracowania przez kobiety jest stawianie granic, porzucenie roli ofiary i przejście na pozycję tej, która bez poczucia winy zadba o swój dobrostan.

▪ PRZĘDZA. W POSZUKIWANIU WEWNĘTRZNEJ WOLNOŚCI, Agora (2023)

Kontynuacja „Czułej przewodniczki”. W tej opowieści Natalia de Barbaro skupia się na marginesie codzienności: drobnych czynnościach, które odpowiednio celebrowane mogą czynić życie sensowniejszym. Nawołuje, by kobieta przejęła ster sprawczości, by zaczęła decydować, na jakich zasadach pragnie funkcjonować.

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Dziennikarka działów Kultura i Reportaż. Biografka Jerzego Pilcha, Danuty Szaflarskiej, Jerzego Vetulaniego. Autorka m.in. rozmowy rzeki z Wojciechem Mannem „Głos” i wyboru rozmów z ludźmi kultury „Blisko, bliżej”. W maju 2023 r. ukazała się jej książka „Kora… więcej

Artykuł pochodzi z numeru Nr 12/2023

W druku ukazał się pod tytułem: Doniosły akt wolności