Nasze życie w saszetkach

„Widziała pani tę aferę z wódką w saszetkach?”. „Myśli pani, że sam Tusk ma z tego pieniądz?”. „Myśli pani, że to wyrzucą? No nie. Oni to będą jeść”. „Tę wódkę?! Gdzie?”. „W Sejmie. Cały rząd. Nie zmarnują. Z dziećmi się nie udało, to sami zjedzą”.
Czyta się kilka minut
Eliza Kącka // Fot. Grażyna Makara
Eliza Kącka // Fot. Grażyna Makara

Dolna, przystanek autobusowy. Stoimy z Rudą tyłem do słońca: przysmaża, niepokoi. Korek, szybciej by się doszło na plac Unii Lubelskiej piechotą. Ale czekamy. Pokazuję Rudej, jak nasze cienie skaczą na główkę w wykop remontowy, tuż przy plątaninie plastikowych rur. Śmiejemy się. „Patrz, jak ci ładnie ścięło główkę” – zaczepiam się. „Co ty mówisz, Pingwin!” – parska Ruda. „Można się dostawić?” – pyta gość nieco młodszy ode mnie. „A pewnie” – zachęcam. „Pingwin...?”. „Tak, to ja. Podobno mam czułe płetwy”. Gość śmieje się: „Uwielbiam takie klimaty. Mój ojciec był od teatrów”. „Człowiek teatru?”. „Tak, codziennego. Nauczyciel fizyki. Ale jak was zobaczyłem, przepraszam, to wyczułem...”. „Teatry?”. „Tak! Nie wiem, jak to nazwać”. Ruda: „Pingwin, ty wiesz, musisz wiedzieć”. „Nie wiem, właśnie mi słońce ucięło łeb”. Śmiejemy się.

Gość: „Mój ojciec dziwnie zginął. Weszliśmy na dach domu moich dziadków poruszyć anteną. Babcia musiała mieć telewizję. Pamiętam małe cienie odbite na chodniku. Wieczorne słońce nas zdjęło. I raptem drugiego cienia zabrakło. Źle stanął, spadł. Zmarł dwie godziny później”. „I jego cień nie żyje?” – pyta Ruda. „Tak. Od tego czasu boję się cieni”. Obejmujemy się, płacze. „Ale czy cień nie żyje?” – drąży Ruda. „W sensie?” – pyta gość. „Czy cień zmarł, czy żyje?”. Zatkało go: „No, na pewno żyje. W moich wspomnieniach”. „Nie, czy żyje?”. „?”. Pytam się Rudej, patrząc w nasz wydłużony, ciemniejący powidok: „Cienie żyją osobno, prawda?”. „Tak. Ostatnio przy mnie stał cień twojego dziadka. Czekaliśmy na autobus”. 522 przyjechało, wsiadłyśmy.

Autobus 116, dziki tłok. Wiszę nad dwiema paniami kiele siedemdziesiątki. „Widziała pani tę aferę z wódką w saszetkach?”. „Wódką? W saszetkach? Wódka to butelki przecież!”. „No nie, bo jakiś producent dodał procentów do musu owocowego albo jogurtu. Dla dzieci”. „Dla dzieci?!”. „Tak. Ja tam nie znam szczegółów, ale chyba chodziło o to, by dzieci upić”. „W Polsce Tuska to normalne”. „Normalne. Rząd dopuścił. Ale ludzie się zbuntowali”. „No ja myślę! Nasz Pawełek! Wódka w jogurcie!”. „Tuskowcom chodzi, by coś dzieciom podać”. „Myśli pani, że sam Tusk ma z tego pieniądz?”. „Z saszetek? Na pewno. Ale już tym nie handlują, ludzie nie pozwolili”. „Haha, i dobrze. Na śmietnik poszło”. „Myśli pani, że to wyrzucą? No nie. Oni to będą jeść”. „Tę wódkę?! Gdzie?”. „W Sejmie. Cały rząd. Nie zmarnują. Z dziećmi się nie udało, to sami zjedzą”. „Upiją się na służbie!”. „Myśli pani, że oni na trzeźwo głosują? Nigdy!”.

180, jadę na uczelnię. Za plecami mam rozmowę o życiu literackim. „Staniesz z tym moim tomikiem najpierw na Foksal, fotograf jedzie”. „Jakby co, można komórką”. „Nie, możesz sobie komórką zrobić dodatkowo na insta. Że stałeś z moim tomikiem. Ale już zapłaciłem za sesję i będzie profeska”. „Ok”. „Masz tekst?”. „Mam”. „Ale wyniknie z niego, że wiersze wybitne?”. „Jasne, że bardzo dobre”. „To za mało”. „Gadasz”. „Gadam, bo stawiam ci obiad potem”. „No dobra, powiem, że wybitne”. „Ale nie szeruj na fejsbuku od razu, pokaż mi tekst posta najpierw”. „Bo?”. „Bo skontroluję, czy skumałeś, że spotkaliśmy się przypadkiem”. „To jasne jest. Przypadkiem”. „No nie wiem. Ostatnio recenzent mi nawalił. Wyszło, że nie przypadkiem. Ja kontroluję przypadki. Wiarygodne, czy nie”. „Nie spinaj się tak”. „Muszę się spinać, jedna szansa w życiu”. „Co ty, jeszcze wiele napiszesz”. „No, mam nadzieję, ale i tak jedna szansa, rozumiesz?”. Wysiadłam na placu Trzech Krzyży.

Lidzbark Warmiński, rodzinne miasto, idę na cmentarz. Siadam przy grobie dziadka na ławce. Potem oporządzam. Zza granicznej mogiły przygląda mi się staruszka. Ja zasuwam z grabkami – ona ze szczotką. Symetrycznie omiatamy mogiły bliskich. W końcu nie wytrzymuje i podchodzi: „Ja tu pani nie widywałam”. „Rzadko bywam”. „Elizka?”. Zamarłam: „Tak”. „Dziadek bardzo panią kochał”. „O!”. „Niech się pani nie cieszy. Ja pani nie znam. Dziadek kochał Elizkę”. „To chyba ja”. Srocze oko staruszki zezuje: „A czy ja wiem. Czy pani jest Elizką? Dziadek kochał Elizkę. A pani mi wygląda na Elizę. Mógł się pomylić. Niech się pani chociaż pomodli”. Odwróciła się, poszła, znikła.

Pociąg do Olsztyna, w mojej pakamerze siedzeniowej dwie dziewczyny z grubsza osiemnastoletnie. „Po co z tym siedzisz, można różne teksty znaleźć w sieci”. „Można, ale ja nic nie zapamiętam, jak spiszę z netu”. „Dobra. To dodaj coś od siebie. Ogólnie chodzi o to, że jak tego Herberta zrobisz, to nasza polonistka ci odpuści do matury”. „Wiem, ale szkoda mi czasu na wiersze innych ludzi, wiesz. Sama piszę”. „No wiem”. „Ten Herbert już dostał swoje, wiesz, ja nie”. „No wiem”. „Ja w sumie bym to zadanie mogła w czata GPT wrzucić”. „To wrzucaj”. „No ale boję się, że to będzie plagiat”. „Plagiat?!”. „No wiesz, czat chyba podobnie nam wszystkim odpisuje”. „Nie no, bez jaj”. „E, nie, ja myślę, że my wszyscy mamy takie same zapytania, no serio”.

Park Morskie Oko, spacer nocny. Napieram pod górę ze słuchawkami w uszach. Już po północy, ale są psy i ludzie. Siadam sobie na ławce pod Szustrem, a z ukosa wspina się starszy pan z kotem na plecach. „Wyprowadzam zwierza” – uśmiecha się. „No i dobrze” – mówię. „Ja wiem, że tu się przychodzi dla psów, ale nocą wyciągam swoją kotkę i tak sobie pozwalamy, kameralnie”. „I świetnie”. „A pani kogo wyprowadza?”. „Siebie”. Śmieje się: „No to ma pani niezłe zadanie”. „Owszem, ginące gatunki muszą same się ciągnąć na smyczce”. „Czyli że pani wymiera?”. „Tak, ale się nie poddaję”. Dał mi kotkę na kolana.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 41/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Dwoje nad dwiema