Naśladowca z prześladowcy

Czyta się kilka minut

W Dziejach Apostolskich czytamy, jak to Szaweł, po przeżyciach pod Damaszkiem, wraca do Jerozolimy i bezskutecznie próbuje nawiązać kontakt z ówczesną gminą chrześcijańską. Z pomocą przychodzi mu Barnaba. Chrześcijanie znali przecież Szawła od jak najgorszej strony. Pamiętali, z jaką gorliwością wyłapywał ich i wsadzał do więzienia. Był też wśród kamienujących Szczepana.

Paweł jednak nie był, mówiąc za Franciszkiem, człowiekiem zepsutym, zdeprawowanym. Nie wiedząc o tym, był grzesznikiem. Dopiero po czasie zrozumiał, że to ta jego gorliwość, wyrażająca się w tępieniu wrogów Boga, nie pozwalała mu dostrzec, jacy ci wrogowie są naprawdę. Prześladował ich, wierząc, że przysługuje się Bogu. Tym bardziej należy podziwiać Barnabę, jego wielkoduszność. Doprowadzając Szawła do apostołów, zaryzykował wiele, gdyż słusznie można było podejrzewać Szawła o to, że jest prowokatorem. To ryzyko nie było jednak nonszalanckim, sentymentalnym ryzykanctwem. Barnaba słyszał Szawła z „jaką siłą przekonania występował w Damaszku w imię Jezusa” i uwierzył mu. Jerozolimska gmina przyjęła Szawła, a kiedy ten w krótkim czasie znalazł się w roli prześladowanego, „bracia (...) odprowadzili go do Cezarei i wysłali do Tarsu”. I tak prześladowca dołączył do prześladowanych, i rozpoczął służbę u Tego, kogo prześladował.

„Ja jestem prawdziwym krzewem winorośli – mówi Jezus – mój Ojciec zaś jest hodowcą winnej latorośli (...), a wy gałązkami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi obfity owoc, gdyż beze Mnie nic nie możecie uczynić”. Jeśli dzisiaj ta winnica nie przynosi owoców i zdaje się usychać, to może warto odnieść do siebie te słowa Jezusa: „Trwajcie we Mnie tak, jak Ja w was. Podobnie jak winna gałązka nie może owocować sama z siebie, gdy nie trwa w krzewie, tak też i wy, jeśli nie będziecie trwać we Mnie”. Wynika z tego, że Jezus dotrzymuje słowa i jest pośród nas, ale co z nami?

„Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem” – zapewnia Jezus i zachęca: „Trwajcie w mojej miłości”. „Miłością odróżniają się dzieci Boga od dzieci szatana. Choćby się wszyscy znaczyli krzyżem, odpowiadali Amen, śpiewali Alleluja, przyjmowali chrzest, uczęszczali do kościołów, zdobili ściany bazylik – różnica między dziećmi Boga a dziećmi szatana leży tylko w miłości” – mówi św. Augustyn. Jeśli więc przychodzi na nas pokusa, by odpowiedzialność za spustoszenie winnicy Pańskiej zrzucać na tzw. wrogów Kościoła i by siebie widzieć jako cierpiących „za niewinność”, popatrzmy choćby na papieża Franciszka czy patriarchę Bartłomieja, jak za przykładem Barnaby przełamują zastarzały strach przecież przed braćmi w wierze i człowieczeństwie. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 18/2021