Narzędzie na obrazę

Krakowska policja nie dopuściła do demonstracji przeciwko uczestnictwu prezydenta Rosji Władimira Putina w uroczystościach rocznicy wyzwolenia obozu w Auschwitz. Manifestanci zamierzali przypomnieć, iż na Putinie ciąży odpowiedzialność za śmierć tysięcy osób i poczynania rosyjskich wojsk w Czeczenii.
Czyta się kilka minut

Widok uzbrojonego jak na wojnę (kaski z przyłbicami, kamizelki, ochronne nakolanniki itd.) oddziału policji, który wysłano przeciwko grupce młodych ludzi, mógł dziwić tylko do czasu. Przecież było wiadomo, że rosyjski prezydent ostentacyjnie opóźnił przyjazd do Polski. Także miejsce demonstracji - krakowski Rynek - nie zagrażało ani powadze obchodów, ani obecnym w mieście w tym czasie oficjelom.

Śmiesznie być przestało, gdy funkcjonariusze zabrali się do roboty. I rzecz nie tylko w ich agresji. Problemem jest też pretekst prawny, jakiego użyto w uzasadnieniu akcji (oraz jej następstw). Owszem, demonstracja nie została na czas zgłoszona. Tyle że krakowska policja jakoś z dużo większą tolerancją podchodzi do innych nielegalnych zgromadzeń (choćby Młodzieży Wszechpolskiej). Podnoszenie zaś, że manifestanci chcieli obrazić głowę państwa, jest nieporozumieniem - taka interpretacja uderzałaby w prawo do swobody opinii (nie mówiąc o dyskusyjności samego sankcjonowania krytyki osób publicznych). Znamienne zresztą, że identyczny zarzut stał się w tym samym tygodniu podstawą wyroku na naczelnego tygodnika “Nie" Jerzego Urbana - tu sąd nie wziął pod uwagę ani formuły pisma kierowanego przez Urbana, ani nawet reguły, że najskrajniejsze nawet i najskrajniej wyrażane poglądy najlepiej kontrować nie sankcjami prawnymi, lecz kiedy to możliwe - dyskusją, a kiedy nie - to ośmieszaniem, ignorowaniem bądź publicznym ostracyzmem.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 06/2005