Johnny Winter: "I'm a blues man"

Johnny Winter z bluesem nie eksperymentuje. Nie miesza go, co ostatnio modne, z funky czy hip hopem. Nie musi: wystarczy mu skrzyknąć paru przyjaciół i razem bawić się ukochanymi dźwiękami. Wystarczy mu sprawdzony przez lata bluesrockowy skład: sekcja, gitary, harmonijka ustna, czasami Hammond. Efektem są i żwawe boogie, i rzewne ballady.
Czyta się kilka minut
 /
/

Bywa zresztą, że wystarczy mu zwykła akustyczna gitara, by slidem wygrać nastrój, do stworzenia którego inni potrzebowaliby orkiestry. Wystarczy też stary zestaw tematów do zaśpiewania, a właściwie jeden temat: szczęśliwa bądź (częściej) niespełniona miłość. Nawet jeśli o swej samotności śpiewa jakby od niechcenia, bo i głos już nie ten, i lata trudnych doświadczeń skłaniają raczej do smutnej refleksji niż beztroskiego entuzjazmu - brzmi to naturalnie. Lata doświadczeń...

Jesienią 1997 r. miałem szczęście widzieć koncert Johnny Wintera. W przydrożnym barze Chapel Hill, w małym uniwersyteckim miasteczku w Karolinie Północnej, może setka okolicznych fanów, głównie w średnim już wieku, czekała na legendę. Wszyscy zamarli, gdy gitarzysta musiał być niemal wniesiony na scenę: obsługa wprowadziła go, trzymając pod ręce. Podczas samego setu tylko czasami słychać było dawny ogień i polot - częściej mistrz automatycznie i jakby sztywno odgrywał swoje partie, a ciekawsi wydawali się koledzy z zespołu. Niedługo potem w bluesowy świat poszła wiadomość o kolejnej heroinowej zapaści Wintera. Teraz śpiewa: “Let’s start all over again!" I deklaruje: jestem bluesmanem. Ale tego deklarować nie musi.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 43/2004