Narendra Modi w Polsce i Ukrainie: cel wizyty premiera Indii

To pierwsza od prawie pół wieku wizyta szefa rządu tego kraju w Polsce. Prężnie rozwijające się mocarstwo za swoich partnerów uważało zachodnie potęgi: USA, Wielką Brytanię czy Francję. Państwa Europy Środkowej i Wschodniej nie należały do priorytetowych kierunków w indyjskiej polityce zagranicznej.
Czyta się kilka minut
Premier Indii Narendra Modi podczas obchodów Dnia Niepodległości, New Delhi, 15 sierpnia 2024 r. // Fot. Harish Tyagi / EPA / PAP
Premier Indii Narendra Modi podczas obchodów Dnia Niepodległości, New Delhi, 15 sierpnia 2024 r. // Fot. Harish Tyagi / EPA / PAP

Narendra Modi odwiedza Polskę po drodze do Ukrainy. Gdyby nie tamtejsza wojna, pewnie by do Warszawy w ogóle nie zawitał (gdyby nie ukraińska wojna, Polski nie odwiedziłby zapewne, i to aż dwukrotnie, także amerykański prezydent Joe Biden). 

Indyjski premier postanowił wybrać się do Kijowa, żeby zrównoważyć swoją lipcową wizytę w Moskwie, która spotkała się z krytyką na Zachodzie. Modi nie przeląkł się zachodnich pretensji. Zdecydował się na podróż do Ukrainy, ponieważ Indie, czwarte obok Stanów Zjednoczonych, Chin i Unii Europejskiej światowe mocarstwo, aspirują do tytułu przywódcy Południa i bronią się przed wciągnięciem w nową konfrontację między Wschodem, Rosją i Zachodem. 

Podróżą do Kijowa Modi chce rozprawić się z posądzeniami o stronniczość i zbyt wielką zażyłość z Rosją. W lipcu pojechał zresztą z rewizytą do Rosji (pod koniec 2021 roku Władimir Putin odwiedził go w Delhi) głównie po to, by Moskwa nie uznała za swojego najważniejszego sojusznika Chin, uważanych w Indiach za najpoważniejszego rywala i konkurenta.

Indie od początków swojej niepodległości starają się ze wszystkich sił być dla świata alternatywą wobec Wschodu i Zachodu. W czasach zimnej wojny, pod przywództwem premierów Dżawaharlala Nehru (1947-64) i jego córki Indiry Gandhi (1966-77 i 1980-84), przewodziły wraz z Jugosławią, Indonezją, Egiptem i Ghaną Ruchowi Państw Niezaangażowanych. Dziś, pod rządami panującego od 2014 roku Narendry Modiego, aspirują nie tylko do roli „trzeciej drogi”, ale także tytułu światowego mocarstwa i guru, politycznego przewodnika i nauczyciela.

W epoce zimnej wojny, mimo starań o równą niezależność zarówno od Zachodu, jak Wschodu, Indiom bliżej było do Wschodu i zalecanej przezeń centralnie zarządzanej gospodarki, która miała przyspieszyć modernizację „bogatego kraju biednych ludzi”. Po bankructwie komunizmu i wolnorynkowej rewolucji z przełomu stuleci Indie wybiły się na gospodarczą potęgę (ustępują tylko Stanom Zjednoczonym, Chinom, Japonii i Niemcom, a wyprzedziły Wielką Brytanię, dawną metropolię kolonialną) i bliżej im teraz do Zachodu. 

To zresztą właśnie Zachód bardziej zabiega dziś o względy Indii niż Indie o przyjaźń Zachodu. Zachodnie stolice widzą w Indiach bezcennego i w zasadzie jedynego sprzymierzeńca w rywalizacji z Chinami, postrzeganymi zwłaszcza w USA jako główny przeciwnik w walce o światową dominację. Znaczenie Indii jest tak wielkie, że zachodni przywódcy nie ośmielają się wytykać Modiemu komitywy z Kremlem ani tego, że korzystając z sankcji, jakimi Zachód obłożył Rosję, kupuje od niej za pół darmo paliwa i nawozy sztuczne (z wyprzedaży korzystają też Chiny), ułatwiając jej tym samym zdobywanie pieniędzy na wojnę.

Zachód dawno już zapomniał też Modiemu, że zanim objął przywództwo Indii, na początku stulecia oskarżany był, że jako premier Gudżaratu dał przyzwolenie na pogromy muzułmanów. Zachodnie mocarstwa uznały wtedy Modiego za persona non grata, ale szybko wykreśliły jego nazwisko z czarnych list, gdy w 2014 roku, szermując hasłami hinduskiego nacjonalizmu, wygrał triumfalnie wybory i objął rządy w Delhi. Sprawuje je do dziś (późną wiosną wygrał kolejne już, trzecie wybory, choć niżej, niż się spodziewał) i uważany jest za najważniejszego, obok Nehru i Indiry Gandhi, przywódcę w dziejach niepodległych Indii.

Nehru odwiedził Polskę w roku 1955, a Indira Gandhi w roku 1967 (towarzyszyła ojcu także w podróży w 1955 roku). Ale mimo lewicowego pobratymstwa Indie nigdy nie zyskały sobie w Warszawie rangi pożądanego i ważnego sojusznika. Ostatnim indyjskim przywódcą, który odwiedził Polskę, był Morardżi Desai, który przyjechał do Warszawy w 1979 roku, a kilka tygodni później ustąpił ze stanowiska i wycofał się z polityki, poświęcając się całkowicie życiu duchowemu. Ostatnim polskim premierem, który odwiedził Indie, był Donald Tusk. Było to w 2010 roku.

Prężnie rozwijające się i bogacące się Indie za swoich partnerów uważały zachodnie potęgi: USA, Wielką Brytanię czy Francję, która dziś stara się zastąpić w Indiach Rosję. To zachodni przywódcy goszczą u siebie Narendrę Modiego i zabiegają u niego o zaproszenie do Indii. Państwa Europy Środkowej i Wschodniej nie należały do priorytetowych kierunków w indyjskiej polityce zagranicznej. Polska zaś w ostatnich latach za swojego głównego partnera w Azji wybrała Chiny i wątpliwe, by wizyta Modiego miała oznaczać w tej materii rewolucyjną zmianę.

Wątpliwe też, by Modi podjął się próby mediacji w ukraińskiej wojnie, pośrednictwa między Moskwą a Waszyngtonem i Brukselą. Ani Zachód, ani Wschód go do tej roli nie potrzebują. Podróżą do Kijowa Modi chce przywrócić Indiom równą niezależność od Wschodu i Zachodu. Mógłby darować sobie podróż do Ukrainy, której jeszcze żaden indyjski premier nie odwiedzał. Tym bardziej że tuż obok, za miedzą, w Bangladeszu doszło właśnie do ulicznej rewolucji i Delhi, regionalne mocarstwo i żandarm, musi ułożyć sobie na nowo sąsiedzkie relacje. Wybierając się do Kijowa, Modi chce pokazać Południu, że pod jego przewodnictwem Indie nie myślą zaściankowo, lecz globalnie, bo są światowym mocarstwem.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”