Namaszczeni

Po czterdziestodniowym pobycie na pustyni, swego rodzaju wielkich rekolekcjach, Jezus „przyszedł też do Nazaretu, gdzie się wychował.
Czyta się kilka minut

Zgodnie ze swym zwyczajem wszedł w dzień szabatu do synagogi i wstał, aby czytać. Podano Mu zwój proroka Izajasza. Gdy go rozwinął, znalazł miejsce, gdzie było napisane: »Duch Pana nade mną, bo mnie namaścił, abym ubogim głosił dobrą nowinę. Posłał mnie, abym ogłosił więźniom wyzwolenie, a niewidomym przejrzenie, abym zniewolonych uczynił wolnymi, abym ogłosił rok łaski od Pana«. Zwinął zwój, oddał go słudze i usiadł. A oczy wszystkich w synagodze były w Nim utkwione. Zaczął więc mówić do nich: »Dziś wypełniło się Pismo, które słyszeliście«”.

My postępujemy podobnie. W niedzielę, a i w tygodniu, też idziemy do naszych synagog, czyli kościołów, czytamy Biblię i rozważamy, żeby usłyszeć, co mówi Duch Boży. A mówi nie tylko przez biblijne teksty. Chodzimy do kościoła, gdyż również jesteśmy namaszczeni Duchem Świętym, a to znaczy, że idąc za przykładem Jezusa widzimy, w jaki sposób proroctwa spełniają się w naszych czasach.

Tej umiejętności nie nabywa się automatycznie. Owszem, sakrament, czyli Jezus, działa niezależnie od kondycji sprawującego sakramenty, ale czy to działanie będzie skuteczne, zależy w dużym stopniu od naszej współpracy z Jezusem. A na to trzeba wysiłku i czasu. Ten proces trafnie ujął Ignacy z Loyoli: „Tak Bogu ufaj, jakby całe powodzenie spraw zależało tylko od Boga, a nie od ciebie; tak jednak dokładaj wszelkich starań, jakbyś ty sam miał to wszystko zdziałać, a Bóg nic zgoła”. Nie znaczy to, że Bóg jest bezsilny wobec naszej woli. Znamy przecież przypadki, kiedy Bóg zwala człowieka z nóg czy też zrzuca z konia, jak Piotra Apostoła na dziedzińcu arcykapłańskiego pałacu czy Pawła z Tarsu pod murami Damaszku. Zwykle jednak chrzest to dopiero początek. Nowymi ludźmi stajemy się w trakcie procesu, który nazywamy życiem.

Podczas chrztu otrzymaliśmy od Boga i rodziców miejsce w Kościele, w społeczności wierzących i przy stole Pańskim, ale co z tego wyniknie, zależy od nas. Dobrą okazją na taki sprawdzian są wydarzenia czy stwierdzenia, które zaskakują, wydają się niemożliwe, gorszące, piekielnie złe. Na przykład takie stwierdzenie: nie trzeba święceń, żeby udzielać sakramentów. Jak to, przecież sakramentów udzielać może tylko duchowny. Nie zawsze i niekoniecznie duchowny. Chrztu, sakramentu pierwszego i podstawowego, w nagłych przypadkach może udzielić każdy człowiek, również ateista, byleby chciał robić to, co Kościół w takim przypadku robi. Następnie sakrament małżeństwa, którego w Kościele rzymskokatolickim nie udzielają przecież duchowni, ale narzeczeni. Rozpoczynają sprawowanie sakramentu w kościele, ale dopełniają już w domu, a to znaczy, że świeccy to też duchowni. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 4/2019