Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Naleciałości

Naleciałości

06.03.2017
Czyta się kilka minut
Kluge nie odwraca spojrzenia od pogorzeliska historii. Ani jego sprawcy, ani ofiary nie chcą o nim pamiętać.
S

Spośród pytań, które nieustannie powracają w kontekście literatury, to jedno nikogo nie pozostawia obojętnym: w jaki sposób mówić o traumatycznym wydarzeniu? Jak o nim opowiedzieć? Co powinno być celem takiej opowieści? Mamy się przed traumą zasłaniać, tłumiąc za pomocą fikcji siłę jej uderzenia, czy raczej w pełni – bez przemilczeń – ukazać bolesne zdarzenia?
Jesienią 1997 r. pytanie to podjął W.G. Sebald. Wygłosił w Zurychu cykl wykładów o konsekwencjach wojny powietrznej prowadzonej przez aliantów przeciwko Trzeciej Rzeszy (dwa lata później zmieniony zapis wykładów ukazał się w książce „Wojna i literatura” – polski przekład Małgorzaty Łukasiewicz wyszedł w 2012 r.). Sebald zwrócił uwagę na dotkliwy brak adekwatnych literackich i nieliterackich świadectw, które pozwoliłyby nam wyobrazić sobie skalę zniszczeń powstałych w wyniku alianckich nalotów bombowych. Groza wywołana tymi zniszczeniami przeorała umysły mieszkańców niemieckich miast, ale o rozmiarach tego doświadczenia nie wiemy dziś niemal nic. Nie dlatego – argumentował Sebald – że nikt o nich nie pisał. Owszem, dysponujemy opowiadaniami, powieściami i reportażami, które odnoszą się do wspomnianych wydarzeń, ale ich defekt polega na tym, że odgradzają nas od traumy, zamiast do niej przybliżać.
Jest to konsekwencja dwóch nakładających się na siebie procesów. Po pierwsze szoku, który spowodowały same naloty. Doświadczenie, które stało się udziałem ludności niemieckiej, wywołało rodzaj wtórnego otępienia. Zadziałał mechanizm obronny, dzięki któremu możliwe było kontynuowanie egzystencji w świecie obróconym w gruzowisko. Żeby po czymś takim wrócić do życia, mieszkańcy musieli wyprzeć widok palących się domów i pogrzebanych w nich ciał. Po drugie determinująca okazała się logika odpowiedzialności. To Niemcy doprowadzili do wojny, to oni uruchomili mechanizm destrukcji. Są sprawcami, a nie ofiarami. Sebald podkreśla, że kwestia winy jest bezdyskusyjna, co nie znaczy jednak, że temat ofiar po stronie cywilnej ludności niemieckiej możemy pominąć. Jego podjęcie jest konieczne, bo nieuświadomiona i niewyrażona trauma i tak powróci, wywołując kolejną pożogę.
Jedynym pisarzem, któremu według Sebalda udało się stworzyć adekwatny obraz wspomnianej destrukcji, był Alexander Kluge. Ten niemiecki pisarz i reżyser kilkadziesiąt lat po wojnie napisał niewielką książkę „Nalot na Halberstadt 8 kwietnia 1945”, która opowiada o bombardowaniu jego rodzinnego miasta. Mówiąc precyzyjnie: opowiada o różnych aspektach bombowego ataku. O reakcjach ludzi (tych, którzy w mieście żyli od dawna, a także tych, którzy odwiedzili je tylko na chwilę). O przygotowaniach do ataku (produkcja bomb, dozbrojenie samolotów, planowanie akcji i stosunek żołnierzy alianckich do realizowanej misji). O konsekwencjach ataku dla przyszłości miasta (próba powrotu do normalnego życia, niespodziewane komplikacje i przeszkody). Oraz o trudnościach związanych z prezentacją tego rodzaju wydarzeń.
Sebald pisze, że Kluge oddaje się archeologicznej pracy na śmietnisku naszej zbiorowej egzystencji. Chodzi nie tylko o to, że sięga po stabuizowany temat, o którym mało kto wcześniej opowiadał, ale nadto zajmuje się nim w szczególny sposób: z niezwykłą konsekwencją i nieustępliwością, niemal beznamiętnie, wydobywa na światło to, o czym zarówno sprawcy, jak i ofiary nie chcą pamiętać.
W przypadku Klugego wycieczka na śmietnisko egzystencji, na którym walają się pozostałości po „dziele” zniszczenia, była konieczna z dwóch powodów. Po pierwsze osobistych: zbombardowane zostało jego rodzinne miasto, zniszczony został jego kawałek świata. Po drugie – ukazywanie grozy (każdego jej pojedynczego przypadku) jest obowiązkiem pisarza. Uchylanie się przed tą powinnością oznacza rezygnację z odpowiedzialnego myślenia o przyszłości. Nie da się zmienić naszego stosunku do wojny, nie da się tej wojny powstrzymać, jeśli teksty o wywoływanej przez nią destrukcji będą pisane w stanie emocjonalnego „otępienia”, które powstaje w efekcie działania mechanizmów obronnych. Kluge – podobnie jak Sebald, który wiele się od niego nauczył – nie chce nas „atakować” obrazami ukazującymi grozę, nie chodzi mu o bombardowanie nimi naszej świadomości i psychiki. Celem nie jest prowokacja, lecz konfrontacja, która jest możliwa podczas lekcji z zakresu historii naturalnej zniszczenia.
Destrukcja jawi nam się zazwyczaj jako coś chaotycznego. Kluge przekonuje, że zniszczenie zasługuje na miano „dzieła” przede wszystkim dlatego, że posiada swoją „poetykę”, jest działaniem przemyślanym i ustrukturyzowanym, choć niepozbawionym przypadkowych elementów. Naloty bombowe były pieczołowicie przygotowywane. Potrzebne było do tego potężne zaplecze logistyczne (ekonomiczne, instytucjonalne i militarne). Ale zaplecze nie niwelowało inercji. Jeśli np. niemożliwe było bombardowanie zamierzonego celu (danego miasta bądź jego części), ale wyposażone w bomby samoloty już wystartowały, nie zawracano ich, lecz – ulegając determinacji, której nie da się w pełni wytłumaczyć – wysyłano w inne miejsce. W wyniku misternie opracowanego planu zniszczenia ginęli zatem przypadkowi ludzie.
Na szczególną uwagę zasługuje sposób, w jaki Kluge prezentuje nam zdarzenia, które miały miejsce w Halberstadt 8 kwietnia 1945 r. Zestawia ze sobą świadectwa oraz dokumenty, zderza ze sobą w obrębie jednej narracji zdjęcia i tekst. Poetyka montażu, którą Kluge przeszczepił do literatury z filmu, jest figurą tego, co Sebald nazwał w swoich wykładach „spojrzeniem synoptycznym”, czyli takim, które z dystansu obejmuje rozmaite zdarzenia i różne perspektywy, umożliwiając zarówno autorowi, jak i czytelnikom badania porównawcze. Wyłącznie w takim trybie jesteśmy bowiem w stanie uchwycić skalę destrukcji, a potem skłonić naszą świadomość do wymyślenia środków zapobiegawczych.
Sebald porównuje Klugego do anioła historii, o którym Walter Benjamin pisze w swoim ostatnim tekście składającym się z kilkudziesięciu tez. Anioł zwrócony jest plecami do przyszłości; patrzy w stronę raju, od którego odpychany jest podmuchami wiatru. Nie może się zatrzymać ani odwrócić, a przed jego oczami rozciąga się gigantyczne rumowisko przeszłości. Sebaldowi chodzi zapewne o to, że Kluge nie odwraca spojrzenia od śmietniska naszej zbiorowej egzystencji. Wpatruje się w nie i skłania nas do odważniejszego patrzenia, a potem mówienia. Ale jest z tym porównaniem pewien kłopot. Benjamin był bowiem przekonany, że ruiny znikną dopiero w wyniku zbawienia, że zgruzowane istnienie zostanie odkupione nie wcześniej niż w dniu sądu ostatecznego. Kluge w to nie wierzy. Jest realistą, gdy ocenia nasze możliwości przeciwdziałania kolejnym przypadkom destrukcji, ale niczego nie powierza transcendencji. Niczego nie odkłada na później.
Groza, której doświadczyli mieszkańcy niemieckich miast (nie tylko oni, rzecz jasna, i nie tylko wtedy) to rodzaj naleciałości, rodzaj obcego elementu, który stał się częścią ich życia i to życie cały czas, nawet kilkadziesiąt lat po wojnie, niszczy. To nie anioły odpowiadają za powracające dzieło zniszczenia. I to nie anioły powinny je oglądać. Tylko my. ©℗

Alexander Kluge, NALOT NA HALBERSTADT 8 KWIETNIA 1945, przeł. Arkadiusz Żychliński, Seria „Z Kraju i ze Świata”, Wrocław 2016

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Urodzony w 1978 roku. Filozof literatury, eseista, redaktor, krytyk i tłumacz. Dyrektor programowy Festiwalu Conrada. Redaktor działu kultury „Tygodnika Powszechnego”. Dyrektor programów...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]