Pamiętacie bitwę o Helmowy Jar z „Dwóch wież” Petera Jacksona? To jeden z najbardziej widowiskowych momentów ekranizacji powieści J.R.R. Tolkiena, przedstawiający obronę Rohanu przed siłami Sarumana. W pewnym momencie, po trwającym dłuższą chwilę starciu, sytuacja wydaje się naprawdę beznadziejna: dziesięciotysięczna armia Uruków szturmuje twierdzę, Rohirrimowie zostają zepchnięci do defensywy, a król Théoden traci nadzieję na zwycięstwo. I właśnie wtedy, na wzgórzu, w promieniach wschodzącego słońca zjawia się Gandalf. Uderza z flanki na armię Sarumana i rozbija ją w pył. Widzowie oddychają z ulgą.
Czarodzieje, wróżki, superbohaterowie posiadający nadprzyrodzone moce – popkultura zna wiele postaci, które pojawiają się w środku beznadziejnych zdarzeń dokładnie w momencie, gdy wszystko wydaje się stracone. Właśnie po to, by obrócić kołem fortuny. Tego rodzaju happy end polubiliśmy bardzo dawno, podczas lektury antycznych dramatów. W teatrze greckim używano nawet specjalnej maszynerii (fantastycznie prześmianej w jednej ze sztuk Woddy'ego Allena), która umożliwiała nagłe sprowadzenie na scenę wszechmocnej postaci. Jednym gestem załatwiała ona to, z czym nie potrafili sobie poradzić marudni śmiertelnicy.
Ale tacy fantastyczni bohaterowie i bohaterki pojawiają się także poza przestrzenią Olimpu czy obrazami wykreowanymi na wzgórzach Hollywood. Trafiają oni wprost na scenę boiska, spowici szczególnego rodzaju światłem.
Michelle Agyemang: wybawicielka
Salvadora, wybawicielka – taki przydomek nadała dziewiętnastoletniej piłkarce Michelle Agyemang hiszpańska prasa. Pochodząca z niewielkiego, leżącego na wschód od Londynu miasteczka South Ockendon zawodniczka nie gra w pierwszym składzie. Angielscy dziennikarze lubią podkreślać, że jeszcze cztery lata temu była jedynie dziewczynką podającą piłki na Wembley. Otóż Agyemang wybiega na boisko tuż przed końcem meczu, kiedy nikt nie wierzy już w zwycięstwo Angielek. Kibice prowadzącej drużyny świętują zwycięstwo, a widzowie przed telewizorami dojadają chipsy i wstają z kanap, powoli wracając do swoich codziennych, domowych spraw.
Przypomnijmy, jak wyglądał ćwierćfinał zakończonych właśnie w Szwajcarii mistrzostw Europy. W ciągu niespełna dwudziestu pięciu minut Szwedki zdobyły w meczu z Angielkami dwie bramki i na kwadrans przed końcem spotkania wydawało się, że z takim właśnie wynikiem drużyny się pożegnają. Wtedy wydarzyły się dwie rzeczy. Przede wszystkim Lucy Bronze (na co dzień zawodniczka Chelsea) zdobyła pierwszego, honorowego gola. A dwie minuty później Agyemang, która dopiero co weszła na boisko (rozgrywając swój trzeci mecz w reprezentacji), wyrównała wynik. Ostatecznie podopieczne Sariny Wiegman, przez kibiców nazywane pieszczotliwie Lwicami (Lionesses), wygrały dzięki karnym.

To nie koniec niespodzianek. W półfinałowym meczu z Włoszkami Angielki również przegrywały. Aż do 85 minuty, gdy na boisko wbiegła Agyemang i, w doliczonym czasie gry, wyrównała wynik, doprowadzając do dogrywki, w której Lwice – ku rozpaczy Włoszek – znów zwyciężyły. To było jak pojawienie się Gandalfa w bitwie o Helmowy Jar. Deus ex machina. Nikt, jak podkreślali komentatorzy, nie dokonał czegoś takiego wcześniej. Żadnej z drużyn przegrywających w zasadzie w ćwierć- i półfinałach Europy nie udało się w ten sposób odmienić nagle losów gry.
Szwajcarskie mistrzostwa mają wiele bohaterek, pokazały też siłę nowego pokolenia piłkarek, zawodniczek urodzonych już po roku 2000, takich jak Michelle. Z roku na rok oglądamy coraz mocniejsze i coraz bardziej profesjonalne piłkarki oraz drużyny. Z drugiej jednak strony kobiety nieustannie zmuszane do są walki z dyskryminacją i nienawiścią, zarówno w klubach, jak i w mediach społecznościowych.
Ale zacznijmy od dobrych wiadomości.
Piłka nożna kobiet: dobre wiadomości
Zakończone właśnie w Szwajcarii mistrzostwa Europy – po raz pierwszy z udziałem młodej reprezentacji Polski – są rekordowe pod względem liczby sponsorów i wysokości nagród (w tym roku wyniosły one 41 mln euro, to wzrost o 156 proc. w porównaniu do 2022 r.). Badania pokazują, że popularność kobiecej piłki nożnej w Europie i na świecie w ostatnich latach niebywale wzrosła. Zawodniczki są silniejsze, szybsze i lepiej wyszkolone technicznie, co sprawia, że gra jest ciekawsza i wzbudza większe zainteresowanie kibiców – zarówno na trybunach (na turniej w Szwajcarii sprzedano ponad 650 tys. biletów), jak i przed telewizorami (same tylko mecze Polek obejrzały w telewizji i internecie dwa miliony widzów).
W sondażu YouGov EuroTrack, przeprowadzonym tuż przed turniejem w kilku europejskich krajach, zainteresowanie kobiecą piłką nożną deklarowało do 20 proc. respondentów, przy czym najwyższe wskaźniki odnotowano w Hiszpanii, Niemczech i Francji (te kraje posiadają również najmocniejsze reprezentacje). Dla porównania ok. 40 proc. ankietowanych osób deklarowało zainteresowanie „piłką nożną ogólnie”. Podsumowując: połowa europejskich kibiców interesuje się również kobiecą piłką.
Wedle najnowszych danych angielskiej federacji piłkarskiej (The Football Association, FA) wynagrodzenia zawodniczej wyniosły w tym roku łącznie 52 mln funtów, co oznacza skok o 44 proc. w stosunku do poprzedniego sezonu. W ciągu ostatnich czterech lat FA zanotowała też wzrost liczby kobiet pełniących role trenerek, a także sędziujących i administrujących grą. Ta profesjonalizacja pociągnęła za sobą zainteresowanie, a nawet miłość fanów. Najlepsze angielskie zawodniczki stały się powszechnie znanymi postaciami i wzorami do naśladowania.
Piłka nożna kobiet: złe wiadomości
Wszystkie te liczby cieszą, choć wciąż jest wiele do nadrobienia. Rozpisana na sześć lat przez UEFA strategia „Unstoppable”, ogłoszona w październiku 2024 r., to dopiero druga międzynarodowa strategia stworzona specjalnie dla kobiecej piłki nożnej. Pierwszą wprowadzono w roku 2019 (w Polsce podobna obowiązuje dopiero od roku 2022). Jedno z wyzwań to walka o zmianę naszego podejścia do kobiecego futbolu.
Jak notuje w swoich raportach organizacja Women in Football (WIF), media wciąż niechętne relacjonują mecze kobiet (sama wyczekiwałam podsumowań tegorocznych mistrzostw w dużych komercyjnych stacjach telewizyjnych – bez skutku). Aż 88 proc. zawodniczek, trenerek i sędzin uważa, że pracuje ciężej niż mężczyzna na tym samym stanowisku. Co ciekawe, z tą opinią zgadza się 74 proc. panów. Powiedzmy, że to dobrze, bo oznacza, że zawodnicy i trenerzy są świadomi barier, na które trafiają ich koleżanki.
Innym problemem jest seksizm i rasizm, na które kobiety w piłce wciąż narażone są niewyobrażalnie często. Wyniki badania WIF z maja 2024 r. pokazują, że 89 proc. piłkarek doświadczyło dyskryminacji w miejscu pracy. Ponad 60 proc. kobiet, które zgłosiło incydent, przyznaje, że w rezultacie reprezentujący je klub nie podjął żadnych działań naprawczych. Aż 16 proc. kobiet w ogóle nie chciano wysłuchać. Sprawę, mówiąc wprost, zamieciono pod dywan.
Uczestniczki badania WIF sygnalizują także, że wzrasta nienawiść wobec nich w internecie. Ponad 40 proc. kobiet związanych z piłką uważa, że hejterskich postów w mediach społecznościowych jest więcej. Natomiast 18 proc. ankietowanych znalazła złośliwe i wulgarne wiadomości w swoich skrzynkach i na profilach w sieci.
Pocieszające jest to, że 85 proc. respondentek jest przekonanych o coraz większych możliwościach kobiet w tej dziedzinie sportu. Młodsze zawodniczki rzadziej słyszą, że interesują się czymś, co „nie jest dla dziewczyn” (zob. także rozmowę z trenerką Joanną Kubisiak).
Agyemang bierze rozbieg
Kiedy pisałam o piłkarkach takich jak Michelle Agyemang, nieoczekiwanie spadających wprost na scenę gry i odmieniających jej bieg, wspomniałam, że spowite są szczególnego rodzaju światłem. Aby wyjaśnić, jakiego rodzaju światło mam na myśli, muszę opowiedzieć o jednej ze swoich lektur.
W najnowszym zbiorze esejów niemieckiego filozofa i teoretyka kultury Byung-Chul Hana wiele czytamy o nadziei. Jest ona tutaj formą życia, która przeciwstawia się scenariuszom apokalipsy. Ale, bynajmniej, nie chodzi tu o naiwny, bezkrytyczny optymizm czy nieostrożną bezczynność. Owszem, w czasach, gdy powstawały najdawniejsze greckie tragedie, nadzieję zdecydowanie przeciwstawiano działaniu. Uważano, że człowiek pełen nadziei – niczym kibic wyczekujący upragnionej bramki pięć minut przed ostatnim gwizdkiem – zamyka oczy na rzeczywistość. Czy to rozsądne, pytali starożytni. Nadzieja, przyznawał Albert Camus, naprawdę bliska jest rezygnacji.
Byung-Chul Han postrzega nadzieję zupełnie inaczej, jak najdalej od zniechęcenia czy słabości. Filozof twierdzi, że posiada ona afekt wręcz wojowniczy. Nie tylko z optymizmem wygląda w przyszłość (optymista po prostu jest przekonany, że wszystko będzie dobrze – i czeka), ale „bierze rozbieg do działania”. Nadzieja jest pędem, skokiem, pisze Han. Działa nie wbrew, a pomimo niesprzyjającej rzeczywistości. Jest radosnym światłem.
Światłem takiej właśnie nadziei spowita jest Michelle Agyemang, gdy zaczyna poszukiwać nowego kierunku gry. Jej rozbieg implikuje nieprzewidywalne, nie dające się kontrolować zdarzenia.
Co nam to mówi o nas samych? Czy niesie jakąś lekcję codzienności?
Finał mistrzostw Europy w Bazylei
W odpowiedzi opowiem, jak wyglądał finał mistrzostw Europy rozgrywany w ostatnią niedzielę w Bazylei. Faworytkami od początku były Hiszpanki i rzeczywiście, już po dwudziestu minutach prowadziły jedną bramką. Tej drużynie kibicuje się łatwo, ich grę ogląda z przyjemnością – jest jednocześnie swobodna i precyzyjna. Zawodniczki rzadko pozwalają sobie na niecelne podania, dobrze się komunikują, a do tego doskonale odnajdują w ciasnym polu karnym.
Od pierwszego meczu z Portugalią, kiedy La Roja wygrały przewagą pięciu goli, było jasne, że niełatwo będzie je zatrzymać. Zwycięstwo z Belgią 6:2 tylko upewniło wszystkich, jak silną są drużyną. Ich przewagę musiały uznać również gospodynie turnieju.

Niedzielne spotkanie z Angielkami nie było łatwe, zwyciężczynie wyłoniła dopiero seria rzutów karnych. Kamery uchwyciły na moment klęczącą na boisku Agyemang. Podczas gdy koleżanki z zespołu strzelały kolejno do bramki Cataliny Call, dwudziestoczteroletniej zawodniczki Barcelony, Agyemang, w środku drużyny Angielek, ściskając przedramię, klęczała na wprost bramki, nieustannie wpatrując się w jej światło.
Przypomniał mi się wtedy fragment z eseju Hana, w którym filozof pisze o tym, że nadzieja sadowi się zawsze poza biegiem zdarzeń. Jest całkowicie niezależna od tego, jakim rezultatem skończy się to, na co czekamy. Trwa, niezależnie od wyniku. Wewnętrznie nieporuszona, choć w ciągłym pędzie, jak Agyemang.
Tak, Angielki wygrały, a Michelle uznano za najlepszą młodą zawodniczkę mistrzostw Europy. Odbierając puchar była szczęśliwa i spokojna.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















