Nad mapą „S”

Europejskie Centrum Solidarności organizuje od paru lat pociągi młodzieży z różnych krajów.  Przemierzając Polskę, zapoznaje się ona z wielkim wydarzeniem sprzed niemal trzydziestu lat.  Nie po to, by uczcić zamkniętą przeszłość, lecz by spróbować przenosić jej owoce we własną aktualną rzeczywistość, jako przesłanie i program. Tak jak pragnął tego i jak to z naciskiem przypominał Jan Paweł II, widzący w Solidarności zadanie i nadzieję daleko wykraczające poza granice Polski.
Czyta się kilka minut

I bardzo pięknie. Dopóki pociąg jedzie trasą symbolicznych znaków pamięci i wśród ludzi dobrej woli. I gdy tak się składa, że w tym czasie nie ma np. manifestacji w Poznaniu. Więc młodzi ludzie nie obejrzą flag Solidarności nad palącymi się oponami, do których skandujący to słowo związkowcy dorzucają właśnie symboliczną trumnę premiera RP, równocześnie wołając do kamer i mikrofonów, że następnym razem będzie jeszcze mniej pokojowo, ponieważ im należą się nie mniejsze pieniądze niż stoczniowcom. A gdyby któryś z uczestników pociągu "S" umiał czytać po polsku i skojarzył, że w tym samym czasie trwa protest zwalnianych z pracy pracowników fizycznych UMCS w Lublinie, będzie pewien kłopot z wytłumaczeniem mu, dlaczego kierownictwo "S" przybyłe z Gdańska nie pojechało raczej do Lublina właśnie, by ująć się za tamtymi szarymi ludźmi, którzy nadto nie ciskają kamieniami w policję i nie obrzucają jajkami wojewody, z którym zresztą nie zamierzają rozmawiać, chociaż kiedyś ich protoplaści potrafili pokojowo pertraktować nawet z władzą komunistyczną.

Jest także nadzieja, że młodzież ta nie rozezna się w  zgiełku walk politycznych, toczonych w gmachu Sejmu i we wszystkich możliwych mediach.  Że nie zrozumie języka oskarżeń i inwektyw, w którym nie pozostaje ani cień miejsca na wolę dopracowania się jakichkolwiek wspólnych rezultatów, uzgodnień, porozumień, jest tylko nieubłagana wrogość na zasadzie: albo oni, albo my, ale dla nas i dla nich równocześnie nie ma miejsca w tym kraju, któremu na imię Polska.

Zadanie nie do udźwignięcia chyba: nakreślić mapę, na której  spróbujemy odnaleźć wszystkie miejsca, gdzie dalej żyje Solidarność.  Nie NSZZ , tylko sama "S".  Realna, nieskłamana,  budząca szacunek i nadzieję.

Tak, słyszy się co prawda słowa uspokojenia: spór to prawo demokracji, opozycji wolno zwalczać władzę, wszystkie parlamenty to samo praktykują.  Można by się tym pocieszyć, a przynajmniej zobojętnieć, gdyby nie to jedno: że gdański fakt sprzed dwudziestu dziewięciu lat zdarzył się nam naprawdę...

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 44/2009