Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Na frontach współczesnego świata

Na frontach współczesnego świata

25.01.2011
Czyta się kilka minut
Benedykt XVI: Gdzie islam panuje monokulturowo, niezachwiany w swoich tradycjach i swojej kulturowej oraz politycznej tożsamości, postrzega się łatwo jako przeciwwaga dla zachodniego świata. Świadomość posiadania prawdy może stać się tak ograniczająca, że staje się nietolerancją. A wówczas także współżycie z chrześcijanami staje się bardzo trudne. Rozmawiał Peter Seewald
P

Peter Seewald: W relacjach pomiędzy Kościołem a muzułmanami przemówienie Waszej Świątobliwości z 12 września 2006 r. w Ratyzbonie wywołało burzliwe kontrowersje. Wasza Świątobliwość cytował wtedy fragment z książki historycznej, która relacjonowała dialog pomiędzy cesarzem bizantyjskim a pewnym wykształconym Persem na temat islamu i chrześcijaństwa. Po tym zapłonęły chrześcijańskie domy w krajach islamskich, zachodni dziennikarze pisali pełne gniewu komentarze. To przemówienie uznano za pierwszy błąd pontyfikatu. Było nim rzeczywiście?

Benedykt XVI: Mowa ta była pomyślana jako wykład typowo naukowy, bez świadomości, że przemówienia papieża czyta się politycznie, a nie jak wywody akademickie. Wskutek politycznego potraktowania tekstu nie zwrócono już uwagi na całość, ale wyrwano fragment z kontekstu i odniesiono do polityki to, czego w nim wcale nie było. Dotyczył on sytuacji z dawnego dialogu, który zresztą ciągle, jak myślę, jest bardzo interesujący.

Cesarz Manuel, który wtedy został zacytowany, był już w tym czasie wasalem imperium ottomańskiego. Wcale nie mógł więc nawet atakować muzułmanów. Mógł jednak w intelektualnym dialogu podnieść żywotne kwestie. W każdym razie dzisiejsza polityczna komunikacja jest tego rodzaju, że nie pozwala zrozumieć tych subtelnych kontekstów.

Mimo wszystko wykład ten, po wszystkich strasznych konsekwencjach, wobec których mogę być tylko bardzo smutny, przyniósł pozytywne oddziaływanie. Podczas mojej wizyty w Turcji mogłem pokazać, że czuję szacunek do islamu, że uznaję go za wielką religijną rzeczywistość, z którą musimy pozostać w dialogu. Tak oto z tej kontrowersji wyrósł rzeczywiście intensywny dialog.

Jest oczywiste, że islam musi w publicznym dialogu wyjaśnić dwie kwestie, mianowicie sprawę swojego odniesienia do przemocy i do rozumu. Ważnym wkładem było to, że te dwie sprawy uznano we własnych szeregach za koniecznie wymagające wyjaśnienia i dzięki temu rozpoczęła się także wewnętrzna refleksja nakierowana na dialog pomiędzy uczonymi islamu.

Islamska gazeta "Zaman" mówiła o "posłaniu pokoju" Papieża; według niej wreszcie rozpoczął się rzeczywisty dialog religii. Także niemieckie czasopisma, takie jak "Die Zeit", po początkowej szorstkiej krytyce skłoniły się przed "Mędrcem na Wschodzie", który "stał się najważniejszym autorytetem Zachodu w świecie islamskim".

W każdym razie doszliśmy do dobrego momentu. Wie pan, że stu trzydziestu ośmiu islamskich uczonych napisało list z wyraźnym zaproszeniem do dialogu, przedstawiając interpretację islamu, która go bezpośrednio prowadzi do rozmowy z chrześcijaństwem. Odbyłem także na ten temat bardzo ważną rozmowę z królem Arabii Saudyjskiej. Chce on, podobnie jak inni islamscy przywódcy państw, na przykład tych leżących nad Zatoką Perską, wystąpić razem z chrześcijanami przeciw terrorystycznemu nadużywaniu islamu.

Wiemy, że znajdujemy się dzisiaj w obliczu wspólnego wysiłku. Wspólnie z jednej strony bronimy wielkich religijnych wartości - wiary w Boga i posłuszeństwa Bogu - aby - z drugiej strony - znaleźć właściwe miejsce w nowoczesności. Tym zajmują się też grupy dialogu. Chodzi tu o takie kwestie, jak: Co oznacza tolerancja? W jakiej relacji do siebie znajdują się prawda i tolerancja? Z tym związane jest pytanie, czy tolerancja oznacza także prawo do zmiany religii. Uznanie tego przychodzi islamskim partnerom z trudem. Według nich ten, kto dotarł do prawdy, nie może już zawracać.

W każdym razie weszliśmy w obszerną i intensywną relację dialogu, w której zbliżamy się do siebie, uczymy się lepiej wzajemnie rozumieć. Być może dzięki temu zdobędziemy się także na bardziej pozytywny wspólny wkład w tym trudnym momencie historii.

Jeszcze nie tak dawno papieże uważali za swoje zadanie bronić Europy przed islamizacją. Czy Watykan kieruje się w tej kwestii całkowicie inną polityką?

Nie. Zmieniają się historyczne sytuacje. Pomyślmy tylko o czasie, w którym imperium ottomańskie szarpało europejskie granice, oblegało Europę i w końcu stanęło pod murami Wiednia. Albo pomyślmy o bitwie pod Lepanto w 1571 r. Wtedy chodziło rzeczywiście o to, czy uda się zachować tożsamość Europy, czy też stanie się ona kolonią. W tej sytuacji, kiedy wcale nie chodziło tylko o islam, lecz o rozprzestrzenianie się władzy ottomańskiej, Europa musiała się zjednoczyć i bronić swojej historii, swojej kultury, swojej wiary.

Dzisiaj żyjemy w całkiem innym świecie, w którym fronty przebiegają inaczej. Po jednej stronie jest radykalna sekularyzacja, po drugiej - pytanie o Boga, które jawi się w całej różnorodności. Oczywiście musi nadal być miejsce na tożsamość każdej z religii. Nie możemy się ze sobą zlać w jedno i się zatracić. Trzeba jednak podjąć próbę, aby się między sobą porozumieć.

W dużych częściach Czarnej Afryki panuje od długiego czasu tolerancyjne i dobre współistnienie islamu z chrześcijaństwem. Gdy przyjmuję biskupów z tych krajów, opowiadają oni, że jest po prostu starym zwyczajem wspólne świętowanie uroczystości.

Gdzie indziej relacje te są jeszcze ciągle kształtowane przez brak tolerancji i agresję. Dzisiaj także występują różne uwarunkowania historyczne. Musimy w każdym razie próbować z jednej strony żyć wielkością naszej wiary i ją w żywy sposób przedstawiać, z drugiej zaś - rozumieć dziedzictwo innych. Ważne jest, aby znaleźć to, co wspólne, i tam, gdzie to możliwe, wspólnie służyć światu.

Równocześnie nie można przeoczyć, że w krajach, w których islam opanowuje państwo i społeczeństwo, deptane są prawa człowieka, a chrześcijanie są brutalnie prześladowani. Według anglikańskiego biskupa Michaela Nazira-Alego islam stanowi największe od czasu komunizmu niebezpieczeństwo dla Zachodu, gdyż wraz z nim wkracza wszystko ogarniająca polityczna i socjoekonomiczna ideologia. Prezydent Islamskiej Republiki Iranu Mahmud Ahmadineżad ogłosił, że zaczęło się odliczanie do momentu zniszczenia Izraela i wkrótce Izrael zostanie "wymazany z mapy". Czy wyobrażenie o dialogu z islamem nie jest zbyt naiwne albo nawet niebezpieczne?

Istnieją różne oblicza islamu w zależności od jego historycznej tradycji, jego pochodzenia i poszczególnych konfiguracji relacji władzy. W Czarnej Afryce, jak już mówiłem, istnieje, przynajmniej w dużych jej częściach, bardzo pocieszająca tradycja pokojowego współżycia. Jest tam też możliwa zmiana religii i dzieci muzułmańskiego ojca mogą zostać chrześcijanami. Widoczne jest tam zbliżenie w podstawach rozumienia takich pojęć jak wolność i prawda, które nie zmniejsza intensywności wiary.

Gdzie jednak islam panuje sam, monokulturowo, niezachwiany w swoich tradycjach i swojej kulturowej oraz politycznej tożsamości, postrzega się łatwo jako przeciwwaga dla zachodniego świata, w pewnym sensie jako obrońca religii przed ateizmem i sekularyzmem. Świadomość posiadania prawdy może stać się tak ograniczająca, że staje się nietolerancją, a wówczas także współżycie z chrześcijanami staje się bardzo trudne. Ważne jest, że ze wszystkimi chętnymi do dialogu muzułmańskimi siłami pozostajemy w intensywnym kontakcie i że przemiana świadomości może dokonać się także tam, gdzie islamizm łączy ze sobą roszczenie do posiadania prawdy i skłonność do przemocy.

Tłumaczył Piotr Napiwodzki

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]