Mucharz bzyczy

Projekty dwóch reform napinają sytuację polityczną w kraju – reforma emerytalna i gramatycznie rodzajowa.
Czyta się kilka minut

O emeryturach w ogóle nie ma co pisać, powszechnie bowiem wiadomo, że na emeryturę czeka każdy i każdy o niej marzy. Urzędowy nakaz wieloletniego oczekiwania na nią jest barbarzyństwem, uderzającym w marzenia podstawowe. Dlatego ta reforma się nie uda. Każdy ma plany emerytalne, oparte na forsie i oceanie wolnego czasu, na nieustających wakacjach, domku, wnuczce i obiadku. Taka jest żelazna logika i argumenty podstawowe. Ponieważ ludzie szczerze nienawidzą swojej pracy, najlepiej by było, żeby jej nigdy nie podejmowali. Za sytuację modelową należy uznać możliwość przejścia na emeryturę zaraz po gimnazjum. Chodzenie do liceum, w którym nie uczą historii, defasonuje naturę ludzką w sposób nieodwracalny. Potem jest coraz bardziej niezdrowo. Taka jest diagnoza oporu, w dużym rzecz jasna skrócie.

Reforma rodzajów gramatycznych budzi podobne emocje. Zaczęła się od sfeminizowania ministra, co weszło już do języka i – nie ma siły – musi pójść dalej. Okazuje się, że świat lingwistyczny jest brutalnie zmaskulinizowany, bardziej niż się spodziewaliśmy. Trzeba go poprawić i cywilizować, rzecz jasna najlepiej za pomocą głodówki, ale być może da się to zrobić metodą mniej drastyczną. By nie przedłużać, zwłaszcza że zadanie jest łatwe, uznajmy raz, a dobrze, że w domu stoi pracz, nie pralka, zmywacz – nie zmywarka, kuchacz, a nie kuchenka, na którym skwierczy zatłuszczony patel, nie patelnia. Zauważmy, że jaśniej i lepiej brzmi: żmij – nie żmija, mucharz – nie mucha (chodzi o owada szkodliwego), ścier – nie ścierka, i chochel – nie chochla. Teściowa bezwzględnie powinna mieć jeden rodzaj i słowo to po wsze czasy winno brzmieć: teść – bez względu na trzeciorzędowe cechy płciowe opisywanej osoby. Zważmy, że matka językowej natury prawidłowo ustaliła rodzaje słów: odkurzacz, pawlacz, fartuszek, garnek, podkoszulek, kapeć i stanik. Chwała jej za to.

Jak łatwo się zorientować, obie reformy dotyczą godności. Jej zachowanie jest podstawą do jakichkolwiek debat w świecie nas opasującym. Niby prawo do ochrony własnej godności jest zawarte w paragrafach, ale zważmy, jak bardzo jest to ochrona kulawa. Reasumując: nasze marzenie to nieskrępowana niczym, na pewno nie wiekiem – emerytura i dowolne kształtowanie gramatyki. Podobno w każdym innym kraju są w tych sprawach roztropne rozwiązania, prócz – jak się okazuje – naszego. Zdziczałego kondominium, w którym bez ustanku trwają brutalne kontrole manualne męczenników za sprawę.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 14/2012