Choć od ataku III Rzeszy na Polskę minie wkrótce 85 lat, w Berlinie nie ma miejsca, które by upamiętniało tamto wydarzenie i jego skutki: unicestwienie II RP i jej okupację. O powstanie takiego miejsca zabiegał latami Władysław Bartoszewski. Wreszcie, w 2017 r., grupa niemieckich polityków i działaczy społecznych zainicjowała ruch na rzecz budowy monumentu – co spotkało się z odzewem i ostatecznie zyskało aprobatę Bundestagu w 2020 r.
W maju 2022 r. Urząd Kanclerski zlecił przygotowanie koncepcji. Za projekt odpowiadają Fundacja Pomnika Pomordowanych Żydów Europy i Niemiecki Instytut Spraw Polskich: mają wypracować formułę łączącą „element artystyczny” (w ostatniej wersji projektu określany jako „nowoczesny pomnik”) z muzeum i edukacją. Latem 2023 r. zaprezentowano zarys koncepcji. Zakładał on – wtedy jeszcze obok nieokreślonego bliżej „elementu artystycznego” – budowę muzeum i projekty edukacyjne (słusznie, bo niewiedza młodych Niemców jest w tym temacie głęboka; tylko 10 proc. z nich uznaje, że ich przodkowie mogliby być wtedy oprawcami, niem. Täter).
Jednak, mimo szczytnych założeń, koncepcja Domu budzi wątpliwości. Krytyka płynie zwłaszcza ze strony niemieckich inicjatorów – tych, którzy wystąpili w 2017 r. Uważają, że należy oddzielić upamiętnienie (pod postacią postulowanego przez nich pomnika, który powinien powstać jak najszybciej) od sfery muzealnej i edukacyjnej.
BARIERY | Finalny projekt Domu ma trafić pod obrady Bundestagu jesienią. Niezależnie jednak, jak to miejsce ma wyglądać, problemem może być zapewnienie funduszy przez Bundestag: według szacunków potrzeba ok. 150 mln euro. Na przeszkodzie stoi brak zainteresowania ze strony kluczowych polityków na szczeblu federalnym (i opinii publicznej), którzy lobbowaliby za tym projektem.
Kolejna bariera to budżetowe wyzwania Niemiec w realiach ekonomicznej stagnacji. Nie jest przesądzone, czy takie środki się znajdą. Konkurencja w niemieckiej polityce pamięci jest duża, a o fundusze ubiega się kilka nowo powstających muzeów, jak Centrum Dokumentacji II Wojna Światowa i Niemiecka Polityka Okupacyjna w Europie, Centrum Przyszłości Jedności Niemiec i Transformacji Europejskiej oraz muzeum niemieckiej emigracji z lat 1933-45. Finansowanie wszystkich tych ambitnych inwestycji może być niewykonalne. Tymczasem Dom Niemiecko-Polski to w tym gronie projekt o najmniejszym stopniu zaawansowania i najmniejszym potencjale politycznych profitów dla niemieckiego decydenta.
CZAS | Pytania budzą też relacje Domu do innych budowanych muzeów. Konkurencja między projektami ma znaczenie praktyczne: w razie konieczności wyboru jednej wystawy dotyczącej okupacji niemieckiej większość odwiedzających (w tym szkoły) uda się zapewne do wspomnianego Centrum Dokumentacji jako miejsca prezentującego całościowe ujęcie. A tam pamięć o polskich ofiarach może być traktowana po macoszemu z uwagi na to, że Polacy mają (będą mieć) „swoje” muzeum.
I wreszcie czas. Doświadczenia – jak ponad 20-letnia debata o powstaniu w sercu Berlina Pomnika Pomordowanych Żydów Europy – każą nastawić się na kilkunastoletnie oczekiwanie na upamiętnienie polskich ofiar. Jeden z sygnatariuszy apelu z 2017 r. pokusił się tu o gorzki żart, że może uda się na setną rocznicę wybuchu II wojny...
KONTROWERSJE | To wszystko wciąż nie jest sednem problemu. Rzecz w tym, że dotychczasowe koncepcje (niebawem ma ukazać się kolejna) mają charakter ramowy i wymagają dopiero wypełnienia treścią. Dotyczy to zwłaszcza wystawy głównej, a jedno z najważniejszych pytań brzmi: jak pokazana będzie rola sprawców-Niemców.
Konsternację budzą zapowiedzi organizatorów Domu, że należy edukować też Polaków, choć nawet niemieccy inicjatorzy z 2017 r. wskazują w swoich listach do urzędników, że „Polacy wiedzą, co im zrobiono pod niemiecką okupacją. Przywiązują wagę do godnego upamiętnienia w stolicy Niemiec, w której narodziła się tragedia, do znaku publicznego przyznania się do winy, żałoby, odpowiedzialności i pragnienia pojednania”.
Zasadnicze znaczenie ma tu fakt, że projekt jako stricte niemiecki (powstający na polecenie rządu i finansowany z budżetu) będzie bazować na niemieckich założeniach polityki pamięci i propagować niemiecki punkt widzenia na historię. Nie ma w tym nic złego – jednak warto pamiętać, że nie jest to projekt polsko-niemiecki.
Jako że pojęcia takie jak naród, patriotyzm czy armia kojarzą się Niemcom często źle, ten swój problem przenoszą na kultury pamięci innych państw. Uznają np., że punkt ciężkości wystawy powinien spoczywać nie na narodzie i państwie, lecz na społeczeństwach, regionach itd. Z polskiego punktu widzenia może to prowadzić do relatywizacji sprawstwa państwa niemieckiego względem polskiego.
Inny przykład z niemieckiej kultury pamięci to dziś niechęć do pomników. W koncepcji Domu unikano słowa „pomnik”. Dopiero presja inicjatorów upamiętnienia polskich ofiar oraz strony polskiej wymusiła zmianę założeń i uwzględnienie jakiejś formy pomnika w wizji DNP.
CZEGO CHCIEĆ? | Optymalnym rozwiązaniem byłoby szybkie powstanie w reprezentacyjnej części Berlina pomnika ofiar niemieckiej okupacji w Polsce. A w dalszej perspektywie – stołecznego centrum edukacji poświęconego relacjom polsko-niemieckim. Na takie centrum obie strony mogłyby złożyć się po równo pod względem finansowym i naukowym. Dzięki temu mogłyby na równych prawach decydować o jego kształcie.
Celem powinno być też dążenie do zmian w podstawie programowej niemieckich podręczników do historii i w kształceniu nauczycieli. To w szkole Niemcy powinni dowiadywać się, czemu Polacy uparcie głowią się i nadal żądają odpowiedzi na pytania, które w koncepcji Domu się nie pojawiają: dlaczego Niemcy dążyli do eksterminacji narodu polskiego, dlaczego zgładzili inteligencję, dlaczego sprawcy zbrodni nie zostali w Niemczech ukarani, jak to wpływa na relacje polsko-niemieckie?
Tak czy inaczej, dyskusja wokół idei pomnika/domu pokazuje, że nieprawdziwy jest ten pielęgnowany obraz Niemiec jako państwa, które wzorcowo rozliczyło się z przeszłością.
Autorzy są analitykami Ośrodka Studiów Wschodnich. Więcej o idei Domu Niemiecko-Polskiego piszą na stronie osw.waw.pl
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















