Moment chopinowski

Hipoteza zakłada, że pięć lat to czas wystarczający, by pojawiły się talenty zdolne udźwignąć cały bagaż oczekiwań, obciążający tytuł laureata (a tym bardziej zwycięzcy).
Czyta się kilka minut
Jakub Puchalski /
Jakub Puchalski /

Po upływie więc kolejnych pięciu lat, 3 października w sali Filharmonii Narodowej w Warszawie rozpoczęły się przesłuchania XVII Konkursu Chopinowskiego. W pierwszym etapie (już po wstępnych eliminacjach) bierze udział 78 pianistów.

Wyjątkowość Konkursu Chopinowskiego, który ma się świetnie już blisko 90 lat (dokładnie od 1927 r.), bierze się z monotematyczności: skupienia na jednym tylko kompozytorze. A może siłą napędową jest raczej napięcie paradoksu? Bogactwo muzyki Chopina jest tak wielkie, że nie nuży ona nawet przy słuchaniu wielu kreacji tego samego utworu, pozwalając zarazem na bardzo zróżnicowane interpretacje. Możemy też sięgnąć głębiej: ironią jest, że w tym jednym z najważniejszych turniejów artystycznych oręż stanowią najbardziej subtelne utwory, jakie kiedykolwiek narodziły się w ludzkim umyśle, z założenia przeznaczone do obcowania intymnego, w salonie, w domu. Tego rozdźwięku jednak nie musimy się obawiać – i to nie tylko dlatego, że żywot dzieła nie jest uzależniony od postawy twórcy.

W trakcie słuchania konkursowych wykonań nadchodzi bowiem – prawie zawsze w końcu nadchodzi – moment, w którym wątpliwości znikają. Ktoś gra: muzyka odrywa sięod martwych, drukowanych nut, tak starannie odczytywanych przez większość pianistów, unosi się ponad instrumentem i zaczyna żyć własnym życiem, oddychać wewnętrzną logiką, właściwą dla siebie melodyką, harmonią, ruchem. Każdy element wskakuje nagle na idealnie pasujące miejsce i nabiera znaczenia. To właśnie dla takiej chwili warto śledzić wszystkie inne zmagania – by trafić na występ, w którym zmagań już się nie czuje. A Konkurs jest „dobry” nie wówczas, gdy pianista dający nam te wrażenia osiąga wysokie miejsce w finale (wiemy, że niekoniecznie tak jest – i zdaje się to nieuniknione), lecz gdy takich momentów jest jak najwięcej. W tym roku – pisząc z perspektywy początku rywalizacji – można chyba powiedzieć, że mamy szczęście. Jest czego słuchać. Oby było także na kolejnych etapach, aż po finał (18-20 października). A przede wszystkim – już poza sceną Konkursu. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 41/2015