Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Moje (przedwczesne) rozczarowanie

Moje (przedwczesne) rozczarowanie

18.06.2018
Czyta się kilka minut
Oczekiwałem, pewnie nie tylko ja, że Episkopat ogłosi wskazówki, jak postępować w przypadkach rozwiedzionych żyjących w nowym związku, skoro w posynodalnej adhortacji „Amoris laetitia” sam papież zajął się sprawą takich osób.
Ks. Adam Boniecki. Fot. Maciej Zienkiewicz dla „Tygodnika Powszechnego”
W

W rozdziale ósmym podniósł znane każdemu spowiednikowi pytanie o człowieka, który znajdując się w sytuacji z kanonicznego punkt widzenia nieprawidłowej, „obiektywnie w sytuacji grzechu (...) może żyć w łasce Bożej, może kochać, a także wzrastać w życiu łaski i miłości”. Pomoc Kościoła jest w takich sytuacjach szczególnie potrzebna. Choć już sam tekst adhortacji jest jasny, papież, by uniknąć nieporozumień, dodał słynny odnośnik 151: „W pewnych przypadkach mogłaby to być także pomoc sakramentalna”, ponieważ „Eucharystia nie jest nagrodą dla doskonałych, lecz szlachetnym lekarstwem i pokarmem dla słabych”.

Żyłem nadzieją, że wreszcie nie będę musiał ludziom uwikłanym w sytuacje odgradzające ich od Eucharystii mówić (w imieniu Kościoła) tego, co było przez nich odbierane jako stwierdzanie, że sytuacja jest bez wyjścia. Wobec Boga nie ma sytuacji bez wyjścia. Oczywiście, wyjściem...

4212

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

-dystrybutor, pośrednik, handlarz...Sądzę, że w "Amoris laetitia" papieżowi chodzi nie tylko o problem "dopuszczenia do sakramentu"(co za to za "zootechniczne" określenie...)osób "rozwiedzionych i żyjących w nowych żwiązkach", co w ogóle o samą istotę Eucharystii, bedącej znakiem NIEZASŁUŻONEJ ŁASKI Boga. Sola gratia per fide, czy odpust "ze skarbca zasług Kościoła" za odpowiednią zasługę osobistą w ramach "współpracy z Bogiem"? Kontrowersja, która w Kościele trwa od 500 lat...

od małej manipulacji, wykropkowując w zdaniu z rozdziału 8. frazę "która nie jest subiektywnie winna albo nie jest w pełni winna". Coś to zmienia, czy nie? Obawiam się, że zasadniczo, zwłaszcza w świetle wielu innych stwierdzeń zawartych w tym samym rozdziale, klauzula ta bowiem dość mocno ogranicza krąg potencjalnych beneficjentów nowego podejścia duszpasterskiego, wykluczając z niego osoby aktem woli pośrednio lub bezpośrednio WYBIERAJĄCE życie w związku niesakramentalnym. Bo nie chcą się na razie wiązać, bo na przeszkodzie stoi wcześniej zawarte małżeństwo, w którym "ulotniła się chemia" albo przekroczona została granica "rozsądnego poświęcenia" itp. Z pewnością nie została otwarta droga do Eucharystii tym którzy zwyczajnie akceptują rozwód jako godziwe i prawidłowe rozwiązanie. Chodzi raczej o osoby znajdujące się "w określonych warunkach, które nie pozwalają im działać inaczej i podjąć inne decyzje bez nowej winy". Wszystko to oczywiście ma sens w ramach określonej etyki i teologii w której istotne znaczenie ma postulat "aby nigdy nie pomyślano, że usiłuje się minimalizować wymagania Ewangelii" (Amoris Laetitia 8.301).

Można i tak "po warszawsku", ale nasuwa się pytanie o istotę tej woli i ochoty. Związek "z rozsądku" to często tylko konformistyczna kalkulacja-podobnie jak ewangelizacja oparta o dydaktykę strachu przed "wiecznym potępieniem", odwołuje się do tych niższych motywacji, niż owa "ochota" z miłości. Św. Augustyn proponuje: "masz jedynie miłować, poza tym rób co chcesz", co przecież wpisuje się w owe Chrystusowe prawo miłości Boga i bliżniego, które spełnia całe Prawo. Bo mnożenie przepisów, "klauzul", itp., to w istocie "cedzenie komara a łykanie wielbłąda", gdy właśnie ochotną miłość chce się zastąpić wolą konformistycznego przetrwania. Dlatego dobrze, jeżeli Kościół przypomni sobie dobrze nauki Doktora Łaski, pomimo że to może wymagać ciągłej "reformacji", bo Prawo Kanoniczne nie jest (nie może być) żadnym trwałym fundamentem dla Kościoła. Tylko miłość "dana z góry", której doświadczenie przemienia "doły" doświadczeniem tej łaski. I na tyle przemieni ludzką naturę, że małżonkowie pozostaną sobie wierni do grobowej deski-w każdych okolicznościach

Mam wrażenie, że Pan nigdy w małżeństwie nie był. Ja też nie. Nie mniej jednak w małżeństwach zdarzają się dość różne sytuacje. Więc łaska oczywiście, ale myślę że gdzieś ten rozsądek dobrze byłoby zachować.

...ale tylko raz sakramentalnie. Choć to było w czasach mej młodości chmurnej i durnej, gdy nie traktowałem sakramentów na poważnie. Jak i całego Kościoła...

...

Zgadzam się

ksiądz potrzebuje wytycznych z centrali czy może raczej dobrego słuchu, by głos własnego sumienia rozpoznać?

Takie spojrzenie znajduje swoje niespodziewane potwierdzenie w instrukcji Kongregacji Nauki Wiary o powołaniu teologa w Kościele. Dokument omawia analogiczną sytuację: kwestionowanie w sumieniu przez teologa niektórych prawd głoszonych przez Kościół. Instrukcja akceptuje taką sytuację pod warunkiem, że poddawane w wątpliwość nauczanie dotyczy "materii, która sama w sobie może podlegać udoskonaleniom". Dlatego wpierw zaleca sprawdzenie, "jakiego rodzaju autorytet został zaangażowany w daną wypowiedź". Równocześnie Kongregacja przyznaje (to wyznanie bez precedensu!): "Wśród tego rodzaju wypowiedzi, podyktowanych roztropnością, zdarzały się dokumenty Urzędu Nauczycielskiego, które nie były wolne od braków. Pasterze nie zawsze natychmiast rozumieli wszystkie aspekty lub całą złożoność pewnych zagadnień. (...) Teolog wie, że pewne wypowiedzi Urzędu Nauczycielskiego mogły być usprawiedliwione w czasie, w którym zostały ogłoszone, odnosiły się bowiem do twierdzeń zawierających gmatwaninę sądów prawdziwych i takich, które mogły od prawdy odbiegać. I dopiero upływ czasu pozwolił na właściwą ich ocenę, a dzięki pogłębionym studiom mógł nastąpić prawdziwy postęp w zakresie doktryny". W końcu dokument liczy się z możliwością, że stan konfliktu sumienia teologa i nauczania Magisterium może okazać się długotrwały: "Może zdarzyć się, że po przestudiowaniu nauczania Urzędu Nauczycielskiego, z wolą wysłuchania go w pełni, trudność nie ustępuje, ponieważ argumenty przeciwne wydają się teologowi słuszniejsze. Stając wobec twierdzenia, którego rozumowo nie może przyjąć, powinien pozostać otwarty na wnikliwe pogłębienie danej kwestii".

Destrukcja, Obstrukcja - tak trzymać, coś w końcu musi puścić...

Ale jest i druga strona-Matki Kościoła. A nie godzi się odwracać się od mateczki, gdy ta niedomaga i dostaje zadyszki podążając "za światem". Trzeba jej tylko przypomnieć "mLodość orła", bo świat potrzebuje jakiegoś wzniosłego znaku-sam pogrążony w gnuśności odmęcie...

macocha co najwyżej, obcy w naszym życiu twór, siłą każdemu z nas od niemowlęctwa narzucony

...na tym świecie-nie byłoby trwania cywilizacji i związanego z nią technologicznego progresu, który dał mozliwość narodzin większości ludzkich niemowląt na ziemi.

Das große QUATSCH

...

cywilizacje były i kwitły przed tą macochą, po niej będzie podobnie - a kto się chce chlubić "postępem technologicznym" i tempem rozmnażania gatunku ludzkiego niech weźmie też pod uwagę, że jeszcze n i g d y w historii ludzkości nie było na świecie tylu co dziś nędzarzy, głodujących i z głodu umierających

"...że jeszcze n i g d y w historii ludzkości nie było na świecie tylu co dziś nędzarzy, głodujących i z głodu umierających". No bo też n i g d y nie było na świecie tylu ludzi-w ogóle. Jeżeli to jest problem, to w duchu lewackiej (anty)logiki: "Jest człowiek-jest problem; nie ma człowieka-nie ma problemu"

więcej ludzi, więcej cierpienia - diabeł się cieszy - tu też Pan Ameryki nie odkrywa - tym bardziej Pańska apoteoza rozmnażania się na potęgę i przedstawianie tej króliczej pasji jako zasługi i dowodu na wielkość kościoła - to, prosze wybaczyć szczerość, kpiny z rozumu, gwałt na zdrowym rozsądku [fragment 'lewacki' zaś to MEGA-QUATSCH]

ogarnięty mieszkaniec Niemiec-kraju dwukrotnie "przeludnionego" jak np. Polska, trzykrotnie jak Rumunia, lub czterokrotnie jak Bułgaria(porównanie w ramach jednej politycznej wspólnoty EU). Bo nie tylko że nie ma tam "wojny, gwałtu i chorób", ale nawet brakuje tam ludzi do pracy(i nie tylko). Podobnie dwukrotnie bardziej przeludniona od Niemiec Holandia, nie ma problemu zachowaniem porządku społecznego(a przynajmniej jest pod tym względem o wiele lepiej w porównaniu z Polską, Rumunią, czy Bułgarią). I też potrzebuje wciąż nowych ludzi(akurat dostałem z Holandii maila z zaproszeniem do pracy). "Mnożą się na potęgę" wszelkie żywe organizmy wg swojego rodzaju, ale nie człowiek, który jest biologicznym osobnikiem, ale ogarniętym łaską Boga. Bo człowiek, pod wpływem tej łaski, to "napełnia swoim potomstwem ziemię" i "czyni ją sobie poddaną"-ale tak naprawdę, to łasce Boga. Dlatego w chrześcijańskiej Europie nie ma problemu "przeludnienia", bo nie ma problemu tam ,gdzie jest boża łaska i sensowne działanie człowieka. Tam gdzie jest wyuzdanie i głupota-tam jest ciągły problem "nadmiaru gęb do karmienia". I to jest właśnie skutek zadania gwałtu zdrowemu rozsądkowi przez lewackie ideologie negujące Boga i logiczny sens rzeczywistości. A dla jednego głupca i wyuzdańca, to nawet cały świat jest za mały i to on jeden może już spowodować "przeludnienie ziemi"(Mahatma Gandhi)

Pan ma bardzo krótką pamięć - to Pańskie słowa: "Ale bez tej "macochy", to nie byłoby większości nas na tym świecie - nie byłoby trwania cywilizacji i związanego z nią technologicznego progresu, który dał możliwość narodzin większości ludzkich niemowląt na ziemi."

Prosiłbym uszczegółowić ten problem.

„Biskupi, znając swój Kościół, nie chcieli sprawy puścić na żywioł” Gdyby tak było, w pierwszej kolejności zaznajomili by się ze statystykami. To znaczy, przeanalizowaliby dynamikę rozwodów ich powszechność i jak to się przekłada na dalsze funkcjonowanie rozwodników. Chciałbym się mylić ale wśród ludzi, którzy przeszli przez rozwód, tylko niewielki odsetek dręczą dylematy religijne. Dotyczy to jedynie starszego pokolenia, młodsze bowiem coraz częściej nie ulega presji rodziny i legalizuje związek tylko urzędowo. Większość z nich, wymuszonego ślubu kościelnego, nie traktuje jak wyroczni, wiszącego nad nimi fatum. Sporo już napisano na ten temat, sugerowano nawet wydłużenie okresy nauk przedmałżeńskich. Nie zauważyłem aby hierarchowie postanowili jakoś sprowadzić do rzeczywistości te nauki, które się obecnie odbywają. Co o nich sądzą ich słuchacze, można poczytać na forach internetowych. Laicyzacja młodego pokolenia postępuje w szybkim tempie, powiedziałbym nawet w tempie błyskawicznym. Główną siłą napędowa tego procesu jest sam kler, szczególnie ten w podeszłym wieku. Nie toczy on debaty nad ukróceniem nadużyć duchownych w stosunku do wiernych, szczególnie dzieci. Z zamiłowaniem godnym lepszej sprawy, zajmuje się łóżkowymi dylematami wiernych, coraz to bardziej wirtualnymi. Myślę, że sprawa rozwodników już wymknęła się kościołowi, w najmniej dla niego dogodny sposób, większość z nich luzuje więzi go z nim łączące. Już nie odczuwają na sobie presji środowiska, nie są z niego wykluczani ani w jakikolwiek sposób napiętnowani. Do niedawna kościół z wielką mocą piętnował nieślubne dzieci, samotne matki i żyjących w związkach niesakramentalnych. Dziś jego napomnienia nawet nie powodują wzruszenia ramion. Każdy z nas w swym sąsiedztwie ma tego typu ludzi, już ich nie oceniamy z perspektywy tego co o nich mówi ksiądz. Ksiądz przestał być dzisiaj autorytetem moralnym, postrzegamy go i oceniamy na podstawie, jak wykonuje swój zawód. Sutanny przestaliśmy się bać. Korowody z rozwodnikami, straszenie ich ogniami piekielnymi, tylko nas w tym utwierdzają.

Ejże! Naprawdę boleje Pan nad spadkiem odsetka populacji dręczonej dylematami, które - jak wynika z dalszego ciągu komentarza - uważa Pan za bezsensowne i niedzisiejsze?

Mnie zaciekawiło zastosowanie pluralis maiestatis. Czyżby pisane z pozycji tronu? A może rodzaj przesłania: uwaga, mam na imię Oportunista, jest nas wielu…

...

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]