Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Świętość w zasięgu rozwodników

Świętość w zasięgu rozwodników

04.06.2018
Czyta się kilka minut
Z każdej, najbardziej małżeńsko „nieregularnej” sytuacji Bóg może wyprowadzić człowieka. Choć miejsce, do którego doprowadzi, może wyglądać inaczej, niż się spodziewamy.
TONI ANZENBERGER / FORUM
O

Obserwując spór o interpretację adhortacji „Amoris laetitia”, odnoszę wrażenie, że dyskusja toczy się głównie obok jej treści. Wśród jej największych entuzjastów i krytyków panuje zadziwiająca zgodność. Papieskiemu dokumentowi przypisywane są tezy, których nie potrafię się tam dopatrzyć. Więcej – są one w mojej ocenie fundamentalnie sprzeczne z nauczaniem papieża Franciszka.

Nie jestem teologiem ani ekspertem w tej dziedzinie. Piszę, opierając się na własnym doświadczeniu trwającego już lata kryzysu małżeńskiego. Na tej drodze ważna dla mnie okazała się pomoc, którą otrzymałem we Wspólnocie Trudnych Małżeństw Sychar.

Dobrymi przykładami wspomnianego wyżej nieporozumienia jest z jednej strony List „Wątpliwości rodzin” (zawierający pytania kilkunastu polskich rodzin skierowane do papieża i biskupów), z drugiej zaś artykuł Artura Sporniaka „Rozwodnicy pod rygorem”. Dla obu tekstów wspólne jest np. przekonanie, że dopuszczenie do sakramentu pojednania i Eucharystii jest równoznaczne ze zdjęciem winy grzechu cudzołóstwa, a rozeznanie odnosi się do ważności sakramentalnego związku. Prowadzi to do wniosku o zmianie rozumienia nierozerwalności małżeństwa, zmierzającej do ograniczenia tej normy. W moim odbiorze papieskie nauczanie idzie w przeciwnym kierunku.

Plany Boga

Istotne znaczenie dla jego zrozumienia ma kolejna adhortacja, „Gaudete et exsultate”. Papież ukazuje w niej kontekst swoich poprzednich dokumentów, jako opisów różnych dróg do świętości (28). „Amoris laetitia” prowadzi do niej przez duchowość małżeńską. Właśnie w budzącym największe kontrowersje rozdziale ósmym jest to wyrażone szczególnie wyraźnie. W przypadku różnych sytuacji zwanych „nieregularnymi” zadaniem Kościoła jest „dopomożenie im w osiągnięciu pełni planu Boga”. Do tego cytatu z relacji synodalnej papież dodał od siebie fundamentalną uwagę: „co jest zawsze możliwe z mocą Ducha Świętego” (297).


Czytaj także: Artur Sporniak: Rozwodnicy pod rygorem


Warto porównać te słowa z zapisami zawartymi w adhortacji „Familiaris consortio”. Św. Jan Paweł II pisał, że „różne motywy, takie jak brak wzajemnego zrozumienia, nieumiejętność otwarcia się na relacje międzyosobowe i inne, mogą w przykry sposób doprowadzić ważnie zawarte małżeństwo do rozłamu; często nie do naprawienia” (83). Z tej konstatacji wynikały zalecenia kierowane pod adresem osób żyjących w nowych związkach, w tym zaniechanie współżycia. Papież pisał o obowiązku rozstania, czasem jego zdaniem niemożliwego do zrealizowania, ale już nie o powrocie do sakramentalnego małżonka.

Franciszek zdaje się nie widzieć rozłamów nie do naprawienia. Wie, że droga do pełni planu Boga względem połączonych przez Niego małżonków może być długa i przebiegać w różny sposób. Jednak z mocą Ducha Świętego, obecnego w sakramencie małżeństwa, jest ona zawsze otwarta. Z każdej, najbardziej „nieregularnej” sytuacji Bóg może wyprowadzić człowieka. Potrzeba Mu tylko zgody grzesznika, jego stanięcia w prawdzie i woli nawrócenia, wejścia na ścieżkę, która prowadzi do świętości. Ważne jest nie to, skąd ów człowiek startuje – to może być otchłań grzechu i głęboko zdeformowane sumienie – lecz to, dokąd chce dojść, i wysiłek podejmowany na każdym kroku.

Cała adhortacja o radości miłości ukazuje ów cel, pełnię planu Boga wobec sakramentalnych małżonków, świętość na drodze duchowości małżeńskiej. To droga dla wszystkich, którzy zawarli ten sakrament. Dla tych, którzy właśnie zaczynają życie razem i cieszą się każdym dniem. Dla tych, którzy przeżywszy wspólnie większość życia, osiągnęli znacznie głębszą więź. Dla tych, którzy przechodzą przez dramat kryzysu małżeńskiego, szczególnie w jego najostrzejszej fazie, gdy przynajmniej jedno z nich zawiera nowy związek i z nim łączy swoją przyszłość. Dla tych wreszcie, którzy po tych bolesnych doświadczeniach z powrotem są razem i budują swoją więź od nowa.

Papież Franciszek niesie im wszystkim przesłanie nadziei. Nawet wtedy, gdy mąż i żona nie wyobrażają sobie już życia razem i nie potrafią wzbudzić w sobie nawet chęci naprawy relacji, wciąż mogą sięgnąć do żywego charyzmatu sakramentu i działającego w nim Ducha Świętego. Z tego ognia może od nowa rozpalić się ich wzajemna miłość, która będzie ich dalej prowadzić ku Bogu. To dlatego każde sakramentalne małżeństwo jest do uratowania, nawet po rozwodzie i gdy obie strony mają dzieci w nowych związkach.

Komunia dla rozwiedzionych

To czerpanie z mocy sakramentu komunii osób dokonuje się przede wszystkim przez przyjmowanie Jego Ciała i Krwi. Na drodze od grzechu ku świętości jest on najcenniejszą, często niezbędną pomocą. Jednocześnie tylko kroczenie na tej drodze uprawnia wiernych do przyjmowania Eucharystii. Wszyscy zgrzeszyliśmy i jesteśmy pozbawieni chwały Bożej, nie jesteśmy godni, aby On do nas przyszedł. Przystępujemy do Jego stołu, aby nasza dusza została uzdrowiona. Dla osób żyjących stale sakramentami i Słowem Bożym ta postawa wydaje się i zwykle jest oczywista. W przypadku osób uwikłanych w sytuacje tzw. nieregularne, np. rozwodników w nowych związkach, konieczne jest stałe rozeznawanie sumienia przez nich samych i duszpasterza.


Czytaj także: Piotr Sikora: Teologiczna bomba już wybuchła


Decyzja o zaniechaniu przez te osoby współżycia może być zarówno cennym znakiem ich świadomości grzechu i woli wychodzenia z niego, jak też ważnym krokiem na tej drodze. Wszystkie te elementy mogą się jednak objawić także w inny sposób. Co ważniejsze: decyzja o życiu jak brat z siostrą i jej realizacja nie mogą być traktowane jako punkt dojścia, realizacja pełni planu Boga w ich powołaniu małżeńskim. Papież nie wskazuje, co powinno być kolejnym etapem, przyznaje, że nie ma tu prostych odpowiedzi, ale zarazem zobowiązuje wiernych i duszpasterzy do ich poszukiwania.

Wskazuje jednak kilka ważnych kierunków. Pierwszym jest prawda, czyli wymagania Ewangelii. Eucharystia to stół Słowa i stół Chleba, nierozerwalnie ze sobą połączone. Przyjęcie Jezusa musi obejmować obie postacie Jego obecności. Nie przez przypadek bezpośrednio przed komunią wyrażamy wiarę w moc Jego Słowa: ale powiedz tylko słowo, a będzie uzdrowiona dusza moja. A On mówi o małżeństwie w sposób jednoznaczny: łączą się ze sobą tak ściśle, że stanowią jedno ciało; co Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela. Pytanie o akceptację Pisma Świętego i nauczania Kościoła to podstawa rozeznania.

Dlatego powinno ono obejmować postawę wiernego najpierw wobec Boga, wobec samego siebie i wobec sakramentalnego małżonka, dopiero potem wobec jego ślubnych dzieci i tych z drugiego związku, wobec pozostałej rodziny i dopiero na koniec wobec partnera czy partnerki w nowym związku. Adhortacja „Amoris laetitia” zawiera szereg szczegółowych pytań, które są pomocne w rachunku sumienia tych osób: „w jaki sposób zachowywały się wobec swoich dzieci, gdy związek małżeński przeżywał kryzys; czy były próby pojednania; jak wygląda sytuacja opuszczonego małżonka; jakie konsekwencje ma nowa relacja dla pozostałej rodziny” (300). Wytyczne biskupów argentyńskich (pkt 8) zalecają odnieść pytanie o zachowanie w trakcie kryzysu nie tylko do dzieci, lecz również do współmałżonka. Co ważniejsze, sugerują w tym miejscu wyjście poza własną ocenę samego penitenta: „Jeśli są nieprawości bez zadośćuczynienia, dopuszczenie do sakramentów byłoby szczególnie gorszące”. Osoba, która żyjąc w nowym związku chce przystąpić do sakramentów, ma stanąć w prawdzie o sobie jako mężu lub żonie, a duszpasterz powinien jej w tym pomóc znając faktyczną sytuację. Nie można mówić o wypełniania planu Bożego bez otwarcia się na pojednanie z sakramentalnym współmałżonkiem i na podjęcie na nowo życia małżeńskiego.

Moc sakramentu

Papież podkreśla, że nie chodzi o jednorazowy akt, ale stały proces rozeznania. Ma on być dynamiczny i odnosić się do dynamiki postawy wiernego. Jego przedmiotem jest wzrost człowieka w wierze, w wierności, w poznawaniu Słowa, w uczynkach miłości. Ten sam stan, który w jednej chwili jest pięknym darem Bogu, po pewnym czasie może stać się przejawem zatwardziałości serca. Rozeznanie tej postawy – przez samego wiernego i przez jego duszpasterza – także powinno być coraz głębsze i pełniejsze. Oznacza to jednocześnie, że dopuszczenie do sakramentów osób żyjących w nowych związkach zawsze powinno być czasowe, a nie bezterminowe.

Ciekawie rysuje się relacja między duszpasterzem a wiernym. Jest ona opisana przede wszystkim jako towarzyszenie i rozeznawanie. Nie jest natomiast sprecyzowane, kto komu towarzyszy; jest to raczej relacja obustronna. Głos sumienia ma wybrzmieć mocno, ale zarazem powinno być ono kształtowane w toku pracy duszpasterskiej i to nie sam penitent dokonuje ostatecznego rozeznania. Wyłania się z tego obraz ścisłej współpracy. Kapłan towarzyszy wiernemu w kształtowaniu sumienia i rozeznawaniu powołania małżeńskiego, a tenże wierny towarzyszy kapłanowi w rozeznaniu relacji między Ewangelią a konkretną sytuacją, czyli w realizacji jego powołania kapłańskiego. Papież wzywa obie strony do wspólnego wysiłku i do wzajemnej pomocy.


Czytaj także: Radość miłości: kard. Francesco Cocopalmeiro komentuje "Amoris laetitia"


Adhortacja „Amoris laetitia” jest moim zdaniem nawet nie tyle głosem w obronie nierozerwalności małżeństwa, co pochwałą jego mocy. Potwierdza prawdę, że człowiek nie powinien i nie jest w stanie zniszczyć więzi, którą umocnił Duch Święty. Kieruje jednak naszą uwagę gdzie indziej. Charyzmat tego sakramentu to nie pęta czy pułapka na słabego człowieka, lecz żywe źródło mocy, Jego miłości. Gdy zawiedzie wszystko, co ludzkie, Bóg nadal zaprasza i uzdalnia oboje małżonków nie tylko do odbudowy relacji, lecz do jej stałego rozwoju, aż po osiągnięcie pełni Jego planu względem nich.

Na drodze realizacji swojego charyzmatu – każde sakramentalne małżeństwo jest do uratowania – daje ona piękne świadectwo wiernej miłości mimo wszystko. Choć nie wiem, czy kiedykolwiek, przynajmniej po tej stronie życia, znów będę razem z moją żoną, to słowa papieża uświadamiają mi wielką Bożą obietnicę i dają nadzieję. Nie tylko na to, że zawsze będziemy mogli odbudować i rozwinąć nasze relacje. Także wtedy, gdy zostanę sam, wzrastając w miłości do Niego i do mojej małżonki, mam otwartą drogę do pełnej realizacji mojego powołania i radości płynącej z charyzmatu tego sakramentu. ©

Autor jest profesorem Instytutu Historii PAN.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

trzeba być kompletnie porąbanym, żeby przez wieki kwestią kto z kim i kiedy współżyje zajmować się jako niemal najważniejszą w kościele - PB chyba już dawno zrezygnował z aktualizacji oprogramowania dla tego modelu homo

z człowieka(co prawda bezgrzesznego i "narodzonego z Dziewicy")-ale z człowieka, który w swej naturze jest grzeszny. "Wszyscy(śmy) zgrzeszyli i wszystkim(nam) brak jest chwały Bożej"-pisze Apostoł Narodów-św.Paweł Grzesznik. Dopóki nie zrozumiemy do końca swojego grzechu, nie będziemy w stanie pojąć ogromu łaski Boga, który nas czyni swoimi dziećmi-bez naszej zasługi w uczynkach. Tymczasem Sakrament Komunii św.(wg formuły kościoła rzymsko-katolickiego) jest wciąż formą zasługi za "osiągnięcia"-tzw. stan łaski uświęcającej za (jakąś) wierność kościelnym kanonom-w tym i "wierność małżeńską". Wychodzi na to, że Komunia św. w tym wypadku nie jest eucharystią(dziękczynieniem), a należnością za "dopełnienie kościelnej procedury". Dziwna to (zgoła nieewangeliczna) wykładnia sakramentu(Tajemnicy Boga),który przecież wszystkim "najetym do pracy w winnicy", płaci po równo, czyli należną całość-bez względu na długość czasu pracy. Czy jest szansa, by w kościół rzymsko-katolicki przybliżył się bardziej do Ewangelii i samego Chrystusa?

Dużo już napisano o tej Wspólnocie.Ale że Tygodnik umieszcza na swoich łamach takie treści, to aż nie do wiary... Ja rozumiem, że zależy redaktorom na ukazywaniu różnych punktów widzenia, ale SYCHAR to szczególnie szkodliwa "instytucja", dokładnie tak samo jak pismo "Egzorcysta" robią ludziom wodę z mózgu. Warto poczytać jakie świadectwa dają ludzie po zetknięciu się ze "specjalistami" z tej Wspólnoty...

„Kapłan towarzyszy wiernemu w kształtowaniu sumienia i rozeznawaniu powołania małżeńskiego” Adhortacja „Amoris laetitia” co nieco słyszałem na ten temat, ale pańska interpretacja zupełnie zniechęca mnie do zgłębiania tematu, to po prostu jakiś bełkot. Może i uczony ale bełkot nie mający nic wspólnego z rzeczywistością. Wiem, że Kościół nasz niespecjalnie dba o kontakt z rzeczywistością i z upodobaniem kreuje wirtualną rzeczywistość, osadzającą ją w „Woli Bożej”. Ach ten kapłan towarzyszący…. . A może lepiej prosto z mostu i bez ogródek napisać - podsuwający tacę na datki. To może by wiele wyjaśniło i uprościło tok myślenia. Ostatnio bardzo popularne stały się unieważnienia małżeństw. Znam kilka takich przypadków, więc procedury nie muszą być zanadto skomplikowane, są jeszcze kwestie finansowe, ale i one są do pokonania, bo osoby te niespecjalnie zamożnymi są. Czyli krótko, unieważnić się da i wtedy jest wszystko w porządku, a przysięga małżeńska przed Bogiem to coś do pominięcia. To trochę jak z tymi niedzielami handlowymi niehandlowymi. Ukradniesz 100 złotych jesteś złodziejem, ukradniesz miliony w najgorszym razie defraudantem, zasadniczo jednak kwalifikujesz się jako biznesmen, pod warunkiem że cię nie wsadzą - co tam wsadzą jak się ma kasę. Te instrukcje małżeńskie to nawet śmieszne są, zresztą jakie mogą być, gdy nasi pasterze o życiu małżeńskim pojęcia nie mają. Kiedyś na kazaniu jeden artysta tłumaczył, że to nieprawda, że nie mają pojęcia o tych sprawach, bo gdyby tak było, to ginekologiem nigdy nie mógłby być facet. No i tyle tych mądrości. Wraca moda na zawieranie małżeństw cywilnych, kontraktowych, coraz więcej ludzi, jak to prawi mój proboszcz - jak zwierzęta żyją. Już nie odmawia się udzielania sakramentów im dzieciom, bo rodzice pójdą do innej parafii i tam swój plugawy grosz zostawią. Ileż już razy słyszałem, że z tych związków sama patologia jeno wyłazi. Ja widzę zupełnie co innego - po prostu dobrych porządnych ludzi. Tak sobie myślę, skąd to kapłani tak dokładnie wiedzą, czego od nas Bóg oczekuje, czy aby nie błądzą zbyt natarczywie. Wszak przypowieść o kole młyńskim….
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]