Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Moje procesje

Moje procesje

12.06.2017
Czyta się kilka minut
Mocno w pamięci mi się zapisały warszawskie procesje na Boże Ciało prowadzone przez kardynała Stefana Wyszyńskiego.
B

Był taki tłum, jakby cała Warszawa przyszła na Krakowskie Przedmieście. Był taki ścisk, że trudno było się ruszyć. Punktem kulminacyjnym tych procesji – dla mnie i moich przyjaciół – nie było, jak powinno być, eucharystyczne błogosławieństwo, lecz kazanie Prymasa. Nagrania tych kazań na pewno się gdzieś zachowały. Dziś wspominam je jako twarde słowa skierowane do władz PRL. A do nas – wskazanie, jak w tym świecie żyć. Wspaniałe słowa, poważne, aktualne, czasem przyprawione gorzką ironią, wypowiadane z wysokości prymasowskiego autorytetu. Wyższego niż jakakolwiek władza. To zawsze było wydarzenie, ta procesja, ten tłum, słowa Prymasa. Spontaniczna manifestacja wiary, sprzeciwu i moralnej siły.

Inny zapamiętany obraz. Rzym, Boże Ciało, Via Merulana. Klęczący przed monstrancją na platformie wolno sunącego samochodu, zatopiony w modlitwie Jan Paweł II. Za samochodem długi pochód duchowieństwa, bractw i pobożnych stowarzyszeń, które w historycznych strojach wyglądają nieco teatralnie, a za nimi zwykli wierni. Wzdłuż trasy, w kawiarnianych ogródkach ludzie jedzą ciasteczka, palą papierosy, popijają wino lub kawę. I patrzą na nas. Zdystansowani, może i nieco zaciekawieni.

Jeszcze inna procesja. W rwandyjskiej wiosce Nyakinama. Długa trasa prowadzi nas przez cieniste zagajniki bananowców.

Tambury, taneczny krok, donośny śpiew. Piękna procesja, spontaniczna, więc i trochę za bardzo rozciągnięta, pogodna, różnokolorowa. A ja, zamiast nabożnie uczestniczyć, krążę wśród ludzi i fotografuję. Musiałem to utrwalić. Teraz znów te fotografie oglądam. Ze wszystkich moich afrykańskich zdjęć to najważniejsza seria.

I na koniec nasza procesja warszawska, parafialna. Bloki peryferyjnej dzielnicy. Idziemy jedną stroną jezdni, drugą jadą samochody. Kilkunastu księży, ministranci, dziewczynki do sypania kwiatów, kilka setek świątecznie ubranych mieszkańców dzielnicy. Żaden imponujący tłum. Nasz śpiew jest donośny, lecz niestety zdominowany przez przykro zmieniający głos przenośny głośnik pana organisty. Cztery skromne ołtarze i powrót do kościoła.

Kongregacja Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów naucza, że ta procesja była i jest modlitwą, że pozwala doświadczyć ustawicznych „zstąpień”, „ruchu” Boga w stosunku do człowieka i jego spraw, że jest „przejściem” – paschą, która żąda od uczestników wyjścia „z”, „od” tego, co nas „trzyma”, zniewala, pomniejsza nasze życie, obniża jego jakość i wreszcie, że Hostię „w formie uroczystej wynosi się poza kościół, by wierni dali publiczne świadectwo swej wiary i pobożności wobec Najświętszego Sakramentu”.

Czy uczestnicy tak to przeżywają? Skoro Kongregacja mówi... Benedykt XVI napisał, że praktyki takie jak procesja Bożego Ciała (pochodzi z XIII w.) „zasługują na kultywowanie również dzisiaj”, jeśli będą „dostosowane odpowiednio do współczesności i do innych okoliczności”. Nie wiem, w jaki sposób można by procesję „odpowiednio dostosować”. Zawsze pozostanie procesją.

Zresztą po co? Każda z tych zapamiętanych przeze mnie procesji wyrażała prawdę o Kościele w danym miejscu i czasie.

Procesji nie można zrozumieć oglądając ją z okna lub krawędzi chodnika. Trzeba pójść i odkryć to, co o niej napisał Karl Rahner: że „jest świętym ruchem ludzi rzeczywiście ze sobą związanych, łagodną falą pełną spokoju i majestatu, pochodem z kornie złożonymi dłońmi, a nie z gorzko zaciśniętymi pięściami – pochodem, który nikomu nie zagraża, nikogo nie wyklucza i błogosławi nawet tym, co stoją zdziwieni z boku i patrzą, niczego nie pojmując. Jest to ruch, który niesie ze sobą to, co święte i wieczne, który ma w sobie spokój i jedność w nim uczestniczących. A idzie z nimi sam Pan dziejów i świętego wyjścia (exodusu) z domu wygnania ku wiecznej ojczyźnie. Jest to święty pochód, który prawdziwie ma cel – przed sobą i w sobie”. ©℗


Więcej do czytania na Boże Ciało >>>

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Urodził się 25 lipca 1934 r. w Warszawie. Gdy miał osiemnaście lat, wstąpił do Zgromadzenia Księży Marianów. Po kilku latach otrzymał święcenia kapłańskie. Studiował filozofię na Katolickim...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]