Moc pierworodnej

Jak przetrwać kryzys Kościoła? Możemy się uczyć od tych, którzy już przeżyli trudny czas. Na przykład od niedocenianego w Polsce Kościoła francuskiego.

Reklama

Ładowanie...

Moc pierworodnej

Moc pierworodnej

01.04.2019
Czyta się kilka minut
Jak przetrwać kryzys Kościoła? Możemy się uczyć od tych, którzy już przeżyli trudny czas. Na przykład od niedocenianego w Polsce Kościoła francuskiego.
Siostry kibicują kolarzom podczas Tour de France w Brignoles, lipiec 2009 r. ERIC GAILLARD / REUTERS / FORUM
J

Już chyba po raz dwudziesty odprawiam dwu- lub trzytygodniowe rekolekcje na „pustyni” w jednej ze wspólnot kontemplacyjnych w południowej Francji. Po powrocie do Polski słyszę zwykle: „Francja? – Puste kościoły. Brudne. Ruina. Laickość. Bezbożność. Antyklerykalizm. Masoneria. Upadek wiary”. Zwykle moi rozmówcy przywołują w tym miejscu rewolucję francuską i wszelkie zło, jakie ona zrodziła. Obrywa się też prezydentowi Francji i całej Unii Europejskiej. Na koniec najczęściej dodają coś w tym stylu: „Jeśli laicyzm nas jeszcze całkiem nie zalał, to dzięki Kościołowi w Polsce, ostoi chrześcijaństwa. Jeszcze tylko u nas wierni co niedziela zapełniają świątynie, a dzieci chodzą na katechezę”. Czy rzeczywiście?

Zaangażowanie

Przez wieki Francja była w zdecydowanej większości katolicka („pierworodna córa Kościoła”). Liczne diecezje francuskie posiadały seminaria z dużą liczbą kandydatów do kapłaństwa. W wielu rodzinach jedno z dzieci wybierało drogę duchowną. Duża liczba księży wyjeżdżała z tego kraju (misje w XVII-XX wieku opierały się w dużej części na duchowieństwie francuskim, kształtowanym w seminarium Towarzystwa Misji Zagranicznych – Missions Étrangères, działającym do dzisiaj). Kościół francuski dysponował wielkimi zasobami, także materialnymi; w każdej wiosce była świątynia, czasem dwie. Na jedną przypadało kilkuset wiernych; w każdej z nich posługiwał kapłan lub kilku.

Aż oto przyszły lata 60. XX w. (symboliczny stał się rok 1968 utożsamiany z początkiem „rewolucji kulturalnej”). Mentalność człowieka Zachodu bardzo szybko się zmieniła. Na to nałożyły się zmiany w sposobie funkcjonowania Kościoła po Soborze Watykańskim II. Dość duża część chrześcijan we Francji – i nie tylko – oddaliła się od wiary, liczba powołań sukcesywnie spadała. Parafie – siłą rzeczy – łączono w większe jednostki. Obecnie jeden kapłan przypada na kilka, czasem kilkanaście wiosek, stacjonując tylko w jednej z nich. W pozostałych miejscowościach kościoły sprawiają wrażenie pustych (odprawiana jest tam msza w niektóre niedziele) lub zostały zamknięte.

Nie jest to jednak tylko dowodem „laicyzacji” społeczeństwa; miejsc kultu było po prostu zbyt wiele, by nadal mogły być obsługiwane w takim stopniu jak poprzednio. Ci, którzy nadal uczestniczą w Eucharystii, przyjeżdżają do kościoła centralnego lub do wyznaczonego na daną niedzielę.

Dzisiaj około 7 proc. Francuzów uważa się za osoby wierzące, uczęszczające regularnie na niedzielną mszę, co w porównaniu z Polską (ok. 30 proc.) wypada statystycznie blado. Francuzi jednak wierzą inaczej niż Polacy. Jeśli ktoś się deklaruje jako katolik, zwykle angażuje się w przygotowanie mszy (świeccy czytają lekcje, grają, śpiewają, rozdają komunię świętą, roznoszą ją do chorych) i w życie parafii (animują grupy modlitewne lub są ich członkami, katechizują dzieci przy kościele). Wielu z nich uczestniczy w regularnej formacji duchowej, należąc do jednej z nowych wspólnot. Dużo osób odmawia codziennie jutrznię i nieszpory, modli się w ciszy (30 lub 60 minut). Oczywiście nie jest to regułą, ale jeśli Francuz wierzy, to wierzy konsekwentnie.

Ludzie Boga

Spójrzmy szerzej: co się dzieje między parafiami? W odległości 10 kilometrów od miejsca, skąd piszę ten tekst, znajduje się klasztor cysterski Sénanque, gdzie mnisi śpiewają codziennie boskie oficjum. Z drugiej strony – Le Barroux, a w nim pięćdziesięciu kilku benedyktynów, którzy czynią podobnie w nowo zbudowanym na wzór romański klasztorze. W ostatnich latach odnotowano tam napływ tylu kandydatów, że zmuszeni byli otworzyć drugą fundację (między Agen a Tuluzą). 2 kilometry dalej wyrósł klasztor żeński (kościół konsekrowany w 2005 r.) – tutaj 30 mniszek w średniej wieku około 40 lat żyje według zasady św. Benedykta „Ora et labora” (módl się i pracuj), nigdy nie opuszczając klauzury (ora w całości po łacinie). W innym kierunku – trapistki z Blauvac. Mogę do nich dojść pieszo lasem i między winnicami w ciągu półtorej godziny. Przeciętna wieku podobna. Ile ich jest? – nie wiem. Nie liczę. Nie potrafię wyjść z kościoła, kiedy śpiewają psalmy przy wtórze cytry.

Nieco dalej – benedyktyni w opactwie Ganagobie z wielowiekową tradycją. Bardziej na południe – klasztor żeński ­(Notre Dame de Fidélité de Jouques – 45 benedyktynek w wieku od 19 do 90 lat). W kierunku morza – samotnia kartuzów, zaplecze Wielkiej Kartuzji znanej z filmu „Wielka cisza”, do której przenoszą się starsi anachoreci, niezdolni już do dalszego pobytu w ostrym klimacie alpejskim. Kartuzki mają swoje samotnie koło Reillanne. Wszystkie zajęte. Kandydatki zgłaszają się najpierw na kilkumiesięczny okres próbny (w kolejce czeka obecnie kilkanaście młodych dziewcząt – przyjmują po dwie na kilkumiesięczny pobyt sprawdzający). Karmelitanki są w Arles i Marsylii; klaryski klauzurowe – w Aix-en-Provence, Mounfavet i również w Marsylii, dominikanki klauzurowe – w Saint-Maximin-la-Sainte-Baume, wizytki – w Sorgues i Tarascon. Byłbym zapomniał – jeszcze Aiguebelle, klasztor trapistów (z jedynym polskim trapistą, o. Michałem Zioło); stąd wyruszyli mnisi do Tibhirine w Algierii, męczennicy beatyfikowani w ubiegłym roku. Ich historię opowiada film ­„Ludzie Boga”.

Wydawało mi się, że to koniec, a tymczasem w tym roku odkryłem trzy kolejne miejsca. Pierwsze to opactwo w Lioba (benedyktyni i benedyktynki), gdzie teolog André Louf spędził kilkanaście ostatnich lat swojego życia. Drugie – mała wspólnota sióstr w opactwie Epiphanie, czerpiąca także z tradycji prawosławnej i żydowskiej (piękne nieszpory!). Trzecie – Le Tubet – miejsce, gdzie narodziła się wspólnota Małych Sióstr Jezusa (w duchowości Karola de Foucauld). Nad ich klasztorem cmentarz z grobem o. René Voillaume’a, w którego książkach – „Echach Nazaretu”, „Rekolekcjach watykańskich” i innych – zaczytywałem się jako kleryk. Wszystkie te miejsca znajdują się w promieniu kilkudziesięciu kilometrów od mojej obecnej pustelni. W każdym na niedzielną Eucharystię gromadzą się rzesze wiernych. Co jeszcze odkryję w przyszłym roku?

Pewnego dnia jestem w benedyktyńskim opactwie Bec Hellouin (benedyktyni biali; to stąd wyruszył do Anglii mnich Anzelm, późniejszy biskup Canterbury, święty i doktor Kościoła). W sobotę o 21.00 siostry zabierają mnie do klasztoru ojców na Godzinę Czytań. Dzwony biją, z różnych stron schodzą się ludzie. Po wejściu do środka – w chórze klasztornym mnisi i mniszki, a w nawie głównej około 200 osób, w tym 40 skautów. Wszyscy śpiewają psalmy, potem słuchają czytań brewiarzowych. Pełną godzinę. Nikt nie wychodzi. Następnego dnia kościół jest wypełniony po brzegi. Msza święta gregoriańska trwa półtorej godziny. „Przyjeżdżam tu regularnie z Paryża – zwierza mi się pewna kobieta po wyjściu z kościoła. – Tu jest moje miejsce”.

Takich miejsc jest we Francji wiele. Nie dziwmy się, że kościoły parafialne wyglądają na nieco opustoszałe. Chrześcijanie przychodzą do wspólnot monastycznych, by tam wzbogacać swoje wnętrze. A ja każdego roku stawiam sobie pytanie: skąd oni biorą ludzi? Bo przecież to nie są dziesiątki ani setki. To tysiące osób konsekrowanych. Już nie mówiąc o pustelnikach, których liczbę we Francji szacuje się na trzystu. I o dziewicach konsekrowanych: w całym świecie jest ich 4 tysiące, z czego we Francji – 650.

W Polsce życie monastyczne zostało wykorzenione podczas zaborów i do dziś nie może się odrodzić. Zniknęli kartuzi (kiedyś zasiedlali Gidle, Kartuzy, Berezę Kartuską). Cystersi i benedyktyni objęli parafie. Kameduli ostali się w formie szczątkowej na krakowskich Bielanach i w Bieniszewie. Trapistów nigdy nie było. Pewnym znakiem nadziei są Wspólnoty Jerozolimskie i Betlejemitki w Grabowcu pod Wejherowem (obie wspólnoty importowane z... Francji). Życie polskich chrześcijan opiera się na strukturze parafialnej; francuskich – w dużym stopniu na wspólnotach monastycznych.

I nowych wspólnotach.


CZYTAJ TAKŻE

LAICKOŚĆ PO FRANCUSKU: W polskiej dyskusji na temat rozdziału Kościoła od państwa model francuski funkcjonuje jako negatywny wzorzec. Czy słusznie?


Nowa droga

W moich zapiskach kleryckich zanotowałem: po dziesięciu latach kapłaństwa poproszę o „rok szabatowy” – rok pustyni, samotności i ciszy. Gdy zbliżał się ten czas, zacząłem poszukiwania, gdzie mógłbym zrealizować swoje pragnienie. W Polsce – owszem, jest wiele klasztorów. Ale miejsca na roczny pobyt w samotności nie znalazłem. Rozglądnąłem się szerzej i wtedy ktoś mi powiedział o wspólnocie w południowej Francji, która oferuje nie tylko możliwość takiego pobytu, ale jest do tego przygotowana i umożliwia dalszą formację, nawet przez całe życie. Nie zawiodłem się.

Każdego dnia była konferencja o modlitwie i życiu duchowym. A potem praktyka: dwie godziny modlitwy w ciszy – godzina rano, godzina wieczorem i jeszcze trzy razy w tygodniu – godzina w nocy o 1.00. Do południa praca fizyczna w winnicy lub w lesie. O 12.00 msza. A po niej dużo czasu indywidualnego na czytanie i rozmyślanie. Obok mnie rok samotności przeżywało dwóch księży i kilkanaście osób świeckich. Większość z nich pozostała na drugi rok. Ja musiałem wracać – taką miałem umowę z moim biskupem. Później dowiedziałem się, że podobnych miejsc, gdzie można zamieszkać i uczestniczyć w życiu danej wspólnoty, jest we Francji... ponad 300! Dzisiaj ponownie jestem w „moim miejscu”. Rok szabatowy odbywa tu teraz 5 księży i około 20 świeckich.

Nowe wspólnoty to druga – obok klasztorów monastycznych – przestrzeń duchowa chrześcijan we Francji. Gdy po roku ’68 część księży porzuciła sutannę, niektóre parafie zostały bez duszpasterza. Wierni, jak pierwsi chrześcijanie, schodzili się na wspólne czytanie Pisma Świętego i modlitwę. Niektórzy biskupi dostrzegli w tym szansę: zadbali o formację duchową i teologiczną świeckich. I tak w różnych miejscach pojawiły się zalążki około 150 nowych wspólnot.

Niektóre z nich rozrosły się do dużych rozmiarów, przekraczając granicę francuską. Emmanuel (dzisiaj ponad 10 tysięcy członków, w tym kilkaset świeckich konsekrowanych), Wspólnota Błogosławieństw (Béatitudes), Chleb Życia (Pain de Vie), Wspólnoty Jerozolimskie, Skała (Le Rocher), Słowo Życia (Verbe de Vie), Nowa Droga (Chemin Neuf). Do tego trzeba dodać Ogniska Miłości Marty Robin (Foyers de Charité – kilkadziesiąt tysięcy członków), Équipes Notre-Dame ks. Henriego Caffarela, Arkę (l’Arche) Jeana Vaniera, wspólnotę ekumeniczną w Taizé oraz wiele instytutów świeckich, których nazw nie sposób tu wymienić. Każda z tych wspólnot ma swój własny charyzmat, własny kształt, własną strukturę, nieraz własne seminarium.

Wspólnota Jerozolimska, kościół Saint-Gervais, Paryż / FOT. ANDRZEJ MUSZALA
Wspólnota Jerozolimska, kościół Saint-Gervais, Paryż / FOT. ANDRZEJ MUSZALA

Diakonia

We Francji działa wielu świeckich diakonów, celibatariuszy lub żonatych. W ­Toulonie Gilles Rebêche założył 30 stowarzyszeń do prowadzenia różnych dzieł charytatywnych i domów na terenie diecezji – dla imigrantów, bezdomnych, samotnych matek, wykorzystywanych dziewcząt, chłopców z ulicy, byłych więźniów. Zatrudnia w nich 250 pracowników etatowych, pomaga mu ponad 2 tysiące wolontariuszy, w większości młodych. Rozpoczynał w latach 80., nie mając nic poza sercem i parą rąk. Dzisiaj jego Diakonia jest modelem służby Kościoła w całej Francji – podobne dzieła powstają w innych diecezjach.

Słuchając rekolekcji Gilles’a przed kilkoma laty, zapamiętałem jedną myśl: Bóg objawił swoje imię i nazwisko w Piśmie Świętym. Imię – w Starym Testamencie (Ja Jestem); nazwisko – w Nowym (Pośród was jako ten, który służy). Oto pełne objawienie się Boga człowiekowi: „Ja Jestem pośród was jako ten, który służy”. Na taki obraz zostaliśmy stworzeni. Tak mamy żyć.

Przed laty biskup namawiał Gilles’a, by został księdzem. On jednak wolał być diakonem. Dziś ma około 60 lat i ciągle otwiera nowe domy.

Godzina czuwania

W przekonaniu polskich wiernych francuskie seminaria są puste. W latach 80. ubiegłego wieku biskup Paryża kard. Jean-Marie Lustiger odważył się na ryzykowny krok: zamknął seminarium na dwa lata (kandydaci musieli czekać albo przenieśli się do innych diecezji). W tym czasie dokonał gruntownej reformy seminarium, dostosowując system kształcenia kleryków do wymagań współczesnego świata. Wprowadził rok propedeutyczny, by każdy kandydat mógł dobrze rozeznać swoją drogę życia. To teraz norma w całej Francji. Wzmocnił formację duchową: klerycy, a następnie księża paryscy modlą się w ciszy godzinę każdego dnia, w myśl słów Mistrza: „Jednej godziny nie mogliście czuwać ze Mną?” – Mt 26, 40. I otworzył Szkołę Katedralną (l’École Cathedrale; dzisiaj Collège de Bèrnardins), dla której opracowano nowy system studiów. Zrezygnował z jednego budynku seminarium, rozmieszczając kleryków w grupach 8-, 10-osobowych, każda ze swoim ojcem duchowym, w specjalnie do tego przygotowanych domach przy wybranych parafiach.

Dzisiaj diecezja paryska wyświęca rocznie kilkunastu księży. Kilkanaście lat temu na spotkaniu w seminarium paryskim ks. Grzegorz Ryś, dziś biskup łódzki, zadał pytanie: „Ilu kapłanów wyświęconych »po reformie« porzuciło kapłaństwo?”. „Jeden” – padła odpowiedź. Przez cały ten czas nie odnotowano w diecezji paryskiej żadnego skandalu na tle materialnym lub seksualnym.

Wspomnijmy też o seminarium wspólnoty św. Marcina (St. Martin) w Évron, które od kilkunastu lat przeżywa swój niebywały rozkwit. W tym roku kształci się w nim około 120 kleryków. Po święceniach neoprezbiterzy wysyłani są w trzyosobowych grupach do parafii różnych diecezji, zwłaszcza tych, które cierpią na brak powołań. Jednak niektóre diecezje radzą sobie całkiem dobrze. Seminarium w Toulonie liczy około 70 kleryków, w Aix-en-Provence na rok propedeutyczny zgłosiło się 17 kandydatów. Dla porównania w Warszawie pierwszy rok studiów rozpoczęło ośmiu kleryków, w Gdańsku sześciu, w Częstochowie trzech, w Olsztynie jeden...

Zaplecze

Kościół francuski jest ubogi. Nie dysponuje wielkimi zasobami finansowymi. Księża nie są zatrudnieni w szkołach i nie otrzymują pensji od państwa. W szpitalach kapelani posługują za darmo, nieraz mają do pomocy przeszkolonych świeckich, którzy roznoszą komunię i rozmawiają z chorymi. W pewnym kilkunastotysięcznym mieście miałem okazję spotkać się z grupą katolicką, posługującą w lokalnym szpitalu, liczącą 60 wolontariuszy opieki duchowej pod kierownictwem diakona świeckiego.

Kapłani na parafiach utrzymywani są z ofiar wiernych: według ogólnie przyjętej zasady proponuje się, aby każdy uczestnik niedzielnej Eucharystii raz w roku przeznaczył 10 proc. swojej jednej pensji miesięcznej na utrzymanie duszpasterzy; pieniądze dzielone są po równo. Przekraczający próg seminarium to prawdziwi radykałowie, decydujący się porzucić wszystko, by stać się ewangelicznymi uczniami Pana.

Na początku XX wieku wszystkie kościoły – jako obiekty historyczne – przeszły na własność państwa. Parafie nie mogą ich restaurować, odnawiane są z budżetu państwowego, którego ciągle brakuje. Uwzględnić trzeba przy tym ogromną liczbę kościołów zabytkowych we Francji. Dlatego polskiemu katolikowi, który znajdzie się w jednym z nich, wydaje się on często brudny i zaniedbany; jakże łatwo wówczas wydać pobieżny sąd o „upadku wiary” i „laicyzacji”!

Mimo to Kościół francuski radzi sobie całkiem dobrze na tle Kościołów w sąsiednich krajach. Całą dobę nadawany jest telewizyjny program katolicki KTO (także w wersji internetowej: www.ktotv.com). Szczególnie piękne są transmisje mszy i nieszporów z Notre Dame w Paryżu oraz liturgii z kościoła Wspólnot Jerozolimskich; co wtorek transmitowane są debaty teologiczne (Les Mardis des Bèrnardins). Od 1880 r. wydawany jest dziennik katolicki „La Croix”: czytał go już ojciec św. Teresy z Lisieux, o czym wspomina święta w swoich „Rękopisach”. Dziś ma on ponad stutysięczny nakład. Ukazuje się też wiele tygodników i miesięczników katolickich („Panorama”, „La Vie”, „Le Pèlerin”, ­„Croire”, „Famille chrétienne”, „France Catholique”, „Témoignage Chrétien”, „Il est vivant!”).

Teologia francuska jest ciągle jedną z najbardziej liczących się w Kościele; wystarczy wspomnieć o pionierskiej serii patrystycznej „Sources Chrètienne”, wydawanej od lat 40. XX wieku (wydano już ponad 600 tomów) i wielkich słownikach: „Dictionnaire de théologie catholique” (24 tomy) lub „Dictionnaire de spiritualité” (także 24 tomy). Dobrze trzyma się filozofia personalistyczna młodego pokolenia (François-Xavier Bellamy, ­Fabrice Hadjadj tłumaczony także na ­język polski), duchowość („Chcę widzieć Boga” o. Marii Eugeniusza OCD jest podstawą formacji w wielu wspólnotach zakonnych na całym świecie) oraz liturgia (śpiew gregoriański z Solesmes, kanony z Taizé czy też kompozycje liturgiczne ­André ­Gouzes’a upowszechniane przez polskich dominikanów). I można by pisać o wielu jeszcze innych znakach nadziei...

Ubodzy, a wzbogacają wielu

Chrześcijanie francuscy przekładają wiarę na życie. Działają tu mocne ruchy pro-life, które organizują „Marsze życia” i prowadzą szeroką działalność edukacyjną i medyczną, jednak bez uciekania się do eksponowania zdjęć płodów po aborcji. Wystarczy wymienić Fundację Jérôme Lejeune lub stowarzyszenie Alliance Vita.

Żyją w państwie religijnie neutralnym – słowo „laicki” nie ma w języku francuskim znaczenia pejoratywnego, jak w języku polskim, oznacza po prostu „neutralny”. „Ubodzy, a wzbogacają wielu. Pogardzają nimi, a oni w pogardzie tej znajdują chwałę. Ubliżają im, a oni błogosławią. Obrażają ich, a oni okazują wszystkim szacunek” – jak pisał autor Listu do Diogneta w II wieku po Chrystusie.

Nie jestem frankofilem. Dostrzegam także słabości, słysząc np. o przykrych skandalach we Wspólnocie św. Jana, której założyciel molestował wychowanki. Ale gdy czasem słyszę pogardliwe opinie o Kościele francuskim, niestety nieraz z ust moich współbraci księży, wypowiadane zwykle z trudnym do ukrycia poczuciem wyższości, myślę o tym, że od chrześcijan we Francji można by uczyć się tego, jak wejść w trudne czasy, które dla naszego Kościoła właśnie się zaczęły. ©


CZYTAJ TAKŻE

WOLNOŚĆ, RÓWNOŚĆ, PRZEŻYWANIE: Czy Kościół w Europie umiera? Czy on również przypomina „niepłodną babcię”, jak nasz kontynent nazwał papież Franciszek? Poszukując odpowiedzi, pisaliśmy już o Włoszech, Irlandii i Czechach. Dziś – o Kościele we Francji.

Galeria zdjęć
  • Wspólnota Jerozolimska, kościół Saint-Gervais, Paryż / FOT. ANDRZEJ MUSZALA

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]