Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Milimetry słowa

Milimetry słowa

24.06.2013
Czyta się kilka minut
Koncentracja, uwaga i precyzja to słowa, którymi można opisać także styl i sens próz Roberta Walsera, znanych jako mikrogramy...
.

...Po polsku wyszedł właśnie wybór dwudziestu pięciu mikrogramów – drobny fragment tej paradoksalnej twórczości, która dzięki naiwności sięga stylistycznych wyżyn, a dzięki błahości tematów i rekwizytów daje panoramę naszej nowoczesności.

Litery nie przekraczają dwóch milimetrów wysokości – zanotowane ołówkiem na skrawkach papieru, wizytówkach, marginesach pocztówek, kwitach, zawsze starannie przyciętych w formę prostokąta. Odkryte w 1956 r., po śmierci autora, który ostatnie dekady życia spędził w przytułku dla nerwowo chorych, przez długi czas uważane były za szyfr. Kiedy okazało się, że zapisane są po niemiecku, rozpoczęło się ich rekonstruowanie. Praca iście benedyktyńska, uwieńczona sześciotomowym wydaniem tekstów wraz z komentarzami – zakończyła się dopiero w 2000 r.
Autor twierdził, że odkrycie „metody ołówkowej”, wymagającej wszak niewolniczego skupienia wzroku i morderczej precyzji ręki, dało mu przestrzeń wolności, pozwoliło pisać „bardziej marzycielsko, spokojniej, wygodniej, rozważniej”, a praca tą metodą ofiarowała mu „osobliwe szczęście”. Fizyczność pracy pisarza staje się częścią znaczenia tekstu: utwór tak zapisany przestaje być neutralną formą przekazu treści.
Jeśli wmyśleć się w znaczenie mikrogramów, można dojść do wniosku, że jedynym właściwym sposobem ich czytania jest odcyfrowywanie oryginalnych kart. Po polsku dostajemy jednak tekst ustandaryzowany, w zwykłej, czysto tekstowej edycji i klasycznym projekcie typograficznym. To oczywiście szkoda, tym bardziej jednak czytając opowiadania warto pamiętać o nieprzezroczystości oryginalnych tekstów, o tym, że zasadniczo bronią się przed „normalną” lekturą, opierającą się na pozytywistycznym założeniu, iż czytamy po to, by skutecznie dotrzeć do sensu komunikatu, a ten z kolei z założenia skutecznie prowadzi nas ku uchwytnemu i niebudzącemu wątpliwości rzeczywistemu światu.
Nie tak jest u Walsera, nie temu służy zapis ani styl (Małgorzata Łukasiewicz stale podkreśla, że to nie biografia Walsera, a jego język powinien być centrum interpretacji), nie taki jest też obraz świata. W środku tych tekstów znajduje się człowiek zdumiony i zdumiewający, skromnie i jakby mimochodem opowiadający siebie na tle świata i społeczeństwa, które spod pozoru rzeczywistości harmonijnej i uładzonej (Szwajcaria!) wystawiają wciąż kompletnie niezrozumiałe oblicza. Jakie są w istocie? W wyłaniającym się z mikrogramów obrazie świata bohaterowi (co z niego zresztą za bohater!), nieodmiennie naiwnemu, niewinnemu „duchowemu żebrakowi”, jest śmieszno i straszno. Jak powiada, „mimo swych wysiłków w tym względzie”, potrafi „jedynie w śmiesznie nikłym stopniu wykrzesać z siebie beztroskę”, choć „bawi w niezwykle pięknej okolicy”. Mówi o sobie, że nigdy jeszcze nie przeżył niczego wartego wzmianki, „poza tym, że od czasu do czasu, stosunkowo rzadko, spoglądam w lustereczko”. Z nieodmiennie dobrą i życzliwą uwagą przygląda się też bliźnim, by stwierdzić: „notuję na papierze moje poparcie dla wysiłków zmierzających do tego, by z jednej strony piękni i szczęśliwi nie byli zbyt piękni i zbyt szczęśliwi, a z drugiej wszakże, z nie mniejszym przekonaniem, by niezadowoleni nie musieli sobie zbyt wiele odmawiać”.

Robert Walser, Mikrogramy Małgorzata Łukasiewicz, Łukasz Musiał, Arkadiusz Żychliński, Korporacja Ha!art, Kraków 2013

MAGDA HEYDEL jest historyczką literatury i tłumaczką Virginii Woolf, Josepha Conrada, T.S. Eliota, Seamusa Heaneya, Dereka Walcotta i Teda Hughesa. Kieruje redakcją pisma „Przekładaniec”. Wykłada przekładoznawstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]