Między "już" a "jeszcze nie" (2)

Porozumienie w rzeczach wiary rzadko bywa poszukiwane i niezbyt często osiągane. Sama rezygnuję. Wygodniej mi czuć i myśleć tylko dla siebie, a raczej w sobie, tylko wewnątrz, z minimum wyrażania. A jednak porozumienie jest cenne - wiara go potrzebuje, aby w nas przetrwać.

05.12.2004

Czyta się kilka minut

---ramka 342754|prawo|1---Jeśli mówić o wierze, to nie przez maskę.

Wyjątkowa, szczególna trudność pisania tego tekstu. Nie udaje się jej wyminąć, więc trzeba się nią podzielić. Przede wszystkim odnaleźć Was, a raczej n a s. Rzeczywistych, choć uchwytnych tylko dzięki pamięci albo wyobraźni. Wyobraźnia żywi się tym, co żywe w pamięci. Zapraszam najpierw tych, którzy kiedyś, nawet bardzo dawno temu, szli ze mną różnymi szlakami, razem uczyliśmy się skupienia w drodze, w rytm kroków. I przychodzących na wezwanie tego lata, także gdy nadchodziła burza. I jeszcze zapraszam dotąd nieznajomych.

***

Idziemy razem jakąś odludną ulicą. Dobrze przed świtem, kilka godzin, nim się rozjaśni. Zupełnie pusto. Chodniki usłane pierwszym śniegiem. Ustanawiamy tu dla siebie strefę ciszy. Wybieramy jakiś znak. Gdy miniemy to drzewo, gdy przekroczymy jezdnię, pokonamy niewidzialną linię, wejdziemy w milczenie. Nie porozumiewamy się słowami. Wchłaniamy to, co nas otacza. Wilgotny chłód. Dźwięki, zapachy zmienione przez śnieg. Nasze kroki przygłuszone, towarzyszy im szelest i chlupot rozmakającego śniegu.

Bardzo ważna rzecz: niebo. Co się na nim dzieje - odbicia świateł miasta na ciężkich chmurach. Ciemniejsze przestrzenie, w których przebijają gwiazdy.

Mijamy domy pełne jeszcze śpiących ludzi. Może i oni gdzieś wędrują w snach. Może ktoś jeszcze się do nas przyłączy?... A my: dokąd idziemy? To się później okaże. Na razie, wciąż idąc w ciszy, coraz bardziej czujemy swoją wzajemną obecność.

***

Ten opis jest eksperymentem - przeniesieniem w aktualną, zimową, miejską rzeczywistość obozowego doświadczenia podobnych małych wędrówek, spacerów przez strefę ciszy w poszukiwaniu skupienia - nie przez wyłączenie się z otoczenia, lecz przez jego uważny odbiór, ciche rejestrowanie, kontemplację, odczytywanie.

Dlaczego nie? Można by naprawdę przeżyć taki przed-poranek, biorąc sobie do przemyślenia to, na co ten czas wskazuje.

Ubierzcie się ciepło. Mocne buty, przyda się szal i kaptur, który jednak trzeba będzie odgarniać, aby wiatr mógł naszeptać do uszu swoje skargi i by podnieść twarz ku chmurom i gwiazdom. “Odwagi!" - jak mawiał nasz włoski wikary. - “Idziemy".

Na starcie myśl o napięciu pomiędzy prawdą o JESZCZE NIE i prawdą, że JUŻ. Wędrówka przed świtem jest misteryjnym obrazem JESZCZE NIE. To prawda chrześcijańska, wywodząca się z czasu Patriarchów i Proroków; z Nimi trzeba ją przeżywać - od Nich się jej uczyć. Weźmy z sobą na drogę psalm. Będzie ciemno, więc trzeba się go zawczasu nauczyć na pamięć. Chociaż trzech wersetów. Dobrze mieć coś takiego tak w siebie wpisane, aby często otwierać na tym myśl i powtórzyć, nim pójdziemy dalej w głąb labiryntu.

Pogrążenie się w strefie ciszy, chłodu i ciemności może być trudnym doświadczeniem. Może pojawić się lęk; zimno przenika do kości, znużenie, bo przedtem odpoczynek był za krótki. Może się okazać, że dźwigamy jakiś ciężar na plecach lub wleczemy za sobą, jak wór kamieni. To wszystko cząstka “JESZCZE NIE".

Odludną ulicę wypełnią wspominania różnych strasznych chwil: naszych i tych, które się tu działy. To są wszystko znaki naszego JESZCZE NIE i trzeba je czytać jako echa tego, dokąd zaszedł gatunek ludzi.

Może warto wybrać jeszcze trudniejszą trasę i dojść aż tam, gdzie nocą gromadzą się jeszcze od niej ciemniejsze cienie.

JESZCZE NIE. Jeszcze się wcale nie okazuje, czym będziemy, gdy Pan będzie wszystkim we wszystkich. Teraz jest czas drżenia w oczekiwaniu, wraz z całym stworzeniem. Im dotkliwsze, prawdziwsze, niczym nie osłodzone doznanie braku, niedokonania, słabości, zagrożenia dobra - tym prędzej będzie mogła w nas zaistnieć potrzeba modlitwy - prośby o nadejście JUŻ. W tej modlitwie przechodzimy na drugą stronę paradoksu - przynajmniej zaczynamy przechodzić. Wierzymy, że Boża Obietnica Przymierza-Ratunku-Wyzwolenia jest dana i spełniona, choć to nie koniec oczekiwania. Napięcie ma trwać.

***

Dokąd iść dalej? Świat błękitnieje, w górze trwa poranny przelot ptaków, pracowici ludzie odgarniają nocny śnieg, nim zamarznie.

Dobrze byłoby trafić do progu Synagogi. Świecąc sobie latarką odmówić psalm w duchowej łączności ze Starszymi Braćmi w wierze. Można na to znaleźć też inne godne miejsce. Miejsc należnej pamięci o Nich jest więcej, niż się pamięta. Są bramy z wyblakłym śladem mezuzy, są domy wybudowane na gruzach ich ulic, upamiętnienia, cmentarze.

A potem może poszukamy progu chrześcijańskiego kościoła. I tu poprosimy o przyjście Królestwa. “Ojcze nasz" to modlitwa długiego oczekiwania aż do końca historii. W niej sam Jezus zamknął obie prawdy: JUŻ i JESZCZE NIE. Nauczył prosić “przyjdź", “daj", “odpuść" i obiecywać, że i my odpuścimy: odpuszczamy t e r a z, JUŻ. Odpuszczamy dla uwierzytelnienia prośby, choć dotąd jeszcze nie odpuściliśmy. A może wciąż JESZCZE NIE, może dotąd tkwi w nas nieodpuszczenie innym i staje się nieodpuszczeniem nam!

Przed drzwiami kościoła nie potrzebujemy latarki. Nie wypełniamy naszej strony tej obietnicy, ale modlitwę jeszcze umiemy na pamięć.

A może drzwi kościoła właśnie otwarto? Dzieci, babcie i spragnieni adwentowej jasności idą na Roraty. Płonie biała świeca ku czci ukrytego Wcielenia. Przyłączymy się do wołania świata nieszczęśliwego przez grzechy i zaśpiewamy “Spuśćcie nam na ziemskie niwy Zbawcę z niebios obłoki...".

***

Tak czy owak w końcu wracamy z tej wędrówki do domu. Do swojego lub do zaprzyjaźnionego - jako goście. Dom też jest znakiem, jeśli już jest małą, oswojoną Ziemią Obietnicy. Tu się wiele może sprawdzić i spełnić z rzeczy obiecanych. Więc razem z tymi, których trzeba teraz obudzić, napijmy się mleka z miodem.

PSALM 116 (114)

Miłuję Pana, albowiem usłyszał

głos mego błagania

Bo skłonił ku mnie swe ucho,

w dniu, w którym wołałem

Oplotły mnie więzy śmierci,

dosięgły mnie pęta Otchłani,

ogarnął mnie strach i udręka.

Ale wezwałem imienia Pana:

“Panie, ratuj moje życie!"

Pan jest łaskawy i sprawiedliwy,

Bóg nasz jest miłosierny.

Pan strzeże ludzi prostego serca:

byłem w niedoli, a On mnie wybawił.

Wróć, duszo moja do swego spokoju,

bo Pan dobro ci wyświadczył.

Uchronił bowiem moją duszę od śmierci,

oczy od łez, nogi od upadku.

Będę chodził w obecności Pana

w krainie żyjących.

Tłumaczenie: Marek Skwarnicki i O. Placyd Galiński OSB

Recytując psalmy po polsku Żydzi zachowują w nich hebrajską wersję Imienia Tego, kogo wzywają - HASZEM: będę chodził w obecności HASZEM w krainie żyjących. [przyp. HB]

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]

Artykuł pochodzi z numeru TP 49/2004