Mass media i politycy

Od pewnego czasu politycy liczą się przede wszystkim z opinią mediów (oraz z badaniami opinii publicznej, publikowanymi przecież także w mediach). Dawniej mówiło się, że prasa to czwarta władza, teraz trzeba by mówić, że czwartą władzą są wszystkie mass media, z telewizją na czele. Oczywiście, liczne i raczej jasne są zalety tej czwartej władzy, ale skupić się pragnę na jej wadach lub wręcz szkodliwym działaniu. Jak media mogą szkodzić demokracji?.
Czyta się kilka minut

Po pierwsze (tu znowu telewizja ma centralne znaczenie), zmuszają polityków do radykalnego uproszczenia ich programowego przesłania. Podobno telewidz słucha przez minutę, ale nawet niechby to były trzy minuty, to co sensownego, ważnego i mającego elementy programowe może polityk powiedzieć w trzy minuty? Ponadto - pisałem o tym przed tygodniem - telewizja kocha spór, kontradyktoryjność, czyli polityk musi mówić przeciw komuś, zazwyczaj innemu politykowi czy innej partii, nawet jeżeli teoretycznie się z nim zgadza. Tylko wtedy jest w miarę atrakcyjny. Musi mówić szybko, krótkimi zdaniami i unikać obcych słów. Jeżeli jego IQ wynosi ponad 120, powinien to skrzętnie ukrywać (John F. Kennedy miał 119, co się uważa za idealną inteligencję dla polityka). Wreszcie w telewizyjnych wystąpieniach polityk powinien poruszać najwyżej dwie sprawy na raz. Więcej, zdaniem specjalistów, przeciętny widz nie zapamięta. Myślę, że powstała tu swoista samonapędzająca się spirala głupoty. Politycy myślą, że ludzie są głupi, media także, więc robią z ludzi głupców, co wcale nie jest prawdą, ale wybrnąć z tej sytuacji już się nie da.

Po drugie, mass media lubią - znowu ze swojej natury, a nie dlatego, że są takie podłe - takich polityków, którzy wyrażając stanowcze sądy, równocześnie nie mówią nic konkretnego. Mass media nie są zdolne do sprawdzenia, czy polityk obiecuje rzeczy realne (chociaż w USA już się próby kontrolowania obietnic politycznych rozpoczęły), więc nie lubią konkretów, chyba że są one “kontrowersyjne". Jednak z kolei politycy nie lubią przed wyborami poruszać tematów “kontrowersyjnych", bo to oznacza zawsze zniechęcenie części elektoratu. Mass media bowiem sprawiają, że polityków słuchają wszyscy: ich zwolennicy, przeciwnicy oraz ludzie obojętni. Polityk musi się więc strasznie pilnować, bo jedna wpadka może przesądzić o całych wyborach. Dlatego najlepiej jest mówiąc nic nie mówić. Gdyby bowiem chodziło tylko o słowo pisane, to zawsze można autoryzować, poprawić, zastanowić się. W telewizji raz, dwa i po wszystkim.

Po trzecie, polityk nie musi być zbyt przystojny (to, podobnie jak z inteligencją, może być nawet przeszkodą), ale musi mieć pewien rodzaj wdzięku. Oczywiście nie wszyscy politycy go mają i nadrabiają innymi cechami, ale na ogół idzie im kiepsko. Uśmiech Tony Blaira stawia go w zupełnie innej sytuacji niż pozbawiona do zera wdzięku twarz Chiraca. Jednak poza wdziękiem liczą się także pewne umiejętności aktorskie. Ostatnio wszyscy mówimy o zdumiewającym talencie Jana Pawła II, polegającym na umiejętności trafienia do każdego z milionowej rzeszy ludzi. Ilu polityków musiało mu tego daru zazdrościć! Tego można się zapewne nieco nauczyć, ale jest to jednak dar raczej przyrodzony.

A z tego wynika, że mass media powodują, iż wybitnymi politykami nie są ludzie roztropni, uczciwi, mądrzy, inteligentni, obdarzeni intuicją i umiejętnością podejmowania decyzji, lojalni czy wreszcie dobrzy, lecz efektowni i zdolni w uprawianiu gry w tworzenie pozorów stanowczości i kontrowersji z równoczesnym wstrzymaniem się od wyrażenia silnej opinii w jakiejkolwiek sprawie. Niektórzy z tych polityków mogą potem okazać się bardzo dobrymi przywódcami, ale my na podstawie ich medialnego wizerunku tego przewidzieć nie możemy. Dlatego w demokracji coraz większą rolę powinna odgrywać poważna prasa, która niestety chętnie idzie w ślad mass mediów.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 19/2005