Marnując tę niby mniej ważną doczesność, marnujemy wieczność

Trudno Adwent sprowadzić do oczekiwania na powtórne przyjście Chrystusa, gdy takie czekanie może się okazać marnowaniem czasu i sprzeniewierzaniem się Bogu.
Czyta się kilka minut
O. Wacław Oszajca SJ // Fot. Grażyna Makara
O. Wacław Oszajca SJ // Fot. Grażyna Makara

Adwentowa liturgia dzieje się jednocześnie w czasie przeszłym, teraźniejszym, przyszłym i zaprzeszłym. Wspominamy przeszłość, żyjąc w dzisiejszości, i stajemy na progu tego, jak to napisano „czego oko nie widziało ani ucho nie słyszało, w serce człowieka nie wstąpiło, to przygotował Bóg tym, którzy Go miłują”.

Dlatego trudno Adwent sprowadzić do oczekiwania na powtórne przyjście Chrystusa, gdy takie czekanie może się okazać marnowaniem czasu i sprzeniewierzaniem się Bogu. Nie żyjemy przecież w jakimś jałowym, przejściowym okresie dziejów ziemi i nieba, ale w czasach pełnych Boga.

Natomiast czekając na lepsze czasy, można popaść w niedoczas, co grozi, jak to bywa w szachach, że skończy się nam limit tego czasu, jaki jest nam przyznany na grę zwaną życiem. Dlatego prorok Izajasz radzi: „Mówcie małodusznym: Bądźcie mężni! Nie bójcie się! Oto wasz Bóg! Nadchodzi odpłata, Boża nagroda. On sam przybędzie i was wybawi. (…) Odkupieni przez Pana powrócą (…) Wieczna radość zagości na ich twarzach. Ogarnie ich szczęście i radość, a udręka i smutek ulecą daleko”.

Chciałoby się powiedzieć, i tak się często mówi, że to i inne proroctwa już się wypełniły „w Chrystusie”. I tak, i nie, Jezus przecież mówi: „Z całą mocą zapewniam was: Kto wierzy we Mnie, będzie dokonywał takich samych dzieł, jakie Ja czynię, a nawet dokona większych od nich, ponieważ Ja odchodzę do Ojca”.

To nie znaczy, że nas opuszcza, skoro sakramenty są znakami Jego nieustannej obecności. Marnując tę niby mniej ważną doczesność, marnujemy wieczność. Marnując ziemię, marnujemy niebo.

Chrześcijanie zatem nie szukają Boga poza światem, ale odnajdują Go w świecie. W wierszu „Rodzi się Bóg” Davida Herberta Lawrence’a (w tłumaczeniu Leszka Elektorowicza) czytamy: „Historia kosmosu / jest historią stawania się w męce. / Gdy mglisty przepływ bezkształtnego życia (…) rozłamał się w końcu na ciemność i światłość (…) zadrżał wówczas z rozkoszy każdy atom kosmosu. / Patrz, rodzi się Bóg! (…) A gdy wreszcie człowiek stanął na dwu nogach i zadziwił się, / wtedy cisza zaległa w jądrze elektronu każdego: / Patrz, rodzi się Bóg prawdziwy! / Sam Bóg się rodzi! // Widzimy więc, Bóg wtedy jest, / kiedy się rodzi. / Widzimy też, / że nie ma końca urodzinom Boga”.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 50/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Dzisiejszość