Mama wyszła z domu

W listopadzie dostaliśmy do wypicia nieco większą niż zwykle porcję koktajlu ukręconego z wzniosłości i nonsensu, od lewa do prawa stało się bowiem modne mówienie o jedności i wspólnocie.
Czyta się kilka minut

Może i warte byłyby te marzenia uwagi, gdyby nie to, że jedynym pomysłem na wspólnotę są marsze raz do roku. Prócz owych kuriozalnych apeli i zamawiań wydarzyło się co nieco. Rzućmy okiem, gdyż rzecz jasna pośród wydarzeń bardzo smutnych były i wesołe.

Zanim się pobawimy, warto odnotować detal przykry. Oto polska młodzież patriotyczna spaliła podczas marszu warszawskiego flagę ukraińską. Uwagę ogółu skupiło spalenie, przy tej samej okazji, chorągwi portalu społecznościowego, co wydaje się czynem nieszkodliwym i najdziwniejszym, jeśli idzie o wszystkie dotychczasowe patriotyczne aktywności naszych młodych niezwyciężonych. Palenie flagi ukraińskiej jednak łączy na zawsze owych polskich patriotów z ich kolegami z Moskwy i Donbasu, co nie jest już łatwą przenośnią, obelgą, lecz suchym faktem. Sugerowanie, że ludzie ci, niebawem uzbrojeni, wyszkoleni i opłacani przez Macierewicza, będą walczyć z jakimiś „zielonymi ludzikami” od Putina, wydaje się absurdem. Będą pić z nimi spirytus i tańczyć kazaczoka, będą takoż maszerować na Lwów i Wilno. Nie ulega kwestii, że finansowanie ich aktywności z podatków nas wszystkich zamieni nasze państwo w figurę całkowicie groteskową. Jedyna nadzieja, jaka pozostaje, to tradycyjne lenistwo i słomiany zapał, że ich aktywność realizuje się tylko raz w roku, na ulicy, a poza tym pozostaną przy kibicowaniu i handlu narkotykami oraz kradzionym mieniem. Oby.

Idźmyż dalej i po owym ścisłym zapięciu rozepnijmy nieco szynel naszych mniemań. Niewątpliwie najśmieszniejszymi reakcjami listopada były owe wynikłe z wyboru amerykańskiego prezydenta. Na początek, zanim owe reakcje zgrabnie podsumujemy, potrzebnych jest kilka słów o charakterze prawdy objawionej. Oto tamtejsi prezydenci mają w Polsce od zawsze bardzo specjalny status. Prezydent Stanów Zjednoczonych jest tu rodzajem mniej lub bardziej troskliwej mamusi. Mamusia raczej bywała przytomna i trzeźwa, czasem mniej. Bywała troskliwa, czasem sroższa, czasem mniej uważna, a czasem bardziej.

Zawsze jednak była w domu, a jej wykrochmalony fartuch był i jest symbolem naszego nieustającego dzieciństwa. Nasza dziecięca miłość była zawsze najczystsza i zawsze czekaliśmy z ufnością na to, cóż mamusia powie na nasze pomysły i brykanie.

Od ponad roku owa relacja szalenie się wzmocniła. Stawka na mamusię była mocniejsza niż zwykle, a naszą umorusaną buźkę schowaliśmy w fałdach owego fartucha, chowając się przed brzydką ciocią Europą. Ciocia zresztą zorientowała się, że jej nie kochamy, i przestała dawać nam cukierki, żadna ciocia bowiem nie lubi, gdy się jej w kółko pokazuje wała, gdy się na jej widok robi brzydkie miny i puszcza bąki. Nadzieja na wieczną bezkarność tych bąków i min sklęsła owego środowego poranka na wieść o wyborze człowieka z fryzurą. Może bowiem być i tak, co nie jest wizją wziętą z kosmosu, iż nie dość, że ciotka nas już nie pokocha, ale że mamusia wyszła z domu na długo. Idąc jeszcze dalej i odważniej, decydujemy się tu i teraz na konstatację, że oto pierwszy raz, odkąd żyjemy, mamusia okazała się tatusiem. Tatusiem, który jest najdalszy od odruchów macierzyńskich, wymaga takoż, by mu płacić alimenty, i bez wątpienia nie będzie miał oporów, by oddać nas z byle powodu do zapyziałego domu dziecka na przedmieściach. Tatuś nam imponuje, owszem, i gdy dorośniemy, chcemy być tacy jak on, ale na razie nie widać na horyzoncie nikogo, kto by nas przewinął.

Takie oto były w ostatnim tygodniu reakcje ludzi tutejszej władzy na wynik wyborów w Ameryce, co nas oczywiście śmieszy, ale i przestrasza. ©℗

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 47/2016