Reklama

Mądrość wieków

Mądrość wieków

18.09.2009
Czyta się kilka minut
Juliusz Domański Scholastyczne i humanistyczne pojęcie filozofii. Jest to książka na wskroś filozoficzna, badająca sam proces przemian intelektualnych i decydujące o nim czynniki. Nasuwa też refleksje całkiem aktualne
N

Na rynku księgarskim ukazała się książka zasługująca na szczególną uwagę, książka z zakresu historii filozofii, ale zakres ten w niejednym punkcie przekraczająca. Autorem jej jest Juliusz Domański, tytuł brzmi: "»Scholastyczne« i »humanistyczne« pojęcie filozofii". Pierwsze wydanie ukazało się już w 1978 r. jako numer "Studiów Mediewistycznych". Autor wrócił później do tematu w 1990 r. w czterech wykładach w College de France.

Warto może choćby w nawiasie podkreślić, że Domański obok Bronisława Geremka należy do tych wyjątkowych uczonych polskich, którzy zaszczytu zaproszenia do słynnej uczelni dostąpili. Byłam na tych wykładach, obserwowałam studentów francuskich i nie tylko studentów skrzętnie notujących, College przyciąga bowiem światłych ludzi w różnym wieku i różnych profesji. Wykłady ukazały się w języku francuskim, potem zostały przetłumaczone na polski pod tytułem “Metamorfozy pojęcia filozofii". Niewielka 100-stronicowa książeczka, w sposób przejrzysty i zwarty przedstawiająca dzieje pojęcia filozofii od Antyku do Renesansu, może być uważana za skrót, zarys interesującego mnie dzieła, lecz właśnie tylko zarys, który nie może dać pełni perspektywy ujęcia czy bogactwa i złożoności podejmowanej problematyki, a jest to problematyka ważna i zmuszająca czytelnika do refleksji.

Nie znam się na filozofii średniowiecza, nie studiowałam autorów Renesansu. Moich więc słów na temat książki Juliusza Domańskiego nie można traktować jako merytorycznej recenzji. Nie potrafię się ustosunkować do stwierdzenia, że Eliasz z Kolonii w cytowanym liście zapowiada zmianę paradygmatu myślenia o sztuce i filozofii. Zapewne pierwszy raz słyszę coś o tym benedyktynie. Nie potrafię osądzić trafności interpretacji wskazującej na nierozłączność rerum scientia i litterarum peritia u Leonarda Bruniego. Właśnie jednak te dwa przykłady mojej ignorancji wskazują na coś, co mi pozwala mówić o tej książce i co sprawia, że czytać ją może, a nawet powinien każdy, kto się interesuje dziejami filozofii. Przedstawia ona bowiem jej dzieje nie z punktu widzenia takiej lub innej wąskiej zawartości doktrynalnej, ale przede wszystkim w tym, co niosła jako przejaw ogólnej intelektualnej kultury, a także przejaw tradycji i przeświadczeń narzuconych przez praktyki życia.

Jak zresztą stwierdza sam autor - usprawiedliwiając się, choć usprawiedliwienie jest tu zbędne - wszystkie kwestie roztrząsał “bez jakiegokolwiek związku z materialnymi treściami doktryn, co najbardziej lub nawet wyłącznie interesuje historyków filozofii". Widzi bowiem filozofię w ścisłym powiązaniu zarówno z pełnią życia umysłowego epoki, jak i z ówczesnymi wyobrażeniami etycznymi, politycznymi i religijnymi, czyli że pojmuje ją podobnie jak cytowany na początku książki Dawid Armeńczyk, który stwierdzał, iż filozofia to nie jest tylko poznanie bytów jako bytów, poznanie rzeczy boskich i ludzkich. Uczy ona czegoś więcej.

Armeńczyk pisał: “Poznawszy, co to takiego filozofia, postąpmy dalej i poznajmy, jaki jest jej cel. Bo przecież nie na próżno ona jest, skoro powiada Platon zwracając się do niejakiego Teodora: »Takie dobro, Teodorze, ani przyszło już kiedyś od bogów do ludzi, ani kiedykolwiek przyjdzie«. Trzeba tedy wiedzieć, że taki jest właśnie cel filozofii: przeprowadzić duszę z ciemności i mętności tego życia do tego, co boskie i niematerialne, zgodnie ze słowami Homerowej Ateny, »żeby poznała zarówno Boga, jak i człowieka«. Trzeba bowiem wiedzieć, że dusza ma dwojakie moce: jedne poznawcze, a drugie żywotne".

W tym metafilozoficznym rozważaniu autor skupia się na szerokim pojęciu filozofii i śledzi jego zmienne treści, jego rozmaite przekształcenia przez różne epoki od późnej starożytności, wczesnych patrystycznych form, przez scholastykę po renesans i humanizm XV wieku. Bada je autor w wielu kontekstach i związkach, a przede wszystkim w stosunkach z jednej strony do tradycji antycznej, z drugiej - do chrześcijaństwa. Pojęcie filozofii służy zatem autorowi jako klucz, jako punkt wyjścia w analizach horyzontów ówczesnego myślenia i jego podstawowych metod i przesłanek. Pozwala ono zrozumieć nieustanne powroty do tradycji oraz rozliczne próby jej przetworzenia. Pozwala uchwycić narastające napięcia lub sprzeczności, ale przede wszystkim uwydatnić znaczenie, jakie filozofii nadawano w poszczególnych epokach, co miało decydujący wpływ na całość aktywności intelektualnej, a więc także na jej treści oraz wybory problematyki.

Zdaniem Juliusza Domańskiego istniały wówczas trzy fundamentalne rozumienia filozofii, niekiedy konkurujące z sobą, niekiedy uzupełniające się. Choć autor zdradza wyraźną sympatię do filozofii nastawionej praktycznie, kreśli wyczerpująco realizacje wszystkich jej modeli, a więc modelu praktycystycznego, praktycystyczno-teoretycznego i teoretycznego. Dwa pierwsze określa jako “humanistyczne", gdyż chodziło w nich o człowieka, o możliwość jego “upodobniania się do bóstwa", jak mówił Platon, czyli mówiąc krótko - o etykę. Trzeci nazwał “scholastycznym". Rozumiemy więc, skąd się wzięły w tytule cudzysłowy. Model bowiem jest zawsze tylko syntetycznym ujęciem, uproszczeniem rzeczywistości, która, co autor podkreśla, najczęściej bywa zniuansowana, pełna odchyleń i wewnętrznych sprzeczności.

Kiedy więc czytam tak ujęte dzieje średniowiecza i renesansu, w ich szerokiej panoramie, mam ochotę ulec pokusie użycia terminu: formacje intelektualne. Ten termin, jak myślę, mogę do przedstawionych w książce Domańskiego dziejów zastosować, bo mówi ona o kolejnych formacjach, mówi i analizuje, jak się te formacje tworzyły, co decydowało o ich trwałości, ale także i rozkładzie, pyta, gdzie szukać źródeł rozkładu lub znaczących modyfikacji i znajduje je przede wszystkim wewnątrz takiej formacji, w pojawiających się w niej obcych elementach. I tak na przykład autor ukazuje, jak już w scholastyce pojawiły się nurty jej się przeciwstawiające, krytykujące jednostronność lub zbytnią wybujałość niektórych tendencji. Zwraca także uwagę, że uznanie poznania i kontemplacji jako warunku “niższego" od nich działania, a więc wyniesienie ważności sfery teoretycznej przez Pico della Mirandola, mogło zachwiać paradygmatem platońskim panującym w renesansie.

Jest to więc książka na wskroś filozoficzna, badająca sam proces przemian intelektualnych i decydujące o nim czynniki. Pozwala zastanowić się nad myślą ludzką, nad trwałością i zmiennością w jej pracy, nad jej borykaniem się z problemem i ciążącą wciąż tradycją lub, przeciwnie, jej zapomnieniem. Nasuwa jeszcze inne refleksje, tym razem aktualne.

Jedna z nich pojawia się, gdy porównamy rytm zmian dokonujących się w myśleniu przeszłości z właściwym naszemu wiekowi. Myśl filozoficzna, tak zresztą wówczas elitarna, rozwijała się powoli, wystarczy przypomnieć, że scholastykę, jak pisze autor, “przygotowywał długi, bo około sześciu wieków trwający, i skomplikowany proces". Może jednak dlatego właśnie filozofia mogła kiedyś dostąpić tak wielkiego wyniesienia? Była autentyczną mądrością wieków.

Dziś mody filozoficzne następują z dnia na dzień, konkurując z sobą nie tyle w imię prawdy, co błyskotliwości słów i oryginalności ujęcia. Dla nas filozofia jest tylko jedną z dyscyplin uniwersyteckich, bynajmniej nie najważniejszych. Nikt też dziś nie będzie się spodziewał, że wpłynie ona decydująco na kształtowanie się etyczne ludzi i nikt nie będzie szukał w osobie filozofa wzorów realizacji nauk moralnych. Od takiego ujęcia jesteśmy niezmiernie daleko. Dlatego anachronicznie brzmią dla nas słowa Pico della Mirandoli. Przydługi to cytat, ale bardzo piękny, pozwolę więc sobie za autorem go tu powtórzyć:

“Wieloraka zaiste, ojcowie, w nas niezgoda; ciężkie wojny domowe nas gnębią i od domowych gorsze. Lecz jeśli ich chcieć nie będziemy, jeśli dążyć będziemy do owego pokoju, który tak ma nas wznieść ku górze, abyśmy się znaleźli na stałe wśród wywyższonych przez Boga, to je ujarzmi całkowicie i uspokoi jedna filozofia. Najpierw moralna: jeśli człowiek poszuka tylko rozejmu ze swoimi wrogami, ona pohamuje nieokiełznane napady wielokształtnych bestii oraz kłótliwość, gniew i zapalczywość lwa (...). Dialektyka ukoi niepokoje rozumu, miotającego się lękliwie między sprzecznościami retoryki i podstępami sylogizmów. Filozofia przyrody uśmierzy kłótnie i rozbieżności mniemania, to z tej, to z owej strony nękające, zaprzątające i rozdzierające niespokojną duszę".

Juliusz Domański, “»Scholastyczne« i »humanistyczne« pojęcie filozofii", Kęty 2005, Wydawnictwo Antyk

Tekst ukazał się w "Książkach w Tygodniku", "TP" nr 33/2005

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]