Reklama

Macie wszystko umieć

Macie wszystko umieć

18.11.2019
Czyta się kilka minut
Jakby chcieli nas ukarać za to, że wybraliśmy sobie taki kierunek, rzekomo dla pieniędzy – oceniają system kształcenia studenci stomatologii w Szczecinie.
YEGOR ALEYEV / TASS / GETTY IMAGES
A

Alicja przysłała list: „Właśnie zostałam absolwentką Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie na kierunku lekarsko-dentystycznym. Czekałam na ten moment od bardzo dawna. To, co przechodziliśmy jako studenci przez te 5 lat, przekracza wszystkie granice absurdu. Przynajmniej połowa z nas miała depresję, stany lękowe, część szukała pomocy u psychologa i jechała na lekach. Jako absolwentka chciałabym uchronić przed tym przyszłe pokolenia”.

Załączyła wpisy do ankiety, przeprowadzanej wśród studentów. „Depresję ma tu chyba każdy – pisze jeden z nich. – Atmosfera jest tragiczna, wszyscy chodzimy jak struci, nie mamy życia, nic nas nie cieszy. Czuję się jak w jakimś obozie pod autorytarnymi dowódcami. Nic nie można powiedzieć, nic zrobić. Tylko wykonywać rozkazy”.

„Na piątym roku przynajmniej 20 osób leczy się u psychologa, duża część z nich przyjmuje antydepresanty –...

16885

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

yolo

ja nie wiem, jaki jest poziom stresu itepe na stomatologii gdzieś tam - pamiętam za to doskonale, jak z o r a n y byłem psychicznie po ukończeniu studiów na wydziale 'elektrycznym' AGH na początku lat '80-tych - i jak mi się potem przez lata całe śniło co jakiś czas, że mam jeszcze jakiś egzamin niezdany.... nie żebym wątpił w relacje przytoczone albo odczucia studentów, ale coś tak mi się wydaje, że generalnie każde następne pokolenie ma jakoś obniżony próg odporności na stres, ból a nawet na prosty w y s i ł e k fizyczny - a że przy tym ma coraz większe poczucie własnej wartości i tak zwane m n i e m a n i e o sobie - to może i dobrze, nas wtedy do nauki motywowało wojsko chyba skuteczniej, niż ich dzisiaj p i e n i ą d z e - no i last but not least, młodzi teraz mają się gdzie i do woli wyskarżyć i wypłakać, a myśmy byli zajęci demontażem UW i ZSRR przy pomocy p o w i e l a c z y

Trzeba nie mieć empatii,żeby po tak wstrząsającym artykule pisać takie rzeczy. Smutne.Żal mi i tych studentów i Pana

ok boomer

Nobody said it’s gonna be letko

Moralnosc ofiarnicza: ludzie maja sie wstydzic tego, ze do roboty chodza dla pieniedzy? Po to wlasnie poszedlem na studia, zeby zarabiac wiecej.

Stres jest spowodowany tym jak tam ludzi traktują, dorosłych ludzi, nie dzieci i młodzież. A wielu tam traktują jak worki do kopania i po prostu śmieci, a siebie uważają za "panów życia i śmierci", którzy mogą wszytko. I niektórzy pozwalają sobie na dużo za dużo. Nie widzą w studentach drugiego człowieka...

Rozumiem, ze dzieci i młodzież można traktować jak worki do kopania?

Sama jestem studentem lekarskiego i dokładnie wiem o czym jest ten artykuł i to przechodzę ale to normalne, wszędzie to tak wyglada i dla ludzi którzy chcą iść na kierunki medyczne jest ten obraz powszechnie znany. W związku z tym już aplikując na studia wszyscy są świadomi trudności związanych z tymi studiami, a robienie potem show z tego jak to wyglada jest niepotrzebne. Jakby studia medyczne były lekkie, łatwe i przyjemne i nie dotykały nas psychicznie to potem przy wchodzeniu we właściwy zawód bylibyśmy nieprzygotowani. Bo nie wiem czy Pan/Pani sobie zdaje ale praca jako lekarz/stomatolog jest znacznie bardziej stresująca niż te studia bo tu chodzi o uratowanie/ ulżenie w cierpieniu żywemu człowiekowi, a każdy błąd wiąże się z poważnymi konsekwencjami a jak ktoś płacze w kącie bo od niego dużo wymagają na studiach i robienie z tego dramy w internecie oznacza drobny brak predyspozycji do przyszłego zawodu i sugeruje tutaj zmianę kierunku studiów na może coś lżejszego

Ten artykuł miał w złym świetle stawiać PUM? Rozumiem, że obraz obecnego studenta to roszczeniowy nastolatek z problemami psychicznymi. Ci ludzie mają leczyć innych? Brać odpowiedzialność za ich zdrowie i życie? Jeśli biedne dziecię martwi się tym, że nie lubi jej higienistka, to jak zareaguje na wstrząs anafilaktyczny? Napisze do gazety, że pacjenci wystawiają ją na zbyt duży stres czy wypłacze się na blogu?  Zawód lekarza czy lekarza dentysty wymaga bardzo specyficznych kompetencji psycho-fizycznych, wysokiej odporności na stres oraz poczucia odpowiedzialności. Obecnie wychowuje się ludzi na klepaczy testów i tu rzeczywiście jest problem. Nie twierdze, że jest pięknie i kolorowo, ale niektóre argumenty są tak absurdalne, że niektórzy powinny rozważyć zmianę ścieżki zawodowej. Wszyscy wyjdą na tym lepiej.

Długo się zastanawiałam czy tracić swój czas na powrót do tych wszystkich bolesnych wspomnień ale przez wzgląd na szacunek do moich towarzyszy boju muszę odpowiedzieć na niektóre, pełne jadu i braku zrozumienia komentarze. Zastanówcie się zanim dodacie opinię, łatwo oceniać dopóki coś nas bezpośrednio nie dotyczy - ciekawe czy osobie bliskiej np. własnej matce lub dziecku dotkniętemu depresją też mówilibyście, że są słabi psychicznie? Albo uważali za normalne, że problemy psychiczne 90% studentów uczelnia tłumaczy "trudną sytuacją rodzinną"? Sama do teraz zmagam się z licznymi mankamentami psychicznymi, utratą osobowości i wiary w siebie oraz z uszczerbkiem na zdrowiu fizycznym (przez długotrwałe narażenie na stres organizm zaczął się sypać) gdybym wtedy na początku drogi wiedziała jaką cenę przyjdzie mi zapłacić za dyplom to wybrałabym inną drogę. Uważam siebie za osobę silną, zawsze walczyłam o swoje marzenia - dlatego udało mi się przez to przebrnąć ale nie znaczy to, że teraz mam być wdzięczna swoim oprawcom. Będę mówiła prawdę wszystkim, którzy zechcą słuchać! Bo jeżeli moje komentarze i ten artykuł ocalą chociażby jedną osobę od podjęcia decyzji o rozpoczęciu nauki na PUMie to znaczy że było warto. Takie zachowanie wobec studentów, wobec DRUGIEGO CZŁOWIEKA - bo przecież student to też jest człowiek,trzeba piętnować! To nie jest normalne! I nie świadczy o naszej chęci "oczerniania uniwersytetu" uważam, że uniwersytet sam siebie w ten sposób oczernił ponieważ władze uczelni były świadome takich nadużyć a nie zrobiły nic w tym kierunku a teraz tylko potrafią umyć ręce i odwracać kota ogonem. Jeżeli nie wierzycie - dalej wysyłajcie tam swoje dzieci i wmawiajcie im, że to że nie wytrzymują psychicznie takiego obozu przetrwania to ich wina bo są za słabe/ za głupie i w ogóle to powinny zmienić kierunek. Szkoda tylko, że za granicą wygląda to zupełnie inaczej i da się dużo wymagać ale nie tylko od studentów, ale także od siebie a zajęcia prowadzić w atmosferze obopólnego szacunku a nie wyzwisk, zastraszania i nadużyć. Jedno czego się nauczyłam przez te pięć lat - nigdy więcej nikomu nie pozwolę się już tak traktować, jak bedzie trzeba zmienię pracę, miasto zamieszkania a w ostateczności nawet i kraj! Ludzie otwórzcie oczy, chcecie lekarzy pałających do Was zrozumieniem i empatią a jak ktoś uderza w sedno problemu to z taką łatwościa atakujecie tych, którzy bronić się nie mogą w żaden sposób? Drodzy Koleżanki i Koledzy, którzy studiujecie właśnie teraz na PUM-ie mam nadzieję, że publikacja tego artykułu nie uruchomi lawiny mszczenia się na Was, chociaż obawiam się, że i tak może być. Życzę Wam powodzenia, a tym, którzy jeszcze mogą radzę przenieść się jak najdalej stąd i nie oglądać się za siebie. Absolwentka PUM

Rozumiem tę sytuację. Studiowałam pewną filologię na UJ, gdzie czułam się jak w kołchozie. Wyśrubowane do granic możliwości wymagania, wrzeszczenie po studentach, wymyślanie naprawdę wyssanych z palca powodów, żeby mnie nie dopuścić do obrony (dzień przed obroną) itp. Tyle szarpaniny o nic. Bo niby "elitarny" kierunek. W międzyczasie zaczęłam studia na tym samym wydziale, ale w innym instytucie. Dopiero wtedy zrozumiałam nienormalność sytuacji na tym pierwszym. Partnerskie nastawienie profesorów, otwartych na dyskusję, dzielących się wiedzą, pokazało mi, na czym naprawdę powinno polegać szkolnictwo wyższe. Nie zakuwanie, tylko poszerzanie horyzontów i zrozumienie. Za to doświadczenie dziękuję Instytutowi Filologii Słowiańskiej UJ i pozdrawiam z łezką w oku :)

Niestety. Ja również jestem absolwentką tego wydziału. Przeżyłam 5 lat tortur na Pumie. Dzień ukończenia tej uczelni był jednym z najlepszych w moim życiu. A kiedy przejeżdżam obok szpitala, mimo że minęło już dużo lat, nadal czuję ucisk w żołądku. Czas studiów był wyjątkowo trudny. Studenci byli traktowani jak niewolnicy. O nic nie można było zapytać, bo przecież już dawno powinnam to umieć. Pała! Nieustanna gehenna z wyrabianiem norm, załatwianiem sobie samemu pacjentów. Na założenie plomby czy kanalowke jeszcze przychodzili, ale na wyrywanie? Kto przyjdzie do studenta na wyrywanie zęba, szczególnie że na NFZ jest za darmo a tu trzeba płacić. Czasem nie wiadomo było, kto jest bardziej przerażony tym wyrywaniem, czy pacjent, czy student, który miał nad sobą nieustajacy bat i nie wolno było o nic zapytać... Eh.. Ciągłe ponizanie przez prowadzących... Nie rozumiem dlaczego dorośli ludzie w ten sposób traktują młodszych ale juz dorosłych ludzi. Wystarczyłoby odrobinę szacunku i przychylności. Mimo wszystko bardzo lubię mój zawód, żałuję jednak że tak wyglądało jego zdobycie.

Historia odnosi się do większości uczelni medycznych w Polsce. Problem niewątpliwie jest ale nikt na studiach nic z nim nie robi bo się boi, a po studiach chce ja najszybciej uciec z tego środowiska. Wiedzą Państwo jakie jest pierwsze pytanie na zajęciach klinicznych: "kto ma rodzica lekarza?" Cóż, nie wszyscy maja, choć znaczna większość. Czy to jest pytanie jakie się zadaje chcąc poznać grupę? O czym ma informować? że na wstępie już jesteśmy podzieleni na lepsza i gorsza? Na jakiej zasadzie przyjmowani są do pracy asystenci? Czy w jakikolwiek sprawdzane są predyspozycje psychologiczne? Dlaczego na uczelniach nie nauczają albo choć nie są zapraszani na pojedyncze wystąpienia topowi Polscy stomatolodzy? Poziom stresu jest BARDZO duży, świadczy o tym choćby że z mojej uczelni po 1 roku przeniosła się najlepsza studentka (mama była/jest asystentką na jednym z oddziałów). Sam widziałem jak PRZED jednym z egzaminów płakała, chociaż zdała koniec końców najlepiej. Dziewczyna była, a w następnym roku dowiedzieliśmy się ze się przeniosła. Wszystko załatwione po cichu, a my przecież zapomnieliśmy prawda? Komentarze w stylu: oj muszą się uczyć na studiach.współczujemy. podkreślają tylko ze nie zrozumie ten kto sam nie przeżył albo zna kogoś kto przez to przechodził. Każdy idąc na te studia wie ze nie będzie łatwo, że trzeba się dużo uczyć, ale nie wiemy że będa Cię przez 5 lat tratować jak śmiecia. Jeśli nie ma się kogoś w rodzinie albo znajomego którego można podpytać to z samych książek czasem ciężko zrozumieć z uwagi na specjalistyczne słownictwo z którym nie ma się do czynienia w życiu codziennym. Ale nie pytamy bo boimy się nie zdać, bo nie zdane zajęcia oznacza ze na następne będzie tylko trudniej bo będzie trzeba zaliczyć dwa, a mimo że zadałeś pytanie i chcesz się dowiedzieć to: 1) nie uzyskałeś odpowiedzi 2) zostałeś ukarany za to że miałeś odwagę/czelność zapytać. Asystenci nie są po to żeby pomóc Ci zrozumieć, tylko po to żeby uświadomić Ci jak bardzo beznadziejny jesteś. Mnie na 3 roku studiów asystentka wzięła na dywanik i „uświadomiła” że może stomatologia to nie jest to co powinienem robić, że jest tyle innych zawodów. I niech sobie Pastwo pomyślą że przez cały kolejny rok a czasem nawet dwa, trzeba chodzić tydzień w tydzień ok 4h na zajęcia na których ocenia Cię ta osoba. Nie pozwólcie wmówić sobie, że do czegoś się nie nadajecie;)

Ło, widzę, że tu ostro jest, więc i ja swoje trzy grosze dodam. Za moich czasów, ta "zaszczytna" uczelnia zwała się jeszcze Pomorską Akademią Medyczną. Z akademią miała tyle wspólnego, co świnia z wykwintnym obiadem. Miło wspominam tylko statystykę medyczną i informatykę. Reszta to dno i brak poszanowania ludzkiej godności. Uczelnia, która niszczy ludzi. Wielu moich co-studentów zostało przez nich dosłownie zmiażdżona. Ze zwykłego szacunku dla swojej własnej osoby, po pierwszym semestrze trzeciego roku i kontakcie z "chorymi" asystentami stomatologi zachowawczej i protetyki, podziękowałem bardzo serdecznie tym wszystkim "mega" wykształconym mędrcom za ich "elokwentny" wkład w moją psychikę. Niektóre z zagrań tych "wspaniałych" ludzi, "wykładających" na tej uczelni, trącą mocno kryminałem. Może wreszcie ktoś coś z tym gniazdem żmij zrobi. Chociaż szczerze mówiąc - wątpię. Rozumiem, że na medycynie trzeba się uczyć. Gdzie nie trzeba? Ale elementy własnej inicjatywy, jak doczytywanie nowości ze świata "nauki", są na tej uczelni bardzo niemile widzane. I zamiast mobilizować pseudo-naukowy element asystencki, student, który wie "troszkę" więcej spoza podręczników z lat 60-tych, jest po prostu eliminowany. A wszelkie próby dyskusji są gaszone w zarodku negatywną oceną na kolokwium (nawet jeśli poda się zapamiętane wydanie, rok i numer ISBN przeczytanej lektury).

Cz1 – mobbing czy tu panuje mobbing ? No właśnie, czy jest aż tak źle ? Chciałoby się powiedzieć, że to nie prawda, że taki list mogły napisać osoby niedostosowane, odstające od reszty, wyraźnie słabsze, że to mniejszość, że nie dali rady i teraz wypłakują swoje gorzkie żale. Otóż nie. Powtarzanie roku z powodu niezaliczenia ćwiczeń praktycznych przez "wybrańców" pani Profesor X przez osoby ze średnią, która umożliwiłaby tym osobom otrzymanie stypendium ( mówimy o co najmniej dwóch przypadkach) . Powtarzanie roku z powodu tych samych ćwiczeń przez zaangażowanego studenta organizatora konferencji stomatologicznej z powodu niewyrobienia punktów a rok później ta sama osoba wygrywa konkurs na odbudowę estetyczną zęba . Wyżej opisane przypadki niezaliczenia ćwiczeń opierały się na niewystarczającej ilości punktów przyznawanych przez asystenta . Czy słusznie ? Nie można tego udowodnić bo nie ma formy która mogłaby zweryfikować decyzję jednej osoby. Jedna osoba jest Panem Twojego być albo nie być, swoistym Cezarem , który podniesie kciuk do góry lub na dół, reszta grupy stara się jak może żeby przypadkiem na nich nie została skupiona uwaga . System punktowy jest stwarza pole dla manipulacji i ogromnych nadużyć , daje możliwość przełożenia animozji asystenta względem studenta na idące za tym konsekwencje finansowe (liczone w tysiącach) i i psychologiczne ( trudne do wyliczenia prawda?). Daje możliwość obrażania, upokarzania znęcania się psychicznego ale potulny student ze strachu nigdzie tego nie zgłosi a jak zgłosi to zostanie wyśmiany - „Pani X nigdy nikogo nie skrzywdziła „ Nie ma czegoś takiego jak egzamin komisyjny ani innej formy dzięki której mógłby zostać zweryfikować zastrzeżenia jednej osoby wobec studenta . Władze umywają ręce ? Oczywiście były listy i były wymijające odpowiedzi. Wszystko powinno być w archiwum. Teraz wyszedł artykuł i wielka afera „ jak to czy ktoś was bije?!”. Nie, nikt nas nie bije można by rzec szkoda bo dało by się łatwo udowodnić. Mobbing jest bardzo trudno udowodnić. Słowo przeciwko słowu.

CDN

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]