Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Ludzie z Mvepi

Ludzie z Mvepi

12.06.2017
Czyta się kilka minut
Jesteśmy w Ugandzie, w obozie tranzytowym dla uchodźców z Sudanu Południowego.
Kolejka po jedzenie wydawane przez UNHCR. Mvepi, 6 czerwca 2017 r. / Fot. Grażyna Makara
Kolejka po jedzenie wydawane przez UNHCR. Mvepi, 6 czerwca 2017 r. / Fot. Grażyna Makara
P

Podchodzą ludzie. Pytają, czy mogą przeszkodzić. Może akurat trafili na kogoś, kto im pomoże? Jak 12-latek w rdzawym od kurzu podkoszulku. Skarży się, że podczas rejestracji urzędnik – chłopiec nie wie: specjalnie czy przypadkowo – zabrał mu żółte dokumenty uchodźcy. Policja nie wyda nowych, a bez nich nie dostanie jedzenia. Dla niego to może pierwsza oficjalna sprawa załatwiana w życiu. Dotarł tu sam, bez rodziny.

Podchodzi 29-letni mężczyzna. Uciekając, zabrał z domu przede wszystkim świadectwa ukończenia szkół. W obozie chciałby być nauczycielem. Ale odsyłają go od biurka do biurka, w każdym namiocie mówią coś innego.

Tu, w obozie Mvepi w północno-zachodniej Ugandzie, mieszka już 107 tys. uchodźców z Sudanu Południowego. Codziennie przybywa tysiąc nowych. Większość dostanie wkrótce kawałek ziemi pod uprawę, aby mogli się sami utrzymać. Ale przy takiej liczbie ludzi wielu nie ma już siły walczyć o swoje. Bo skąd czerpać siłę, jeśli w samej tylko kolejce po jedzenie, pod dusznym brezentem ze znakiem UNHCR, w 30-stopniowym upale i niemiłosiernym ścisku, stoi się – jak te kobiety na zdjęciu – cztery godziny?

Dzieci wołają do następnego namiotu. W kącie, na plastikowym krześle, starsza kobieta dotyka dłonią swojej głowy. Przestała dobrze myśleć, mówi, dziwne rzeczy tkwią tam w środku, odkąd widziała straszne rzeczy, które jedni ludzie zrobili innym w jej wsi. Nie pamięta, ile ma lat. Przestała liczyć, gdy umarł ostatni członek jej rodziny. Od dwóch tygodni nie ma już nawet sąsiadów. Boi się samotności.

Być w takim miejscu samemu to jakby już tylko czekać na śmierć. ©℗

Galeria zdjęć
  • Fot. Grażyna Makara
  • Fot. Grażyna Makara
  • Fot. Grażyna Makara
  • Fot. Grażyna Makara
  • Fot. Grażyna Makara

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Marcin Żyła jest dziennikarzem, a od stycznia 2016 r. również zastępcą redaktora naczelnego „Tygodnika Powszechnego”. Do zespołu pisma dołączył przed ośmioma laty. Od początku europejskiego...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Chyba żadna telewizja w Polsce nie interesuje się dramatem Sudańczyków. Jestem pewien, że dzięki pańskiej aktywności co najmniej kilka osób dziennie przyłącza się do grona wspierających skromną jałmużną tych nieszczęśliwych ludzi.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]